Reklama

To Japonia obroni Tajwan? Premier Sanae Takaichi zagrała w otwarte karty

Gdy na Ameryce coraz trudniej polegać, imperialne plany Chin napotkały na nową przeszkodę.

Publikacja: 18.11.2025 11:09

Sanae Takaichi i Xi Jinping

Sanae Takaichi i Xi Jinping

Foto: AFP, REUTERS

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie działania podjęła Japonia w odpowiedzi na potencjalne zagrożenie ze strony Chin?
  • Jakie są stanowiska Japonii i Chin w kontekście sytuacji na Tajwanie?
  • Dlaczego reakcja Chin na deklaracje Japonii staje się coraz bardziej stanowcza?
  • Jakie są potencjalne implikacje gospodarcze napięć pomiędzy Japonią a Chinami?
  • Dlaczego Japonia odgrywa kluczową rolę w strategii obrony Tajwanu?

Japońscy dyplomaci mówili o tym od wielu lat, ale anonimowo, nieoficjalnie. Dopiero Sanae Takaichi zagrała w otwarte karty. W trakcie debaty parlamentarnej 7 listopada nowa premier uznała, że próba przejęcia siłą przez Chiny Tajwanu oznaczałaby „egzystencjalne zagrożenie” dla Kraju Kwitnącej Wiśni. Zapożyczyła formułę, która zgodnie z powojenną konstytucją kraju określa warunki niezbędne, aby Japonia mogła wziąć udział w wojnie. Deklarację szefowej rządu powszechnie uznano więc za zapowiedź, że Japończycy niejako automatycznie przyjdą na odsiecz zagrożonemu Tajwanowi. 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Czy chińska inwazja napotka opór na Tajwanie?

Reakcja Chin jest od tego czasu coraz bardziej brutalna. Na początku tygodnia chińskie okręty zbliżyły się do wysp Senkaku, które za swoje uważa zarówno Tokio, jak i Pekin. Władze Chin zaczęły odradzać wyjazdu do Japonii chińskim turystom. Twierdzą, że grozi im tam niebezpieczeństwo. A z polecenia Pekinu linie lotnicze Państwa Środka zaproponowały zwrot pieniędzy za bilet tym chińskim pasażerom, którzy zdecydują się na to przed końcem roku. Dla Japonii to poważny cios, bo Chińczycy zapewniają zasadniczą część ruchu turystycznego do kraju, który i tak zmaga się z cłami narzuconymi przez Donalda Trumpa i balansuje na skraju recesji. Tylko w sierpniu z ChRL przyleciało na japońskie wyspy milion turystów.

Większość Tajwańczyków nie wierzy w odsiecz Ameryki

Nie mniej stanowcza była reakcja dyplomatyczna Chin. Pekin domaga się „wycofania” deklaracji Takaichi, co premier wykluczyła. W piątek ma ona spotkać się  podczas szczytu w G20 w Johannesburgu ze swoim chińskim odpowiednikiem Li Qiangiem. Wcześniej do Pekinu poleciał wysłannik japońskiego MSZ. 

Reklama
Reklama

Na przełom w relacjach między oboma krajami trudno jednak liczyć, bo powody napięć są głębokie. Chiny nie tylko nigdy nie zrezygnowały z planów przejęcia, jeśli trzeba siłą, Tajwanu, ale za Xi Jinpinga plany te stały się o wiele bardziej realne. To chiński imperializm i nacjonalizm, a nie komunizm są za jego rządów w coraz większym stopniu ideą mającą zapewnić legitymizację władzy. 

Xi pilnie obserwuje wojnę w Ukrainie. Po 11 latach od nielegalnej aneksji Krymu rosyjskie wojska ponoszą gigantyczne straty, a mimo to nie zdołały pokonać Ukraińców. To musi skłaniać Pekin do ostrożności w sprawie inwazji na Tajwan. Ale wycofanie się Donalda Trumpa ze wsparcia finansowego Kijowa i jego próby porozumienia z Putinem są z kolei zachętą dla chińskiego dyktatora do podjęcia tajwańskiej kampanii.

Czytaj więcej

Trump zdradzi Tajwan? Strach na wyspie po decyzji giganta

Na samej wyspie nastroje nie są zresztą budujące. 60 proc. ankietowanych nie wierzy tu, że w razie ataku komunistów Amerykanie przyjdą z odsieczą. I to nawet, jeśli sekretarz wojny USA Pete Hegseth zapewnia, że Waszyngton uczyni uderzenie na Tajwan tak kosztownym, że Chińczycy się na niego nie zdecydują.

