Jędrzej Bielecki: Czy Joe Biden powstrzyma inwazję Chin na Tajwan?

Joe Biden i Xi Jinping spotkają się podczas rozpoczynającego się w sobotę szczytu APEC w San Francisco. Czy to powstrzyma chińską inwazję na Tajwan?

Publikacja: 09.11.2023 13:42

Xi Jinping i Joe Biden

Xi Jinping i Joe Biden

Foto: AFP

W podróż po krajach Azji południowo-wschodniej właśnie wybierają się sekretarz stanu Antony Blinken i sekretarz obrony Lloyd Austin. Amerykańscy sojusznicy w tym ogromnym regionie zadają sobie pytanie, czy Stany Zjednoczone będą w stanie wywiązać się z udzielonych im gwarancji bezpieczeństwa w czasie, gdy są już zaangażowane we wsparcie dla Ukrainy i Izraela. 

Amerykanie co prawda zapewniają, że nie wycofali żadnych wojsk z Azji południowo-wschodniej, ale jednocześnie zawiadomili Australię, Japonię i Tajwan, iż zakontraktowana przez te państwa w USA broń nie zostanie dostarczona na czas. 

Jak dotąd Xi Jinping tylko raz spotkał się z Joe Bidenem

Xi Jinping nie przyjeżdżał do Stanów od kwietnia 2017 roku, kiedy spotkał się z Donaldem Trumpem w jego letniej rezydencji na Florydzie w Mar-a-Lago. Od objęcia prezydentury przez Joe Bidena, Chińczyk widział się z nim tylko raz: w listopadzie 2022 r., na marginesie szczytu G-20 w Bali. Same rozmowy obu przywódców w tym niezwykle delikatnym momencie są więc znaczącym wydarzeniem.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: USA stać na trzy fronty, nie czwarty

Najważniejszym problem w relacjach między oboma krajami jest los Tajwanu. Amerykanie spodziewają się, że Xi będzie oczekiwał od Bidena zobowiązania się, iż nie poprze ogłoszenia niepodległości przez wyspę. To jest czerwona linia dla reżimu w Pekinie. Jest też prawdopodobne, że chiński przywódca będzie oczekiwał od Amerykanina „poparcia” dla kandydata Kuomintangu w wyborach prezydenckich w styczniu. To ugrupowanie, które opowiada się za współpracą z ChRL. Czy to jednak wystarczy, aby odłożyć ewentualne plany inwazji na wyspę?

Wojna Izraela z Hamasem zniechęci Xi Jinpinga do zaatakowania Tajwanu?

W Waszyngtonie żywe są obawy, iż Xi, który rozpoczął bezprecedensową od czasów Mao trzecią kadencję na czele Chin, przeprowadził taką czystkę w aparacie władzy, że jest otoczony wyłącznie lojalistami i nie ma dostępu do realnych informacji o sytuacji geopolitycznej Azji. Biden będzie więc chciał uświadomić swojemu rozmówcy, jaka jest determinacja Ameryki, gdy idzie o obronę swoich sojuszników i jak ryzykownym krokiem było rozpoczęcie przez Chińczyków konfliktu zbrojnego. Być może do ostrożności Xi skłonią trudności Izraela w opanowaniu Strefy Gazy: Tajwan też należy do najgęściej krajów świata. 

Czytaj więcej

USA - Chiny: Pojedynek na wyspy w Oceanii

Biden z pewnością liczy na uniknięcie otwartego konfliktu z Chinami w ostatnim roku przed kluczowymi wyborami prezydenckimi w USA. Chce więc zapewnić Pekin, że choć Ameryka ogranicza eksport do Państwa Środka najnowszych technologii i utrzymuje cła importowe wprowadzone przez Trumpa, to jednak nie dąży do całkowitego przerwania współpracy gospodarczej. Dla Xi to fundamentalna sprawa, bo sytuacja gospodarcza jego kraju nie jest dobra. Wzrost dochodu narodowego o 5 proc. w tym roku, jeden z najmniej ambitnych celów Pekinu od kilkudziesięciu lat, wydaje się nierealny. Eksport spada w skali roku o 6,5 proc. Chińczycy mają też coraz większe trudności z powstrzymaniem eksplozji bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Pod znakiem zapytania staje więc niepisany kontrakt, w którym społeczeństwo rezygnuje z praw politycznych, w zamian za zapewnienie przez komunistów szybkiej poprawy życia. To właśnie powoduje, że Xi Jinping stara się w coraz większym stopniu odciągnąć uwagę opinii publicznej od bieżących kłopotów na rzecz nacjonalistycznej gorączki wokół Tajwanu.

Biden chce też dojść do porozumienia z Chińczykiem w sprawie wstrzymania przez Republiką Ludową nielegalnego przemytu (głównie przez Meksyk) chemikaliów służących do produkcji fentanylu. Niezwykle niebezpieczny i uzależniający narkotyk wywołuje już zgon ponad 100 tys. Amerykanów rocznie. 

Innym problemem jest utrzymanie przez USA harmonijnej współpracy z sojusznikami z Azji południowo-wschodniej mimo toczącej się wojny w Izraelu. O ile Indie stają po stronie Państwa Żydowskiego, to na przykład Indonezja, największy kraj muzułmański świata, zdecydowanie solidaryzuje się z Palestyńczykami. 

W podróż po krajach Azji południowo-wschodniej właśnie wybierają się sekretarz stanu Antony Blinken i sekretarz obrony Lloyd Austin. Amerykańscy sojusznicy w tym ogromnym regionie zadają sobie pytanie, czy Stany Zjednoczone będą w stanie wywiązać się z udzielonych im gwarancji bezpieczeństwa w czasie, gdy są już zaangażowane we wsparcie dla Ukrainy i Izraela. 

Amerykanie co prawda zapewniają, że nie wycofali żadnych wojsk z Azji południowo-wschodniej, ale jednocześnie zawiadomili Australię, Japonię i Tajwan, iż zakontraktowana przez te państwa w USA broń nie zostanie dostarczona na czas. 

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Czas wprowadzić maksymalny wiek biernego prawa wyborczego