Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie działania podjęła Japonia w odpowiedzi na potencjalne zagrożenie ze strony Chin?
- Jakie są stanowiska Japonii i Chin w kontekście sytuacji na Tajwanie?
- Dlaczego reakcja Chin na deklaracje Japonii staje się coraz bardziej stanowcza?
- Jakie są potencjalne implikacje gospodarcze napięć pomiędzy Japonią a Chinami?
- Dlaczego Japonia odgrywa kluczową rolę w strategii obrony Tajwanu?
Japońscy dyplomaci mówili o tym od wielu lat, ale anonimowo, nieoficjalnie. Dopiero Sanae Takaichi zagrała w otwarte karty. W trakcie debaty parlamentarnej 7 listopada nowa premier uznała, że próba przejęcia siłą przez Chiny Tajwanu oznaczałaby „egzystencjalne zagrożenie” dla Kraju Kwitnącej Wiśni. Zapożyczyła formułę, która zgodnie z powojenną konstytucją kraju określa warunki niezbędne, aby Japonia mogła wziąć udział w wojnie. Deklarację szefowej rządu powszechnie uznano więc za zapowiedź, że Japończycy niejako automatycznie przyjdą na odsiecz zagrożonemu Tajwanowi.
Czytaj więcej
– Tajwan będzie walczył – zapewnia „Plusa Minusa” szef tajwańskiej dyplomacji Joseph Wu. Czy jedn...
Reakcja Chin jest od tego czasu coraz bardziej brutalna. Na początku tygodnia chińskie okręty zbliżyły się do wysp Senkaku, które za swoje uważa zarówno Tokio, jak i Pekin. Władze Chin zaczęły odradzać wyjazdu do Japonii chińskim turystom. Twierdzą, że grozi im tam niebezpieczeństwo. A z polecenia Pekinu linie lotnicze Państwa Środka zaproponowały zwrot pieniędzy za bilet tym chińskim pasażerom, którzy zdecydują się na to przed końcem roku. Dla Japonii to poważny cios, bo Chińczycy zapewniają zasadniczą część ruchu turystycznego do kraju, który i tak zmaga się z cłami narzuconymi przez Donalda Trumpa i balansuje na skraju recesji. Tylko w sierpniu z ChRL przyleciało na japońskie wyspy milion turystów.
Większość Tajwańczyków nie wierzy w odsiecz Ameryki
Nie mniej stanowcza była reakcja dyplomatyczna Chin. Pekin domaga się „wycofania” deklaracji Takaichi, co premier wykluczyła. W piątek ma ona spotkać się podczas szczytu w G20 w Johannesburgu ze swoim chińskim odpowiednikiem Li Qiangiem. Wcześniej do Pekinu poleciał wysłannik japońskiego MSZ.