Reklama

Cannes 2015: „Carol” Haynesa faworytem dziennikarzy

Festiwal canneński powoli zbliża się do końca i uczestnicy coraz uważniej przyglądają się rozmaitym rankingom. A w tym najbardziej popularnym przewodzi "Carol” Todda Haynesa, ekranizacja powieści "The Price of Salt” Patricii Highsmith.

Aktualizacja: 20.05.2015 19:07 Publikacja: 20.05.2015 18:51

Todd Haynes

Todd Haynes

Foto: AFP

— W kinie często różne rzeczy zdarzają się przez przypadek — mówił w Cannes Tom Haynes. — O tym, że szykowany jest film na podstawie książki Highsmith dowiedziałem od kostiumolożki Sandy Power. Pomyślałem, że zbyt mało jest opowieści o kobietach i już mnie to zaciekawiło. A kiedy Sandy dodała, że projektem zainteresowana jest Cate Blanchett, z jeszcze większą uwagą nadstawiłem uszu i ten tytuł zapadł mi w pamięć. A po roku doszła do mnie informacja, że producenci szukają reżysera, który podjąłby się realizacji "Carol". Zgłosiłem się.

Dwa lata temu Złotą Palmę dostał w Cannes film "Życie Adeli. Rozdział 1 i 2" Abdellatifa Kechiche'a. "Carol" też jest lesbijskim romansem, korespondującym zresztą w pewien sposób z "Tajemnicą Brokeback Mountain" Anga Lee. Bo znów chodzi o lata 50. I miłość, która wydaje się naturalna, ale spotyka się z dezaprobatą społeczną.

Bohaterka filmu, tytułowa Carol, osoba bardzo zamożna, matka kilkuletniej córki, jest w trakcie rozwodu. Ma wyraźnie inne upodobania seksualne, od lat utrzymuje bliskie kontakty z inną kobietą. A kupując prezenty pod choinkę zwraca uwagę na młodą ekspedientkę. Jest zafascynowana jej delikatną urodą. Z kolei dziewczyna, która marzy o pracy fotografa, nie może oprzeć się sile Carol. Ale tę sytuację wykorzystuje mąż Carol, by pozbawić ją prawa opieki nad dzieckiem.

Haynes próbuje opowiedzieć ludzką historię, ale Cannes to Cannes. 4,5 tysiąca dziennikarzy, z których spora część szuka sensacji. Przed festiwalową premierą filmu w "Variety" ukazał się wywiad z odtwarzającą tytułową rolę Cate Blanchett, która na pytanie, czy miała w życiu relacje z kobietami, odpowiedziała pozytywnie. Media to podchwyciły, zaczęto pisać o biseksualizmie Blanchett, a sprawa była tym bardziej pikantna, że aktorka jest matką czworga dzieci.

W czasie konferencji prasowej po "Carol" Blanchett wyjaśniała:

Reklama
Reklama

— Dziennikarz spytał: "Miała pani relacje z kobietami?" Odpowiedziałam: "Oczywiście, mnóstwo". I dodałam: "Ale jeśli pyta pan o związki seksualne, to nie". Ta druga część mojej odpowiedzi została pominięta. Problem zaś polega przede wszystkim na tym, że mamy rok 2015 i moje życie prywatne w ogóle nikogo nie powinno obchodzić. A jeśli nawet interesuje - to ja nie chcę ujawniać własnych myśli i opinii. Nie na tym polega mój zawód.

Todd Haynes wyraził nadzieję, że "Carol" odegra ważną rolę w "siedemdziesięciu krajach świata, w których homoseksualizm wciąż nie jest prawnie akceptowany".

Ale przecież "Carol" nie jest manifestem. To opowieść o zauroczeniu, nietolerancji, prawie do bycia sobą, także o bezwzględności w międzyludzkich relacjach. Na dodatek film jest po mistrzowsku zrealizowany, a Blanchett i partnerująca jej Rooney Mara tworzą świetne kreacje.

Barbara Hollender z Cannes

Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Film
Berlinale 2026: represje dla niepokornych i listy proskrypcyjne
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama