Reklama

„Squid Game”: Śmiertelna gra w klasy

„Squid Game" to dowód, że Koreańczycy są mistrzami w zabawianiu przemocą.
Serial „Squid Game” to najczęściej oglądana rzecz Netfliksa w 97 krajach, przyniósł dochód rzędu 900

Serial „Squid Game” to najczęściej oglądana rzecz Netfliksa w 97 krajach, przyniósł dochód rzędu 900 mln dolarów

Foto: Netflix

Na czym polega tytułowa gra w kalmara? To rodzaj zespołowych zapasów, gdzie trzeba zajmować pozycje i zdobywać bazy. Była popularna w Korei w latach 80. i 90. XX wieku, grał w nią sam reżyser serialu, 50-letni Hwang Dong-hyuk i po latach stanowiła inspirację do napisania scenariusza. Cały zresztą serial, który zrealizował dla Netfliksa, oparty jest na dziecięcych zabawach, z tym, że tak jak film „Piła" nie był o drwalach, tak też i „Squid Game" nie jest o dzieciach grających w koreańskie klasy.

Niepokój pedagogów

W pierwszym odcinku prawie pięciuset ludzi trafia na bezludną wyspę. Wszyscy dostają takie same zielone uniformy, białe kapcie i indywidualne numery. Mieszkają w baraku i tylko po każdej grze wraca coraz mniej ludzi. Zwłoki pozostałych trafiają do spalarni, a wcześniej są patroszone z organów, które zamaskowani strażnicy sprzedają na czarnym rynku. Skojarzenia z łagrami i obozami koncentracyjnymi nasuwają się same.

„Squid Game" już od miesiąca daje paliwo do dyskusji i tysięcy artykułów na całym świecie.

Jak tam trafili? Zwyczajnie, podpisali umowy. Zmusiła ich do tego sytuacja materialna – pilnie potrzebowali pieniędzy lub popadli w długi. Na wyspie grają w gry. Niby nic, z tym że stawką jest życie. Przegrasz w kulki? Kula w łeb.

Na papierze brzmi to wszystko jak jeszcze jeden film klasy C, ale w przeciwieństwie do toksycznych produkcji pokroju „Ludzkiej stonogi" „Squid Game" już od miesiąca daje paliwo do dyskusji i tysięcy artykułów na całym świecie. Nawet politycy czują się w obowiązku go skomentować – także minister Przemysław Czarnek, któremu zaniepokojeni pedagodzy zwrócili uwagę na popularność koreańskiego serialu wśród dzieci i nastolatków. W teorii ma kategorię wiekową – od 16 lat.

Reklama
Reklama

Co sprawia, że nie da się zignorować „Kalmara"? Przede wszystkim popularność. Netflix często w sposób kreatywny szuka rekordów. W przypadku „Squid Game" liczby są przytłaczające. To najczęściej oglądana rzecz w 97 krajach. Miał 142 mln widzów, którzy zaczęli oglądać pierwszy odcinek. Wyprzedził „Wiedźmina" i „Stranger Things". A przede wszystkim przyciągnął nowych abonentów do platformy – 4 miliony 380 tys. widzów. Wytworzył dochód rzędu 900 mln dolarów, a kosztował ledwie 21 mln dol. Trudno te liczby zweryfikować, ale i tak robią wrażenie.

Najciekawsza jest nie popularność i nie sama przemoc, a jej otoczka. Nie trzeba być Słavojem Žižkiem, by dostrzec wyraźny antykapitalistyczny trop w „Squid Game", który był znakiem rozpoznawczym innego koreańskiego hitu – filmu „Parasite" Joon ho-Bonga z 2019 r. W tamtej okrutnej satyrze rodzina biedaków prowadziła perwersyjną grę z zamożnymi mieszkańcami wielkiej willi. Pracowali dla nich, ale najbardziej pragnęli zadomowić się w świecie klasy wyższej.

Zabawa w kapitalizm

„Squid Game" również skupia się na biedocie, która, by wyszarpać kawałek „tortu", jest gotowa na wszystko. Gry z rzadka są oparte na współpracy, częściej na bezlitosnej rywalizacji. W kalmarowej społeczności wytwarzają się podziały, powstają gangi, wyklucza się słabszych, starszych, imigrantów i kobiety.

Twórca serialu sam twierdzi, że chciał nakręcić „alegoryczną bajkę o współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym". To nie kapitalizm (nawet w wersji turbo), tylko faszyzm – ktoś powie. Problem w tym, że gracze są równi w prawach, a konkurencje w swej okrutnej logice sprawiedliwe. I najważniejsze – uczestnicy mogą przerwać grę, jeśli większość z nich opowie się za końcem.

Tak się jednak nie staje. Mami ich wizja zwycięstwa – ostatni żywy zgarnia całą pulę rzędu 45,6 mld wonów (ok. 40 mln dol.). To motywuje ich do tego stopnia, że zabijają się nawzajem po godzinach, bez zachęty nadzorców. Z czasem też okazuje się, że główny bohater – degenerat i hazardzista – jest byłym robotnikiem, który nie może się pozbierać po zamknięciu fabryki samochodów. Są też i wstrętni bogacze, którzy z loży VIP w złotych maskach śledzą igrzyska. Istna socrealistyczna czytanka.

Przemoc jest w „Squid Game" wszechobecna, a zarazem konwencjonalna – krew czerwona jak keczup, a śmierć błyskawiczna – bez bebechów i konania. Silniej za to działają skojarzenia: masowe egzekucje, krematoria, apele i komunikaty z głośników. To specyficzne doznanie, kiedy rozrywka przebiera się w obozowy pasiak.

Reklama
Reklama

Wartość artystyczna serialu jest znikoma, kręcone jest to w przezroczystej estetyce – typowy styl zerowy Netfliksa.

Mniej więcej od czasów „Oldboya" Parka Chan-wooka, czyli roku 2003, Koreańczycy z Południa mają patent na brutalne przeboje. Po latach fenomen wrócił w blasku artystycznego spełnienia, kiedy „Parasite" zdobyło cztery Oscary. Dzisiejsza ekscytacja „Squid Game" jawi się zatem jako logiczny element popkultury – od olśnienia i prób kopiowania, po uznanie i nagrody, aż po utrwalenie fenomenu w kulturze masowej i wreszcie epigoństwo. Wygląda na to, że jeszcze okrutniejsze „Kalmary", a zarazem bardziej wrażliwe na nierówności społeczno-ekonomiczne, dopiero przed nami.

Film
Nie żyje Magdalena Majtyka. Aktorka miała 41 lat
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Film
Thierry Klifa: Bogaci Francuzi nie chwalą się majątkiem
Film
Krystyna Janda laureatką Orła
Film
„Pan Nikt kontra Putin”: narastająca propaganda reżimu obejmuje nawet dzieci
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama