Przez lata o udziale polskiego przemysłu w strategicznych inwestycjach mówiono wiele, jednak najczęściej kończyło się na wzniosłych deklaracjach. Globalne wstrząsy ostatnich lat - pandemia, wojna w Ukrainie oraz rosnące napięcia geopolityczne - brutalnie obnażyły kruchość międzynarodowych łańcuchów dostaw. Dziś nikt już nie ma złudzeń, że w kryzysowych momentach dostępność kluczowych komponentów, ich cena i terminowość przestają być oczywiste. Bezpieczeństwo państwa to dziś nie tylko dobrze wyposażona armia i infrastruktura krytyczna. To w równej mierze suwerenność łańcuchów dostaw. Z tego powodu local content przestał być jedynie postulatem gospodarczym. Stał się twardym filarem bezpieczeństwa narodowego.

Z diagnozy, którą postawiliśmy w Agencji Rozwoju Przemysłu, wynika, że polskie firmy mają olbrzymi potencjał rozwojowy, wykwalifikowane kadry,  innowacyjne produkty i usługi. Istnieją jednak przeszkody, które napotykają rodzimi przedsiębiorcy, mające charakter systemowy, a nie technologiczny. Widzimy to na przykładzie energetyki, zwłaszcza przy projektach farm wiatrowych offshore i onshore, gdzie w wielu miejscach oddaliśmy pole zagranicznym podmiotom, nie uwzględniając w łańcuch dostaw polskich firm. Przez lata wygrywała wygoda wyboru dużego gracza kosztem budowy krajowych kompetencji ulokowanych w mniejszych podmiotach. Głównym kryterium wyboru stała się cena, która nie zawsze zapewnia odpowiednią jakość oraz dotrzymanie harmonogramów realizacji projektu. Kolejną z barier w rozwoju lokalnych łańcuchów dostaw są finanse. Wymóg wniesienia gwarancji rzędu 10–15 procent wartości wielomilionowego kontraktu, brak zaliczkowania oraz przerzucanie kosztów na wykonawcę we wczesnych fazach projektu eliminują polskie, mniejsze podmioty, już na starcie.

Czytaj więcej

Popko, Budimex: Local content jak polisa bezpieczeństwa

Czas przejść od obietnic do realnego wsparcia polskiej gospodarki, oczywiście przy zachowaniu standardów zgodnych z unijnymi regulacjami. Właśnie dlatego Minister Aktywów Państwowych powołał Zespół ds. Udziału Komponentu Krajowego w Kluczowych Procesach Inwestycyjnych, w którym ARP pełni rolę koordynatora. Nasze podejście jest na wskroś biznesowe. W pierwszej kolejności, we współpracy z GUS, wypracowujemy twardą, kalkulacyjną definicję local contentu. Nowe wytyczne muszą opierać się na danych, które są transparentne i porównywalne oraz możliwe do pozyskania od podmiotów w łańcuchu dostaw. Unikamy dzięki temu sytuacji, w której regulacje brzmią świetnie na papierze, ale zupełnie nie przekładają się na rynkową praktykę i możliwości ich wdrożenia.

Co musi się zmienić natychmiast? Przede wszystkim kultura zakupowa. Przez dekady obawa przed naruszeniem unijnych regulacji skutkowała w przetargach bezwzględnym dyktatem najniższej ceny. Ubiegłoroczne nowelizacje Prawa zamówień publicznych, orzecznictwo KIO z 2025 roku i najnowsze praktyki wypracowane chociażby w projektach CPK udowadniają, że w unijnym reżimie prawnym można mądrze wspierać lokalne doświadczenie. Prawo europejskie zostawia spory margines na inteligentny patriotyzm biznesowy i wyrównywanie szans. Jednocześnie instytucje publiczne muszą pilnie wypracować mechanizmy wsparcia ułatwiające polskim podmiotom udział w konsorcjach.

W ARP odrobiliśmy tę lekcję, stawiając na synergię w naszej grupie kapitałowej. Zinwentaryzowaliśmy strukturę łańcuchów dostaw m.in. w spółkach Grupa Przemysłowa Baltic czy H. Cegielski FPS, a także utworzyliśmy spółkę RFK i  nieustannie pracujemy nad wzmocnieniem efektów synergii w całej Grupie Kapitałowej. Wyciągamy twarde wnioski z przeszłości. Polska gospodarka nie może pozwolić sobie na powtórkę z upadku dysponującego unikalnymi kompetencjami Rafako. Dziś mamy szansę trwale połączyć siły administracji rządowej, państwowych gigantów i prywatnego biznesu. Od tego, czy skutecznie wdrożymy politykę local contentu, zależy nasza odporność na kolejne kryzysy. To test z gospodarczej suwerenności, którego po prostu nie mamy prawa oblać.