Reklama
Rozwiń
Reklama

Gdy lekarz popełni błąd

Rodzice dziecka, które w wyniku błędu lekarskiego urodziło się z rozległym uszkodzeniem mózgu, wywalczyli 1 mln zł.

Publikacja: 30.05.2015 10:40

Stomatolog prowadzący gabinet odpowiada nie tylko za swoje błędy, ale też zatrudnionego przez siebie

Stomatolog prowadzący gabinet odpowiada nie tylko za swoje błędy, ale też zatrudnionego przez siebie personelu

Foto: materiały prasowe

Informacje o takich błędach medycznych, jak wycięcie zdrowej nerki zamiast chorej, co jakiś czas poruszają opinię publiczną. Znacznie częściej dochodzi jednak do drobniejszych błędów w diagnostyce i leczeniu. Pacjent może wtedy żądać odszkodowania od lekarza albo placówki.

– Poszkodowany może dochodzić odszkodowania czy zadośćuczynienia bezpośrednio od lekarza, ale tylko w sytuacji, gdy lekarz wykonuje indywidualną praktykę w prywatnym gabinecie – mówi radca prawny Małgorzata Rola-Pawłow z Kancelarii Radców Prawnych Stępniewska, Rola-Pawłow Spółka Partnerska.

Jeśli lekarz zatrudnia w gabinecie innych lekarzy, personel pomocniczy (pielęgniarkę, położną, asystentkę stomatologiczną, rehabilitanta itp.), jest zobowiązany do naprawienia szkód wyrządzonych pacjentom również przez te osoby.

– Usługi medyczne świadczone są wówczas na podstawie umowy cywilnoprawnej zawartej między lekarzem a pacjentem – dodaje Małgorzata Rola-Pawłow. – Podobnie będzie w sytuacji, gdy lekarz w ramach indywidualnej praktyki udziela świadczeń zdrowotnych na podstawie umowy z NFZ. Ponosi wówczas odpowiedzialność (w razie zawinionego wyrządzenia szkody) zarówno za działania bądź zaniechania swoje, jak i zatrudnionego w gabinecie personelu medycznego.

Płaci szpital

Wszyscy prowadzący placówki medyczne mają obowiązek posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej z tytułu szkód powstałych w związku ze świadczeniem usług medycznych. Dlatego z roszczeniem można się udać bezpośrednio do ubezpieczyciela, w którym dana placówka wykupiła polisę.

Reklama
Reklama

Gdy świadczeń medycznych udziela zakład opieki zdrowotnej, zarówno publiczny, jak i niepubliczny, roszczenia kierujemy bezpośrednio do tej placówki, czyli np. do szpitala albo przychodni.

– Coraz częściej mamy do czynienia z zakładami leczniczymi prowadzonymi przez spółki prawa handlowego. Wówczas pozywamy podmiot prowadzący ten zakład leczniczy – wyjaśnia Małgorzata Rola-Pawłow.

Szpitale bronią się często, wskazując, że odpowiedzialny za szkodę lekarz jest profesjonalistą, pracuje na kontrakcie, a zatem to on, a nie szpital, powinien odpowiadać. Jednak sądy przeważnie wykładają przepisy rozszerzająco, na korzyść pacjentów, i zasądzają odszkodowania oraz zadośćuczynienia od szpitali.

Jeżeli nasza sprawa dotyczy błędu, do którego doszło w szpitalu (placówka lecznictwa zamkniętego), to niezależnie od możliwości dochodzenia roszczeń przed sądem możemy skierować wniosek do komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. Orzeczenie komisji oznacza, że ubezpieczyciel lub placówka medyczna powinna przedstawić propozycję wysokości odszkodowania lub zadośćuczynienia. Jeśli ta propozycja odbiega od naszych oczekiwań, nie jesteśmy nią związani i możemy wystąpić do sądu.

Skorzystanie z tej drogi nie jest jednak najskuteczniejszym sposobem otrzymania rekompensaty. Postępowanie przed komisją może się zakończyć ugodą, ale wysokość odszkodowania jest ograniczona i nie gwarantuje pełnego naprawienia szkody.

– Po krótkim okresie funkcjonowania komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych można stwierdzić, że nie spełniły one pokładanych nadziei – ocenia adwokat dr Paweł Brzezicki z kancelarii adwokaci-lekarze.expert. O ile jednak przed sądami sprawy ciągną się latami, o tyle przed komisją kończą się w ciągu paru miesięcy.

Reklama
Reklama

Co trzeba udowodnić

Poszkodowany zasadniczo powinien udowodnić trzy rzeczy: szkodę (np. uszczerbek na zdrowiu), winę sprawcy (lekarza, personelu) oraz adekwatny związek przyczynowy między wyrządzoną szkodą a działaniem lub zaniechaniem ze strony lekarza lub personelu pomocniczego.

– Jeśli chodzi o zakażenia szpitalne, w orzecznictwie przyjęło się, że pacjent nie musi dowieść, że do zakażenia doszło w danej placówce (co na ogół jest niemożliwe), lecz jedynie uprawdopodobnić ten fakt w wysokim stopniu – tłumaczy Paweł Brzezicki.

Oprócz dokumentacji i zeznań poszkodowanego oraz świadków w procesie sądowym koronnym dowodem jest opinia biegłego sądowego, lekarza o specjalności odpowiadającej konkretnej sprawie.

– De facto to biegli wydają wyroki. Nie zdarzyło się chyba, aby sąd zajął w takiej sprawie stanowisko odmienne od wniosków wynikających z opinii – podkreśla Maciej Gwarek z Fundacji Pomocy Poszkodowanym Excambium.

