Prezydent Donald Trump, odwołując w ostatniej chwili, w nocy z wtorku na środę, atak, który miał zniszczyć irańską cywilizację, podkreślił, że dzięki temu Teheran zezwoli natychmiast na normalny (darmowy) i bezpieczny ruch statków przez Cieśninę Ormuz. Sytuacja w Cieśninie to bowiem najgorszy dla gospodarki światowej i dla niego samego efekt rozpoczętej 28 lutego wojny USA i Izraela przeciwko Islamskiej Republice. Prezydent USA zgodził się na dwutygodniowy rozejm i rozmowy, których – co pokazuje determinację Trumpa – podstawą jest irański plan na długotrwały pokój, składający się z 10 punktów.

Czytaj więcej

Wojna na Bliskim Wschodzie może wybuchnąć na nowo. Iran: Ugaście ogień natychmiast

Jeden z punktów zakłada jednak, że Iran utrzyma kontrolę nad Cieśniną Ormuz, a rozumie przez to także pobieranie wysokich opłat od przepływających tankowców. 

Cieśnina właściwie wciąż jest zablokowana (ledwie kilkanaście statków pokonało  ją od wstrzymania wielkiego amerykańskiego ataku), co coraz ostrzej krytykuje na swojej platformie społecznościowej Donald Trump. We wpisach z ostatniej doby oskarżył on Iran, że w sprawie przepływu ropy przez Cieśninę Ormuz „wykonuje bardzo złą” robotę, a „niektórzy powiedzieliby, że i niehonorową”, bo jest to niezgodne z zawartym porozumieniem. Napisał też o „doniesieniach” na temat Iranu pobierającego opłaty od tankowców i dodał, że jeżeli to prawda, to powinien to natychmiast przerwać.

Wojna w Libanie trwa. Czy Donald Trump zgodził się na jej wstrzymanie?

Najwyraźniej amerykański prezydent, podejmując decyzję o wstrzymaniu wielkiego ataku na Iran, nie wziął na poważnie pod uwagę jednej kwestii – wojny w Libanie, którą jednocześnie toczy jego izraelski sojusznik. Pakistańczycy, którzy w ostatniej chwili wynegocjowali powstrzymanie wielkiego amerykańskiego ataku i zapowiedzieli na koniec tego tygodnia rozpoczęcie negocjacji Waszyngton-Teheran, wyraźnie podkreślili, że rozejm dotyczy także Libanu. I ma się zacząć natychmiast.

Rząd Beniamina Netanjahu zaraz dowiódł, że jest inaczej. Środowe ataki Izraela na Liban były najkrwawsze od dawna, zginęło w nich ponad 300 osób. W czwartek Netanjahu podkreślił, że nie ma żadnego zawieszenia broni. Zwracając się do Izraelczyków, mieszkających na północy kraju, przy granicy z Libanem, premier Izraela powiedział, że prowadzone „z pełną siłą” ataki na Hezbollah będą trwały do czasu, aż izraelska armia zapewni im bezpieczeństwo. 

Izraelskie ataki na Liban

Izraelskie ataki na Liban

Foto: PAP

Pojawia się pytanie, dlaczego nadzieje prawie całego świata na zakończenie wojny tak szybko zaczęły się rozwiewać? Czy Amerykanie nie zauważyli, że natychmiastowy rozejm ma dotyczyć, jak podkreślili Pakistańczycy, całego regionu Bliskiego Wschodu, z jednoznacznym wskazaniem również Libanu? Wiceprezydent J. D. Vance, który ma być głównym amerykańskim negocjatorem we wciąż niepewnych rozmowach w Islamabadzie, już w środę mówił o „nieporozumieniu”, które wykorzystuje reżim ajatollahów. 

