Reklama

Czy patriotyzm może pomóc w pokonaniu kryzysu

Politycy coraz częściej nawołują obywateli do kupowania dóbr rodzimej produkcji. Bez większych rezultatów
Czy patriotyzm może pomóc w pokonaniu kryzysu

Foto: Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz

Fran­cu­zi lu­bią swo­je wi­no i go­to­wi są przy­się­gać, że jest naj­lep­sze na świe­cie. Z sa­mo­cho­da­mi wła­snej pro­duk­cji ma­ją już jed­nak róż­ne do­świad­cze­nia. Mi­mo to, jak wy­ni­ka z  son­da­ży, dwóch na trzech oby­wa­te­li Fran­cji de­kla­ru­je go­to­wość do pła­ce­nia dro­żej za ku­po­wa­ne pro­duk­ty, pod wa­run­kiem że są fran­cu­skie. Tu po­ja­wia się jed­nak pro­blem.

– Dzi­siaj klient mo­że mieć je­dy­nie pew­ność, że fran­cu­skie są se­ry i wi­no – mó­wi Edo­uard Ba­re­iro z  or­ga­ni­za­cji kon­su­menc­kiej Que cho­isir. Rzecz w tym, że w wie­lu pro­duk­tach za­war­ta jest spo­ra część za­gra­nicz­nych, im­por­to­wa­nych kompo­nen­tów.

Tym nie­mniej po ha­sło „ache­ter fran­ca­is" się­ga­ją ocho­czo uczest­ni­cy obec­nej kam­pa­nii pre­zy­denc­kiej we Fran­cji. – To zwy­kła re­to­ry­ka wy­bor­cza, nie­ma­ją­ca żad­ne­go związ­ku z rze­czy­wi­sto­ścią – prze­ko­nu­je „Rz" fran­cu­ski so­cjo­log Mi­chel Wie­vior­ka.

Wy­ni­ki son­da­ży są w je­go oce­nie tyl­ko su­mą od­po­wie­dzi na czy­sto teo­re­tycz­ne py­ta­nie, w prak­ty­ce są po­zba­wio­ne więk­sze­go zna­cze­nia. Bo z ja­kich po­wo­dów Fran­cuz miał­by wy­da­wać na re­nault clio o pół­to­ra ty­sią­ca eu­ro wię­cej, ku­pu­jąc au­to pro­du­ko­wa­ne w Yve­li­nes, za­miast na­być tań­sze z fa­bry­ki w tu­rec­kiej Bur­sie?

Nie­zra­że­ni tym po­li­ty­cy na­ma­wia­ją jed­nak oby­wa­te­li do pa­trio­tycz­nych za­cho­wań. Nie tyl­ko we Fran­cji.

We Wło­szech ofe­ro­wa­no nie­daw­no „pa­trio­tycz­ne ob­li­ga­cje skar­bu pań­stwa", któ­re mia­ły po­móc fi­sku­so­wi w zdo­by­ciu nie­zbęd­nych mi­liar­dów dla sfi­nan­so­wa­nia de­fi­cy­tu bu­dże­to­we­go. Wło­si nie da­li się jed­nak na­brać na tę pa­trio­tycz­ną re­to­ry­kę. Hisz­pa­nie też nie oka­za­li za­in­te­re­so­wa­nia „bo­nos pa­trio­ti­cos".

W Wiel­kiej Bry­ta­nii nie jest ina­czej. A to prze­cież kraj, któ­ry ma nie ­naj­gor­sze do­świad­cze­nia z od­wo­ły­wa­niem się do pa­trio­tycz­nych uczuć swo­ich oby­wa­te­li. Pod ko­niec lat 60. ubie­głe­go wie­ku suk­ce­sem za­koń­czy­ła się kam­pa­nia do­bro­wol­ne­go wy­dłu­że­nia cza­su pra­cy o pół go­dzi­ny, co mia­ło dać ku­le­ją­cej go­spo­dar­ce nie­zbęd­ny im­puls.

En­tu­zjazm wy­gasł jed­nak po kil­ku mie­sią­cach. Wszyst­ko wska­zu­je na to, że po­dob­nie bę­dzie i tym ra­zem. Parę mie­się­cy te­mu kilka bry­tyj­skich przedsiębiorstw za­czę­ło lan­so­wać ha­sło-ety­kiet­kę Ma­de in UK. Po­dob­no dziś w kam­pa­nii lan­su­ją­cej bry­tyj­skie pro­duk­ty bierze udział już kil­ka­set firm. Uczest­ni­cy żą­da­ją od rzą­du, aby za­ini­cjo­wał pro­gram Buy Bri­tish.