Inaczej jest, jeśli poszkodowany przed procesem cywilnym decyduje się na skorzystanie z wojewódzkiej komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych bądź złoży skargę do rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy okręgowej izbie lekarskiej. – Podmioty te będą prowadziły „z urzędu" postępowanie dowodowe w celu sprawdzenia, czy doszło do błędu medycznego. Oczywiście nie pozbawia to poszkodowanego prawa do naprowadzania na możliwe dowody – wskazuje Maciej Gwarek.

Każda sprawa jest inna

– Najczęściej roszczenia dotyczą rozstroju zdrowia pacjenta czy zgonu osoby bliskiej – mówi Andrzej Twardowski z Inter Polska. – Ich przyczyny są różne, najczęściej związane z błędną diagnozą, błędami w leczeniu czy błędem operacyjnym.

Reklama
Reklama

– Poszkodowany może się ubiegać nie tylko o odszkodowanie, ale również o zadośćuczynienie z tytułu doznanej krzywdy, a także rentę, jeżeli w wyniku błędu medycznego utracił zdolność do pracy, zwiększyły się jego potrzeby bądź zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość – mówi Irmina Nowak z PZU.

Oczywiście nie zawsze za pogorszenie stanu zdrowia pacjenta w szpitalu odpowiada lekarz. – Powikłania operacyjne zdarzają się i będą się zdarzać. Czasami są wynikiem braku precyzji operatora, czasami trudności, które pojawiają się w polu operacyjnym, czasem mają swoje źródło w anomaliach anatomicznych operowanego – podkreśla Paweł Brzezicki. – Powoływani w procesach biegli często wskazują, że dane powikłanie mieści się w ramach ryzyka operacyjnego (np. uszkodzenie nerwu krtaniowego wstecznego przy zabiegu usuwania przytarczyc). Pacjent, co jest absolutnie kluczowe, bierze na siebie ryzyko tych powikłań, jeżeli został poinformowany o możliwości ich wystąpienia i wyraził zgodę na zabieg.

Wysokość zadośćuczynienia – przykłady

- Zakażenie HCV – od 80 tys. do 150 tys zł

- Niepotrzebne usunięcie nerki – 80 tys. zł

- Przedłużenie leczenia o trzy miesiące w następstwie błędnej diagnozy ortopedycznej – 5 tys. zł

Reklama
Reklama

- Przypadkowe odcięcie palca noworodkowi przez pielęgniarkę – 30 tys. zł

- Pogłębienie depresji i zmniejszenie szansy na przeżycie z powodu opóźnionego rozpoznania onkologicznego – 50 tys. zł

- Niemożliwość przeżycia życia w pełni od narodzin; chodziło o brak cesarskiego cięcia mimo ewidentnych wskazań, na skutek czego dziecko urodziło się z zamartwicy, z rozległym, nieodwracalnym uszkodzeniem mózgu – 1 mln zł

Na co skarżą się pacjenci

W 2014 r. do Biura Rzecznika Ubezpieczonych wpłynęło 65 skarg, w których podstawą roszczeń odszkodowawczych były szeroko rozumiane błędy medyczne (w 2013 r. – 76). Najczęściej skargi dotyczyły diagnostyki, zabiegów i operacji oraz stomatologii.

Błędy w diagnostyce skutkujące nieprawidłowym leczeniem np.:

Reklama
Reklama

- brak współdziałania z pacjentem, lekceważenie przekazywanych przez niego informacji o stanie zdrowia;

- nieodpowiedni zakres zleconych badań (diagnostyki);

- niedokładne wykonanie badań;

- brak zlecenia wykonania badań diagnostycznych.

Nieprawidłowe przeprowadzenie zabiegów operacyjnych i pielęgnacyjnych, np.:

Reklama
Reklama

- pozostawienie w ciele pacjenta elementów narzędzi medycznych;

- powikłania pooperacyjne, w tym zarażenie pacjenta wirusem HIV, bakteriami gronkowca, pneumokokami, poważne skaleczenia przy usuwaniu gipsu;

- uszkodzenie innych narządów niż operowane.

Błędy stomatologiczne związane zarówno z nieprawidłowo przeprowadzonym leczeniem zachowawczym, jak i zabiegami ortodontycznymi oraz wstawianiem implantów.

Opinia

Krystyna Krawczyk | dyrektor Biura Rzecznika Ubezpieczonych

Ubezpieczyciele często prezentują zdecydowanie usztywnione stanowisko na „nie". Są w ocenie prawidłowości działań swoich klientów (podmiotów medycznych) szczególnie pobłażliwi i wyrozumiali. Laikowi wydawać by się mogło, że tak oczywiste ustalenia faktyczne, jak np. złamanie żuchwy przy wszczepianiu implantów czy pozostawienie w jamie brzusznej pacjenta części pękniętej klipsownicy (operacja laparoskopowa), świadczą o ewidentnej krzywdzie pacjenta. Jednak ubezpieczyciele wcale tak tego nie traktują. Mimo obowiązku przeprowadzenia we własnym zakresie postępowania wyjaśniającego towarzystwa co do zasady nie kwapią się do szczegółowego badania zasadności zgłaszanych roszczeń. Oczekują, że odbędzie się to z inicjatywy i na koszt poszkodowanego pacjenta, skoro to on jest beneficjentem roszczenia. Jeśli poszkodowany pacjent nie korzysta ze wsparcia profesjonalnego pełnomocnika i nie jest skłonny wstąpić na drogę sądową, w praktyce nie uzyska od ubezpieczyciela finansowej rekompensaty za doznaną krzywdę.

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama