Pieśni ziemi

Reklama
Reklama

Reż.: Margreth Olin 

Wyk.: Jorgen Mykle, Magnhild Mykloen

To absolutnie niezwykły film. Reżyserka Margreth Olin wróciła w rodzinne strony na zachodzie Norwegii, żeby zrozumieć własne korzenie, pobyć ze swoimi rodzicami w świecie, który oni kochają. W świecie natury, nieprawdopodobnie pięknej przyrody, gdzie zmieniają się pory roku i naturalne są kolejne fazy życia: narodziny, dojrzałość, odchodzenie. „Jeśli chcesz się o mnie czegoś dowiedzieć, to spędź ze mną rok” – mówi ojciec do córki. Spędziła. I ofiarowała widzom niezwykłe dzieło. Wiele można mówić o kryzysie klimatycznym, niszczeniu przyrody, ginięciu całych gatunków zwierząt. O wciągającej ludzi cywilizacji. Ale tak naprawdę dopiero po obejrzeniu filmu takiego jak „Pieśni ziemi” można zdać sobie sprawę, co niszczymy, co bezpowrotnie tracimy. I zadać pytania o sens naszego istnienia.

Piękno i naturalny rytm tego świata wręcz porywają. Uspokajają, każą zapomnieć o codziennym wyścigu, o otaczającym nas brudzie polityki, fałszu, wybujałych ambicjach. Nie trzeba chyba o „Pieśniach ziemi” pisać ani rozmawiać. Lepiej po prostu usiąść przed ekranem i zatopić się w tych widokach wierzchołków gór, w rozległych krajobrazach, w zieleni, w połaciach śniegu. W naturalnym biegu życia. Choćby na te półtorej godziny…

Cudowny chłopak: Biały ptak

Reż.: Mark Forster 

Wyk.: Helen Mirren, Gillian Anderson, Olivia Ross

„Cudowny chłopak. Biały ptak” to opowieść o miłości, stracie i człowieczeństwie w świecie, w którym rządzi nienawiść. Do wnuka, który właśnie został wyrzucony z nowojorskiej szkoły za znęcanie się nad kolegą, przyjeżdża z Europy babcia. Opowiada mu swoją wojenną historię, gdy mieszkała w małej, francuskiej miejscowości Aubervilliers-Aux-Bois. Miała szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców: ojca-lekarza i matkę-nauczycielkę. Pięknie rysowała, lubiła bawić się, a w szkole – jak wszyscy inni – ignorowała i podśmiewała się z chłopaka po polio, kuśtykającego o kuli, pochodzącego ze skromnej, robotniczej rodziny. Tak było do 1942 roku, gdy rząd Vichy wzmocnił się, na ulicach miasteczka pojawiły się niemieckie patrole, a koledzy z klasy Sary pozapisywali się do Hitlerjugend. W miasteczku zapanowały terror i śmierć. 

Rodzice Sary zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego, ją w czasie nalotu na szkołę uratował ów poniewierany przez wszystkich kaleka Julien. Potem, razem ze swoimi rodzicami, przechowywał ją w stodole. Ale wojna zawsze bierze swoje ofiary.

 „Za cudownym chłopakiem…” stoją wielkie nazwiska. Film powstał na podstawie bestsellerowej prozy R.J.Papacio. Mark Forster to reżyser wielu głośnych produkcji – od bondowskiego „Quantum of Solace” przez dramaty jak „Czekając na wyrok” aż do „Marzyciela”, który przyniósł Oscara Janowi A.P. Kaczmarkowi. A obok młodych wykonawców w filmie wystąpiły m.in. Helen Mirren i Gillian Anderson.

Forster traktuje młodych widzów poważnie. Opowiada im o tragedii wojny, o antysemityzmie. Uświadamia, że zabijanie nie wygląda tak prosto jak w grach komputerowych. Ale też mówi o człowieczeństwie, które można zachować nawet w najtrudniejszych czasach i okolicznościach. 

Wadą filmu jest zbyt wolne opowiadanie i, niestety, tragiczny polski dubbing (szkoda, bo to przecież dystrybutora niemało kosztuje). Wciąż jednak „Cudowny chłopak. Biały ptak” jest dla młodego widza ciekawą i niegłupią propozycją. 

Obsesja

Reż.: Todd Haynes 

Wyk: Natalie Portman, Julianne Moore, Charles Melton

Todd Haynes, twórca „Daleko od nieba” czy „Carol” potrafi robić filmy o trudnych uczuciach, o ludziach „innych”, narażonych na dezaprobatę otoczenia, wyrzucanych na społeczny margines. „Obsesja” się w jego kino wpisuje. Ale tu sprawa jest mniej oczywista: chodzi o uwiedzenie dwunastolatka przez dojrzałą kobietę. 

Nominowany w tym roku do Oscara scenariusz „Obsesji” napisał Samy Burch, opierając się na prawdziwej historii, która w Stanach była na czołówkach gazet ćwierć wieku temu. 34-letnia nauczycielka Mary Kay Letourneau zaszła w ciążę z 12-letnim kolegą swojego syna Vilią Fualaau. Gdy odsiedziała w więzieniu siedmioletni wyrok, wyszła za niego za mąż.

Czytaj więcej

„Obsesja” Todda Haynesa. Między tabloidem a dramatem

 Bohaterowie filmu Haynesa to właśnie małżeństwo, w którym kobieta jest blisko ćwierć wieku starsza od męża. Spotkali się, gdy – jak Letourneau i Fualaau – ona miała 36 lat, on był trzynastoletnim dzieciakiem. Było podobnie jak w tamtej historii: seks, ciąża, więzienie, wreszcie, gdy Gracie odsiedziała kilkuletni wyrok za uwiedzenie nieletniego – ślub. Dziś on ma trzydzieści kilka lat, ona zbliża się do sześćdziesiątki. Ich dzieci wkrótce wyfruną z domu, pojadą na studia. Jak ma wyglądać ich dalsze życie?

To jednak twórcom „Obsesji” nie wystarcza. Do domu Gracie i Joe’a przyjeżdża młoda aktorka. Ma zagrać w filmie opartym na ich historii. Chce poznać Gracie, zrozumieć, podpatrzeć jej zachowania. Spędza z nią czas, rozmawia z jej znajomymi, szuka starych prasowych relacji. Powoli upodabnia się do swojej bohaterki, wpada w rodzaj paranoi. A przecież jest jeszcze Joe, wciąż nie bardzo dojrzały. Nieśmiały wychowanek własnej żony, coraz mocniej świadomy, co mu w życiu uciekło. 

Ciekawe role stworzyli tu aktorzy: Julianne Moore, Natalie Portman i znany głównie z serialu „Riverdale” Charles Melton. Haynes opowiedział tę historię jakby parodiował soap operę i chciał wykrzyczeć „Nie!” tabloidyzacji świata. „Obsesja” niewiele ma wspólnego z delikatnością i finezją „Carol”. Chwilami ten film męczy, staje się trudny do zniesienia. Ale może właśnie o to Haynesowi chodziło?