Andrzej Chyra o swojej roli w serialu "Sortownia": Czekają na prawo i sprawiedliwość

Poprzez postać lekarza, którego gram, odkrywamy, że to, co dobre i złe, okazuje się często niezgodne z naszymi wyobrażeniami – mówi Andrzej Chyra, obsadzony w roli głównej w serialu „Sortownia”. Premiera 16 czerwca.

Aktualizacja: 16.06.2023 06:28 Publikacja: 16.06.2023 03:00

Andrzej Chyra i Izabela Dąbrowska. „Sortownia" pokazuje sytuację, gdy ktoś daje sobie prawo do wymie

Andrzej Chyra i Izabela Dąbrowska. „Sortownia" pokazuje sytuację, gdy ktoś daje sobie prawo do wymierzania sprawiedliwości. Serial można oglądać w Canal+ online i Polsat Box Go

Foto: Maria Wytrykus/CANAL+ Polska.

W lutym mieliśmy premierę produkcji „Dziewczyna i kosmonauta” z pana udziałem, teraz startuje „Sortownia”. Czy w stronę seriali pociągnęło pana oglądanie streamingowych produkcji w pandemii czy może brak innych propozycji aktorskich?

Raczej ta druga kwestia. Zdarzyła się seria zgrabnych epizodów, ale specjalnie atrakcyjnych propozycji filmowych nie miałem. Może w przyszłym roku uda nam się zebrać z Jackiem Borcuchem i nakręcić fabułę. Do tego czasu coś muszę robić. „Dziewczyna i kosmonauta” to był kuszący pomysł science fiction, ponieważ mamy coraz większe możliwości technologiczne. „Sortownia” jest ciekawa dzięki swojej niejednoznaczności. Poprzez postać lekarza Jacka Wolińskiego, którego gram, i inne postaci odkrywamy, że to co dobre i złe, okazuje się często niezgodne z naszymi wcześniejszymi wyobrażeniami. Przeżywamy nieustannie dysonans poznawczy i nie wiemy, jak do wszystkiego się ustosunkować. Myślę, że to są dokładnie te same emocje, jakie przeżywamy teraz w Polsce. Czujemy się zmanipulowani, czujemy wielki chaos, a jego źródłem są politycy, Kościół, środki masowego przekazu, którzy robią nam wodę z mózgu. Mam nadzieję, że film tego nie robi, tylko trzyma nas w napięciu, ponieważ jest to dobrze ułożona historia, dobrze skomponowany ośmioodcinkowy utwór.

Czytaj więcej

„Dziewczyna i kosmonauta”. Turbulencje w rakiecie [RECENZJA]

Jednak aktorzy grający w fabułach i teatrze narzekają na serialowe scenariusze.

Ja też nie podszedłem do propozycji udziału w „Sortowni” z hurraoptymizmem od razu, zaproponowałem zmiany i poprawki. Często dokonywaliśmy ich na planie. Nie chcę udawać mądrzejszego od innych, więc wytłumaczę, o co chodzi. Serial jest taką formą, którą opowiada się poprzez akcję. Ażeby sprawa nie była nazbyt skomplikowana w realizacji, wiele dzieje się w dialogu. Spróbowałem zrobić tak, żebyśmy nie mieli strasznie dużo gadania. Taki cel postawiliśmy sobie z reżyserką Anią Kazajek i innymi partnerami. Cisnąłem, by nie zostawiać dialogów, które są stricte informacyjne, żeby postaci czasami pomilczały, a sceny budowały napięcie. Polskich scenarzystów zbyt często ciągnie do typowości. Postaci zachowują się typowo, mają typowy styl i frazeologię. Pozbyliśmy się tego. Zależało mi na widzach myślących i wymagających. Do nich chcę docierać. Nie potrzebuję być najpopularniejszym aktorem. Wolę zagrać mniej, ale z poczuciem, że sam siebie nie skrzywdziłem.

Serial rozgrywający się w szpitalu to osobny gatunek, poczynając od „M.A.S.H” po „Dr House’a”, wliczając w to „Labirynt”, a nawet „Szpital na peryferiach”.

Chciałbym od razu zaznaczyć: „Sortownia” to nie jest szpitalny serial lub szpitalny thriller. W szpitalu rozgrywa się tylko jedna trzecia akcji. To miejsce pracy naszego bohatera, jednak to, co się dzieje w jego życiu, zatacza znacznie szersze kręgi. Jedną z zalet „Sortowni” jest właśnie to, że rozgrywa się w wielu miejscach, zaś wielość krótkich scen przerzuca nas do innych wątków i lokalizacji. Są inni bohaterowie, którzy mają bardzo ważne funkcje.

To prawda, ale w szpitalu decydują się sprawy najważniejsze: życia i śmierci. Na SOR trafiają ofiary wypadków drogowych, domowych i gwałtów, które są – mamy prawo się domyślać – dobrymi ludźmi, umierają. Tymczasem sprawcy wypadków i rozbojów, którzy robią fatalne wrażenie, paradoksalnie mają szansę przetrwać. Do czasu, bo pana bohater staje się społecznym mścicielem, wymierzającym sprawiedliwość, co wielu z nas chciałoby pewnie w wielu sytuacjach zrobić.

To jest interesujące postawienie sprawy. Nazwijmy je kolokwialnie: „Tego to bym na pewno chciał ukatrupić”. I widzimy, jak to wygląda. Co to znaczy w praktyce? Można powiedzieć, że główny bohater jest mścicielem, ale zrozumieć powody jego postępowania jest niezmiernie trudno. Jedyne, co mogę dodać i co jest pewne, to fakt, że działa w czasie, kiedy odzywa się w nim z ogromną siłą trauma sprzed 20 lat. Pod wpływem wielkich emocji bohater traci kontrolę nad sobą. Myślę, że to jest nasza polska sytuacja – bardzo wielu ludzi.

