Chiny przypominają laboratorium, w którym władza eksperymentuje na społeczeństwie. Symbolem tej sytuacji jest rzeka Jangcy, na której zbudowano największą na świecie zaporę – Tamę Trzech Przełomów.

"W górę Jangcy" Yunga Changa – kanadyjskiego dokumentalisty chińskiego pochodzenia – opowiada o budowie tamy i losach ludzi żyjących nad rzeką.

Statek wycieczkowy wypływa w pożegnalny rejs. Za kilka miesięcy z powodu zapory woda zaleje okolice, wioski opustoszeją. Dla turystów z Zachodu to ostatnia szansa, by przyjrzeć się krajobrazowi, który za chwilę zniknie. Bawią się na statku. Przymierzają tradycyjne stroje, zachwyca ich folklor. Tymczasem Chińczycy odczuwają na własnej skórze, jak przebiega poprawianie natury.

Dookoła oglądamy obraz spełnionej apokalipsy. Starożytne miasto Fengdu zieje pustką. Rolnicy wyprowadzają się z chat, niosąc dobytek na plecach.

Antykwariusz z pobliskiego miasteczka z rozpaczą w głosie przyznaje, że "niełatwo jest być człowiekiem, ale zwykłym Chińczykiem jeszcze trudniej". A w tle już majaczą dymiące fabryki i drapacze chmur.

Film Changa uświadamia także, jacy ludzie są w Chinach pożądani. Na pierwszym planie dwoje bohaterów – 16-letnia Yu Shui i 19-letni Chen Bo Yu. Pracują na statku. Ona zmywa naczynia, by pomóc rodzicom. Dla niego to pierwszy krok na drodze do zawodowej kariery.

Bo Yu jest zarozumiały, buntowniczy. Otwarcie przyznaje, że marzy o zarabianiu, jemu kapitalizm kojarzy się z górą pieniędzy. Wyrzucą go z pracy. Natomiast posłuszna Yu Shui zostanie.

Nastolatki porzucają wsie i szukają pracy w fabrykach. Uległe młodziutkie kobiety świetnie pasują do modelu chińskiej gospodarki. To one ją napędzają, tworząc tanią siłę roboczą – o czym przekonują "Chiny w kolorze blue" Michy X. Peledy.

Film Peledy koncentruje się na losach 17-letniej Jasmine, która obcina nitki w zakładzie produkcji dżinsów.

Pracuje kilkanaście godzin na dobę. Krótki sen w hoteliku robotniczym i powrót na halę. Jej codzienność przypomina życie niewolnika. Kamery przemysłowe kontrolują każdy ruch dziewczyny.

Pensję dostaje z trzymiesięcznym poślizgiem. Pada ze zmęczenia, a tymczasem przy stanowisku pracy może posłuchać pieśni z głośników: "Powstańmy! Bądźmy własnymi szefami! Przywódco i wizjonerze, wprowadź nas w nową epokę". Właściciel fabryki z dumą przyznaje: "Motywujemy robotników sloganami. Kształtujemy ich umysły podobnie, jak to robił Jezus".

Ukazujący się na początku sierpnia zestaw "Oblicza Chin" dopełnia "Sfabrykowany krajobraz" Jennifer Baichwal. Reżyserka towarzyszy fotografowi Edwardowi Burtynsky'emu, który wykonuje wielkoformatowe zdjęcia ukazujące wpływ przemysłu na naszą planetę.

Fragment poświęcony Chinom pokazuje przemysłową gigantomanię. Kamera rejestruje panoramę fabryki. Ludzie w żółtych kombinezonach pracują przy stanowiskach. Ujęcie trwa w nieskończoność! Fabryczny moloch wydaje się nie mieć końca.

Filmy Changa, Peledy i Baichwal szokują, ale pozwalają także lepiej zrozumieć Chiny. Oglądamy kraj od środka, z punktu widzenia jego mieszkańców, co skłania do przyjęcia innej perspektywy. Chińczykom obce jest poczucie tragizmu, swój los znoszą z pokorą. Mnie wzruszyła Jasmine z "Chin w kolorze blue". Znalazła własny sposób na przetrwanie. Obcinając nitki, wyobraża sobie, że jest uczennicą mistrza kung-fu.