Reklama
Reklama

– Na­wo­ły­wa­nie obec­nie do ku­po­wa­nia we­dług klu­cza pa­trio­tycz­ne­go, to strzał we wła­sną sto­pę – zwra­ca uwa­gę Ke­vin Ma­gu­ire, zna­ny bry­tyj­ski ce­le­bry­ta eko­no­micz­ny. Przy­po­mi­na, że po­ło­wa bry­tyj­skie­go eks­por­tu kie­ro­wa­na jest do kra­jów Unii Europejskiej i gdy­by wszyst­kie one pod­ję­ły ta­kie ini­cja­ty­wy, to szczyt­ne mo­ty­wy sta­ły­by się przy­czy­ną woj­ny go­spo­dar­czej. W do­bie glo­ba­li­za­cji do­ty­czy to w zasadzie wszyst­kich państw.

Według naj­now­szego son­da­żu 80 proc. Ame­ry­ka­nów wyraziło prze­ko­na­nie, że ich obo­wiąz­kiem pa­trio­tycz­nym jest po­szu­ki­wa­nie i ku­po­wa­nie ro­dzi­mych pro­duk­tów. Dzia­ła wie­le stron in­ter­ne­to­wych uła­twia­ją­cych takie po­szu­ki­wa­nia. W prak­ty­ce nie­wie­le to da­je. Nie wia­do­mo też, jak zde­fi­nio­wać „ame­ry­kań­skość" pro­duk­tu. To­yo­ta owija swoje sa­mo­cho­dy w te­le­wi­zyj­nych re­kla­mach w ame­ry­kań­ską fla­gę i pre­zen­tu­je swoich pra­cow­ni­ków w USA, mając na­dzie­ję, że prze­mó­wi to do uczuć pa­trio­tycz­nych klien­tów.

– Pa­trio­tycz­na re­to­ry­ka nie da­je w dzi­siej­szych wa­run­kach prak­tycz­nie żad­nych re­zul­ta­tów – uważa Stef­fen Elst­ner z mo­na­chij­skie­go in­sty­tu­tu go­spo­dar­cze­go IFO. Kon­su­men­ci kie­ru­ją się w wy­bo­rze to­wa­ru przede wszyst­kim ja­ko­ścią i ce­ną, resz­ta ma dla nich dru­go­rzęd­ne zna­cze­nie. Zgod­nie z tą za­sa­dą Niem­cy ku­pu­ją z re­gu­ły au­ta wła­snej pro­duk­cji, któ­re – choć droż­sze – ucho­dzą za naj­lep­sze. Jed­na trze­cia Niem­ców de­kla­ru­je przy­wią­za­nie do ro­dzi­mych pro­duk­tów z po­bu­dek pa­trio­tycz­nych. Więk­szość nie wie­rzy jednak, że te­go ro­dza­ju ak­cja mo­gła­by zła­go­dzić skut­ki kry­zy­su.

Niem­cy są oczy­wi­ście nie­zwy­kle dum­ni ze zna­ków Ma­de in Ger­ma­ny, ale za ku­po­wa­niem ro­dzi­mych pro­duk­tów opo­wia­da­ją się naj­czę­ściej oso­by o ni­skich do­cho­dach. Do­brze za­ra­bia­ją­cy kie­ru­ją się w swoim wy­bo­rze głównie ja­ko­ścią. – Wszyst­kie takie ini­cja­ty­wy są groź­ne dla spój­no­ści UE, do­brze więc, że nie znaj­du­ją po­par­cia – kon­klu­du­je Stef­fen Elst­ner.

Ekonomia
Jest zgoda na budowę ekspresówki pod Warszawą. Powstanie 9 km nowej drogi
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Ekonomia
Znalazł sposób na wyższy zwrot kaucji. Tak ten mężczyzna zarabia na butelkach
Ekonomia
To ma być powrót do przeszłości. PKP Intercity podało pierwsze trasy
Ekonomia
Wystawne kolacje i lekcja upadku. Nowy biznes Janusza Palikota
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama