- W trzecim kwartale tego roku, a więc dwa lata po wprowadzeniu Rekomendacji T, spróbujemy dokonać analizy jej wpływu zarówno na rynek regulowany, jak i nieregulowany. Trzeba się zastanowić, czy nie dokonać jakichś korekt - powiedział Kwaśniak podczas seminarium BRE-CASE.
Możliwość zbadania wpływu rekomendacji na rynek kredytowy szef nadzoru bankowego zapowiadał na łamach "Rz" już w lutym.
Zaostrzenie kryteriów przyznawania kredytów konsumpcyjnych przez banki, w wyniku wprowadzenia tej rekomendacji, doprowadziło do przejścia części klientów, którym odmówiono kredytu do tzw. shadow banks - uzasadnia szef nadzoru bankowego.
Zaznaczył, że ta rekomendacja została wydana w sytuacji kryzysowej, jeśli chodzi o kredyty konsumenckie. Wówczas mieliśmy do czynienia z bankami, które przez nadmiernie rozluźnienie polityki kredytowej zanotowały straty na jednej trzeciej portfela.
Wprowadzona stopniowo w sierpniu i grudniu 2010 r. Rekomendacja T dotyczy zarządzania i oceny ryzyka związanego z udzielanymi przez banki kredytami, zarówno konsumenckimi, jak i hipotecznymi. Zakłada m.in., że łączna wysokość wszystkich płaconych przez kredytobiorcę rat kredytów i pożyczek nie może przekraczać 50 proc. dochodów klienta netto, a jeśli jego zarobki są wyższe od średniej krajowej, wówczas raty zobowiązań kredytowych mogą sięgać 65 proc. miesięcznych dochodów.
Regulacja nie dotyczy Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych oraz instytucji parabankowych, które nie podlegają nadzorowi KNF.
Dlatego, zdaniem bankowców, powoduje to zjawisko zadłużania się klientów w instytucjach, które nie muszą stosować tych zaleceń, ale często oznacza to dużo wyższe koszty pożyczek.
- W grudniu portfel kredytów konsumpcyjnych spadł o ponad 1 mld zł, bo rynek jest przeregulowany i część klientów przeszła do sektora nieregulowanego, co z punktu widzenia całej gospodarki i społeczeństwa jest ryzykowne – uważa Jacek Bartkiewicz, prezes BGŻ.