Czytaj więcej

Serial "Warszawianka". Na karuzeli życia

Ważne jest to, że zrozumienie dla czynów bohatera, który chce przerwać pasmo cierpienia niewinnych ofiar, stawia pod znakiem zapytania błąd w diagnozie jednej z postaci. Zaczynają się wątpliwości.

Chciałbym coś na ten temat powiedzieć, żeby zachęcić widzów bardziej, jestem jednak przeciwnikiem trailerów, a co dopiero spoilerów. Sam jako widz lubię mieć minimalną wiedzę na temat przebiegu fabuły. Kiedyś było łatwiej. Chodziłem na reżysera, na aktorów. Do kina zapraszał najczęściej plakat artystyczny, który nie ujawniał wiele, zaś w gablocie wisiało kilka, często czarno-białych, zdjęć aktorów. Teraz trailer często kłamie, bywa za długi i zdradza to, co najciekawsze, niepokojąc obawą, że już nic ciekawszego nie zobaczymy.

Możemy jednak powiedzieć, że serial jest propozycją wielopokoleniową. Jest co najmniej trzech młodych bohaterów: lekarka grana przez Jaśminę Polak, tajemnicza dziewczyna z kręgu Wolińskiego (Natalia Jędruś) oraz syn ukraińskiej ukochanej głównego bohatera, co widzimy już w pierwszej scenie w klubie go-go.

Mamy nie tylko wiele pokoleń, ale i środowisk. Wspomniany klub go-go, szpital, warszawskie mieszkania, w tym poddasze kolegów tajemniczej dziewczyny, gdzie trwa ostra impreza. Mam nadzieję, że to pocieszające dla tych, którzy obawiają się, że tylko mnie będą widzieć na ekranie. Uspokajam: nie!

Czytaj więcej

Widzisz siebie w serialu i jesteś zła

Powiedzmy o ukraińskim wątku. Ukochana Wolińskiego tańczy w klubie na rurze, by odpracować długi, ale poza długami ma też zasady i kobiecy honor.

Ten film ma niewiele aluzji politycznych, ale jest reprezentatywnym obrazem polskiej rzeczywistości, w której jest przecież coraz więcej Ukraińców. Dlatego wątek ukraiński nie jest interwencyjny, nie wynika z poprawności politycznej. Współtworzy obraz współczesnej Polski. Dla mnie spotkanie z Olgą Goldys było też ciekawą przygodą aktorską, mieliśmy bowiem na początku kwestię niespójności stylistycznej. Z Jaśminą Polak żartowaliśmy sobie, że my gramy po koreańsku, bo nasz serial swoją dezynwolturą realizacyjną nawiązuje do koreańskich produkcji, tymczasem Olga przyszła na plan z bagażem szkoły teatralnej Stanisławskiego, tego, co się nazywa duszaszczypatelniost’ i pierieżywanie. Jej bohaterka ma zresztą co „pierieżywać”. W filmie musieliśmy jednak grać w jednym aktorskim języku, pomimo całej złożoności akcji.

Wiele seriali epatuje mrokiem ludzkiej duszy, niwelując efekt wszechobecnego zła groteską. W  „Sortowni” podoba mi się, że bohaterowie walczą o wyjście z własnego mroku, kanału, w który zabrnęli.

Jest mrok w bohaterach, ale mam nadzieję, że nawet scena prowokacyjnie uznana przez nas za happy end, która naprawdę może budzić sprzeczne emocje, będzie miała jasną tonację. Jest więc sporo mroku, ale są też piękne rozbłyśnięcia.

W lutym mieliśmy premierę produkcji „Dziewczyna i kosmonauta” z pana udziałem, teraz startuje „Sortownia”. Czy w stronę seriali pociągnęło pana oglądanie streamingowych produkcji w pandemii czy może brak innych propozycji aktorskich?

Raczej ta druga kwestia. Zdarzyła się seria zgrabnych epizodów, ale specjalnie atrakcyjnych propozycji filmowych nie miałem. Może w przyszłym roku uda nam się zebrać z Jackiem Borcuchem i nakręcić fabułę. Do tego czasu coś muszę robić. „Dziewczyna i kosmonauta” to był kuszący pomysł science fiction, ponieważ mamy coraz większe możliwości technologiczne. „Sortownia” jest ciekawa dzięki swojej niejednoznaczności. Poprzez postać lekarza Jacka Wolińskiego, którego gram, i inne postaci odkrywamy, że to co dobre i złe, okazuje się często niezgodne z naszymi wcześniejszymi wyobrażeniami. Przeżywamy nieustannie dysonans poznawczy i nie wiemy, jak do wszystkiego się ustosunkować. Myślę, że to są dokładnie te same emocje, jakie przeżywamy teraz w Polsce. Czujemy się zmanipulowani, czujemy wielki chaos, a jego źródłem są politycy, Kościół, środki masowego przekazu, którzy robią nam wodę z mózgu. Mam nadzieję, że film tego nie robi, tylko trzyma nas w napięciu, ponieważ jest to dobrze ułożona historia, dobrze skomponowany ośmioodcinkowy utwór.

Pozostało 82% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Rekomendacje filmowe: Tornada w Oklahomie i w domu
Film
„Minghun” z Marcinem Dorocińskim na początek festiwalu mBank Nowe Horyzonty
Materiał Promocyjny
Ruszyła sprzedaż biletów na 18. BNP Paribas Dwa Brzegi
Film
Baldwin chce pozwać prokuratorów i szeryfa. Chodzi o zatajanie dowodów w sprawie
Film
Gdynia 2024: Kto będzie walczył o Złote Lwy?