Była to zemsta za medialne ataki jej męża Josepha Wilsona, ostatniego amerykańskiego dyplomaty, który rozmawiał z Saddamem Husajnem.

Administracja USA szykująca się po 11 września 2001 r. do inwazji na Irak przyjęła za pretekst posiadanie przez ten kraj broni biologicznej i jądrowej. Wbrew podważającym to raportom i ekspertyzom fachowców – w tym Wilsona – wojnę rozpoczęto, ale ostatecznie nic nie znaleziono. Po latach Valerie Plame i jej mąż wydali książki, w których przedstawili swoje spojrzenia na wydarzenia. Obie stały się podstawą tendencyjnego scenariusza filmu Douga Limana („Tożsamość Bourne'a") potępiającego administrację George'a W. Busha i jego przybocznych.

W „Fair game" prawdziwe postacie polityków i agentów, daty, odniesienia historyczne pomieszane są ze zdarzeniami fikcyjnymi, dynamizującymi akcję. Jak widać bowiem na ekranie, praca agentów w CIA to przede wszystkim biurokracja: przerzucanie i analiza napływających ze świata informacji. Bardzo daleka od atrakcyjności poczynań Jamesa Bonda.

Niezainteresowany polityką widz szybko się znuży. Zawodzi także wątek prywatny. Choć znaczną część filmu zajmują rodzinne problemy państwa Wilsonów (Watts, Penn), trudno się nimi przejąć. Za mało wiemy o tych postaciach i motywach ich postępowania.

USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie 2010, reż. Doug Liman, wyk. Naomi Watts, Sean Penn, Sam Shepard, Ty Burrell, Bruce Mc Gill