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Donald Trump zamiast niszczenia cywilizacji wybrał irański plan zakończenia wojny

Jednak nawet amerykańska telewizja CBS, której właścicielem jest bliski Donaldowi Trumpowi David Ellison (bliski też Beniaminowi Netanjahu i wspierający finansowo Izrael), twierdzi, na podstawie rozmów z wieloma „dyplomatycznymi źródłami”, że amerykański prezydent wiedział, iż natychmiastowy rozejm ma obejmować także Liban. „I akceptował to” - informuje CBS. Na dodatek, jak się dowiedziała telewizja w Białym Domu, na warunki wspomniane przez Pakistan miał się początkowo godzić i Izrael Wszystko zmieniła parę godzin później rozmowa telefoniczna Netanjahu z Trumpem. Zmieniła także stanowisko Waszyngtonu, co wraz z buńczucznymi deklaracjami czującego się zwycięzcą tej rozgrywki irańskiego reżimu postawiło rozmowy o pokoju pod znakiem zapytania.

Twierdza Islamabad. Pakistańczycy gotowi do prowadzenia negocjacji między USA i Iranem

Pakistańczycy jednak nie tracą nadziei, że lada chwila Amerykanie i Irańczycy usiądą w Islamabadzie do rozmów. Pierwszy wspominany przez nich optymistyczny termin – piątek 10 kwietnia, jest nieaktualny. Ale sobota wciąż nie jest wykluczona (jest też szersza wersja: rozpoczęcie negocjacji w ten weekend). Według niektórych źródeł delegacja Iranu już jest w Islamabadzie, czemu oficjalne irańskie media zaprzeczają.

Pakistański MSZ ogłosił w piątek, że czeka na delegacje, także na zagranicznych dziennikarzy, którzy do zakończenia „islamabadzkich rozmów” mogą przylatywać bez wizy w paszporcie (dostaną ją na lotnisku). 

Czytaj więcej

Donald Trump do Iranu: Nie tak się umawialiśmy. Nocne eksplozje w rejonie Teheranu

Stolica Pakistanu wygląda jak twierdza, opuszczona przez mieszkańców, od czwartku prawie nikt nie pracuje. Jak podają tamtejsze media, nad bezpieczeństwem czuwa 10 tys. policjantów, żołnierzy i komandosów. Wytyczono drogi z lotniska, które będą dostępne tylko dla uczestników i obserwatorów „islamabadzkich rozmów”. Część stolicy to całkowicie zamknięta „czerwona strefa”, w której budynków strzegą komandosi. 

Głównym amerykańskim negocjatorem ma być wspomniany wiceprezydent Vance. Na niego w razie czego, jak się zazwyczaj interpretuje, ma być zrzucona odpowiedzialność za niepowodzenie. Mają mu towarzyszyć wielozadaniowy wysłannik Trumpa, Steve Witkoff, oraz zięć prezydenta Jared Kushner. Po stronie irańskiej, zgodnie z oczekiwaniami, najważniejszy jest przewodniczący parlamentu Mohamed Bagher Ghalibaf. Obok niego, co też nie jest zaskoczeniem, ma się pojawić minister spraw zagranicznych Abbas Araghczi, który prowadził negocjacje z Amerykanami jeszcze tuż przed wybuchem wojny. Pojawia się nowe, trzecie nazwisko – wiceszefa MSZ Saida Chatibzadeha. Chatibzadeh zasugerował w rozmowie z BBC, że dla Iranu sprawa jest jasna: rozejm musi obejmować i Liban, i od Trumpa zależy, jak to wyegzekwuje od Izraela. To on ma dokonać wyboru „między wojną a zawieszeniem broni”. Na razie Trump poprosił Netanjahu o ograniczenie ataków na Liban. Mają się też odbyć rozmowy między rządami Izraela i Libanu, ale nie wcześniej niż na początku przyszłego tygodnia.

Pakistańczycy widzą sprawę podobnie jak irańska dyplomacja. – Trump musi zdecydować, czy ważniejsze jest hasło „Ameryka na pierwszym miejscu”, czy też jego związki z Izraelem. Ma możliwość nacisku na swojego sojusznika. To czas, by z tego skorzystać – napisał w komentarzu redakcyjnym najważniejszy angielskojęzyczny dziennik „Dawn”.