W Tajpei do tej pory obowiązywał plan samodzielnego stawiania oporu chińskim wojskom przez miesiąc. To miało wystarczyć, aby alianci przyszli z pomocą. Teraz mowa jest jednak o przygotowaniu się do znacznie dłuższych walk z Chińczykami bez pomocy z zewnątrz. Szykowane są zapasy amunicji, żywności, surowców energetycznych na wypadek blokady morskiej zarządzonej przez Xi. 

Wiarygodność tych planów podważa jednak przebieg debat w tajwańskim parlamencie, gdzie większość mają opowiadająca się za zbliżeniem z Chinami narodowa partia Kuomintang i nieraz wchodząca z nią we współpracę populistyczna Tajwańska Partia Ludowa. Zdołały one ograniczyć wydatki na zbrojenia. 

Reklama
Reklama

Jeśli Tajwan padnie, padnie i cały system sojuszy USA w Azji południowo-wschodniej

Waszyngtońskie Centrum na rzecz Nowego Amerykańskiego Bezpieczeństwa (CNAS) przygotowało raport o tym, kto przyszedłby na pomoc Tajwanowi, gdyby Ameryka pozostała bierna. Nie jest on zbyt budujący. Wynika z niego, że Korea Południowa skoncentrowałaby się na zabezpieczeniu swojej granicy z Koreą Północną, Indie na wzmocnieniu granicy z Chinami. Australia uznałaby, że znajduje się zbyt daleko od pola walki. Co prawda Filipiny, które z uwagi na silne więzy z Tajwanem, zapewne bierne w takim przypadku by nie pozostały. Ale potencjał zbrojny mają ograniczony.

W tym kontekście rola Japonii, która zdaniem CNAS nie zawiodłaby oczekiwań Tajwańczyków, odegrałaby rolę kluczową. Tokio, po części z powodu rosnącego zagrożenia ze strony Chin, a po części, z uwagi na coraz większe obawy co do wypełnienia zobowiązań sojuszniczych przez USA, zerwały z powojennym pacyfizmem i weszły na drogę rozbudowy sił zbrojnych. Budżet na przyszły rok zakłada przeznaczenie aż 60 mld dol. na obronę, w tym przede wszystkim rozbudowę systemów obrony przeciwlotniczej. 

Czytaj więcej

Czy Joe Biden powstrzyma inwazję Chin na Tajwan?

Jak mogłaby wyglądać japońska interwencja w obronie Tajwanu? CNAS mówi tu o ostrzale z okrętów podwodnych. Nie wspomina o wysłaniu przez Japończyków sił lądowych. Jednak to w Japonii stacjonuje najwięcej amerykańskich wojsk za granicą. Czy gdyby Tokio znalazło się w stanie wojny z Pekiniem, Waszyngton nadal pozostawałby neutralny? Xi musi zadać sobie to pytanie. 

W Japonii powszechne jest przekonanie, że pozostawienie Tajwanu bez pomocy oznaczałoby przekreślenie wiarygodności całego systemu sojuszy zbudowanego przez USA w Azji południowo-wschodniej. Ale jest też wymiar gospodarczy. Tajwan leży ledwie nieco ponad 100 km od wysuniętych najbardziej na południe japońskich wysp. Między oboma krajami prowadzi kluczowy dla zaopatrzenia Tokio w surowce energetyczne szlak morski. No i Tajwańczycy wciąż dostarczają 90 proc. najbardziej zaawansowanych półprzewodników produkowanych na świecie. Bez nich także wielu japońskim koncernom grozi paraliż. 

Dyplomacja
Arabia Saudyjska zbombardowała wspierane przez ZEA siły w Jemenie
Dyplomacja
Gry wojenne Pekinu. Chiny ćwiczą przejęcie Tajwanu głodem
Dyplomacja
Chińska armia przeprowadza gry wojenne wokół Tajwanu. Znowu
Dyplomacja
Kanada rozważa budowę bazy wojskowej w Europie, w pobliżu Rosji
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Dyplomacja
Donald Trump grozi prezydentowi Kolumbii. „Produkuje kokainę”
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama