25 września, Żytkiejmy. W świetlicy nie ma gdzie wcisnąć szpilki. Dzieci, młodzież, ludzie starsi. Wszyscy tłoczą się na seansie kina, które specjalnie do nich przyjechało. Na dużym, nowoczesnym ekranie o wymiarach 3 x 5 m jakość cyfrowej projekcji nie ustępuje pokazom w dobrych kinach stolicy.
26 września, Jaczno. Kolejna świetlica w domu kultury. We wsi, w której mieszka 40 osób, na seans przyszło ponad 100 widzów. Także ludzie z pobliskich miejscowości.
27 września – Białystok, 28 września – Gródek. I tak będzie codziennie – Supraśl, Kętrzyń, Toruń, Potulice, Wałcz, Białogard. Małe miasta, miasteczka, wsie. Domy kultury, dwa więzienia, świetlice, sale gimnastyczne w szkołach, gdzieś nawet plebania.
To nieprawda, że w XXI wieku kino dociera wszędzie.
– Jeździmy z polskimi filmami do miejsc, które często skazane są wyłącznie na DVD albo piractwo internetowe – twierdzi Dorota Kędzierzawska. – Na nasz apel odpowiedziało bardzo wiele osób i instytucji. Ludzie są spragnieni dobrego kina.
Kędzierzawska wymyśliła „Polskę światłoczułą" razem z operatorem Arthurem Reinhartem. Na pierwszy ogień poszedł ich ostatni film „Jutro będzie lepiej". Zaczęli w Żytkiejmach i Jacznie, bo tam robili zdjęcia. Potem rozłożą swój ekran w 30 innych miejscach w Polsce. Na próbę. Z tych 30 miejsc wybiorą dziesięć, do których przez cały rok, po dwa razy w miesiącu, będą przyjeżdżać z innymi filmami. Pierwsze tytuły są już wybrane: „Wymyk" Grega Zglińskiego – jeden z najciekawszych filmów ubiegłego roku, ze znakomitymi rolami Roberta Więckiewicza i Gabrieli Muskały, potem dwa dokumenty: „Tonia i jej dzieci" Marcela Łozińskiego i „Argentyńska lekcja" Wojciecha Staronia.
– Chcemy być tam, gdzie na nas czekają – mówi Kędzierzawska. – I rozmawiać z ludźmi o kinie, stworzyć forum dyskusyjne.
To też założenie projektu: po seansach mają się odbywać rozmowy publiczności z twórcami i aktorami. W przyszłości będą one na żywo transmitowane na stronie internetowej www.polskaswiatloczula.pl. Tu jednak pozostał organizatorom do rozwiązania jeszcze jeden problem: nie wszędzie, gdzie się zjawiają, jest Internet.
„Polska światłoczuła" nie jest imprezą dochodową. Bilety na seanse kosztują kilka, a czasem kilkanaście razy mniej niż do normalnego kina. Projekt współfinansuje Polski Instytut Sztuki Filmowej. Pomagają sponsorzy. Mercedes dał dwa samochody, Panasonic udostępnił sprzęt, Leica – cztery aparaty fotograficzne, bo po roku wydany zostanie album. Pomagają dystrybutorzy, zwłaszcza firmy Kino Świat i Best Film, które wypożyczają nieodpłatnie kopie filmu.
„Polska światłoczuła" będzie jeździć po kraju przez rok. Ale jeśli impreza się przyjmie, to może zaistnieje na stałe w polskim życiu kulturalnym.
Czytaj więcej o projekcie na www.polskaswiatloczula.pl