Od kilkunastu dni zarówno w mediach tradycyjnych, jak i społecznościowych, krąży wiele informacji o kobiecie zaginionej na drodze między Bolesławcem a Wrocławiem. We wtorek odnalazła się ona w tym pierwszym mieście.
– Pani Izabela złożyła oświadczenie na policji, że nie chce kontaktu z rodziną i nie chce, by media informowały o miejscu jej przebywania – powiedziała polsatnews.pl prok. Ewa Węglarowicz-Makowska, rzeczniczka prokuratury w Jeleniej Górze.
Eksperci są zgodni, że po takim oświadczeniu prasa nie ma już uzasadnienia, by dalej o niej informować.
Czytaj więcej
Izabela P., która zaginęła 9 sierpnia, została odnaleziona w Bolesławcu - potwierdziła "Rzeczpospolitej" prokuratura. Wiadomo, że życiu kobiety nie...
Sprawa Izabeli P. Przepisy o ochronie prywatności w prasie pochodzą z poprzedniej epoki?
Prof. Grzegorz Sibiga, adwokat z kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy, wskazuje, że na tym etapie nie ma już różnicy, czy media piszą o ex-zaginionej z pełnym nazwiskiem, inicjałem czy tylko np. imieniem i wiekiem.
– Informacje rozpowszechniane są w sieci, w tym podawane w mediach społecznościowych przez osoby prywatne. Użytkownik internetu bez trudu może sobie zestawić informacje z różnych źródeł i zidentyfikować osobę, o której pisze się w prasie – tłumaczy ekspert.
I wskazuje, że przepis prawa prasowego (art. 14 ust. 6), który zabrania publikowania informacji ze sfery życia prywatnego bez zgody danej osoby (z wyjątkiem osób pełniących funkcję publiczne i w związku z ich pełnieniem) powstał w poprzedniej epoce, gdy występowały zupełnie inne możliwości identyfikacji osoby fizycznej.
– Z jednej strony przepisy w różny sposób chronią prywatność, ale z drugiej – w świetle dzisiejszego przepływu informacji, ta ochrona wydaje się często iluzoryczna – wskazuje Grzegorz Sibiga.
– W tej chwili, żeby wzorcowo zrealizować prawne gwarancje prywatności, media musiałyby w ogóle przestać pisać o tej sprawie, a tak się przecież nie stanie. Wobec możliwości pozyskiwania informacji przez użytkownika z różnych źródeł w sieci, przepisy ochronne tracą więc swoją skuteczność –podsumowuje.
Czytaj więcej
Unia wywarła decydujący wpływ na ochronę danych osobowych, nieodwracalnie zmieniając nasze życie.
Interes społeczny uzasadnia pisanie o osobie zaginionej. Co dalej w sprawie Izabeli P.?
W opisanej sytuacji mamy do czynienia z konfliktem dóbr: z jednej strony prawa do prywatności danej osoby, a z drugiej wolności prasy do informowania o ważnych społecznie kwestiach. Przy rozstrzygnięciu takich konfliktów stosuje się kryterium interesu społecznego.
– Dopóki pani była zaginiona, rozpowszechnianie informacji o tym miało jeszcze pewne uzasadnienie. Natomiast w momencie, gdy się odnalazła i oświadcza, że nie życzy sobie, by o niej pisano, to temat powinien zostać zamknięty właśnie w imię ochrony sfery życia prywatnego – mówi prof. Wojciech Machała z uniwersytetu Warszawskiego.
– Jeśli jedynym, co łączy daną osobę z mediami, jest zainteresowanie społeczeństwa pewnymi sensacyjnymi aspektami działania takiej osoby, to nie jest to wystarczającym usprawiedliwieniem, by te dane ujawniać – dodaje.
Podkreśla przy tym, że w starszym orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka da się znaleźć pogląd, że w imię ochrony swobody rozpowszechniania informacji można uzasadnić takie rozpowszechnienie, gdy budzi to społeczne zainteresowanie.
Sprawa Izabeli P. Możliwości ograniczenia informacji na swój temat w mediach są niewielkie
Z kolei Katarzyna Orzeł, radca prawny z kancelarii Brightspot, wskazuje, że pewna część informacji została ujawniona przez samą zainteresowaną oraz jej rodzinę.
– Jeśli odbyło się to w sposób legalny, to nie ma możliwości blokady publikacji tych wiadomości – tłumaczy ekspertka.
– Sporne może być tylko, jak wiele informacji ujawnili bliscy kobiety i o tym ewentualnie rozstrzygać będą sądy w każdym konkretnym wypadku. Jeśli zdjęcie pochodziło z jej mediów społecznościowych i było powszechnie dostępne, to można uznać, że sama je ujawniła. Jednak w sytuacji, gdy ta osoba się odnalazła i oświadcza, że nie życzy sobie podawania informacji, gdzie obecnie przebywa czy też o swoim stanie zdrowia, takie informacje nie będą mogły zostać opublikowane. Nie są to bowiem informacje w żaden sposób istotne, jeśli wiadomo, że pani się odnalazła, a jej życie nie jest zagrożone – dodaje.
Wskazuje też, że mamy tutaj do czynienia z pewnego rodzaju szarą strefą i pytaniem, czy można swobodnie powielać informacje, które ktoś upublicznił, gdy jeszcze nie był znany. Czym innym jest bowiem powielenie zdjęcia osoby nieznanej, a czym innym dodanie do niego całego szeregu informacji, pozwalających ją zidentyfikować.
– Pamiętajmy też, że media ujawniały bardzo wrażliwe dane tej osoby, np. o jej wyznaniu czy stanie zdrowia. I choć teoretycznie są one dostępne, to ich zgromadzenie w jednym miejscu może stanowić naruszenie przepisów RODO. Bo choć media przy opracowywaniu i publikacji materiałów prasowych korzystają z szerokiego zakresu wyłączeń dotyczących ochrony danych osobowych, są objęte obowiązkiem ich usunięcia na żądanie osoby, której te dane dotyczą, m.in. w sytuacji, gdy dane osobowe nie są już niezbędne do celów, w których zostały zebrane – wyjaśnia mec. Katarzyna Orzeł.
Ujawnianie danych Izabeli P. w mediach. Co na to RODO?
– Na podstawie tzw. klauzuli prasowej redagowanie i publikowanie danych osobowych w prasie jest wyłączone z kluczowych przepisów RODO – tłumaczy z kolei prof. Grzegorz Sibiga.
– Bardzo ogranicza to środki prawne przysługujące osobie, której dane dotyczą. Wyjątkiem jest prawo do bycia zapomnianym, które w świetle nowego orzecznictwa daje prawo do sprzeciwienia się przetwarzaniu danych w prasie, ale należy je wyważyć z wolnością wypowiedzi. Ale nawet wówczas należałoby wysłać pismo z żądaniem do każdego administratora (wydawcy) osobno, a nie składać taki wniosek prokuratorowi – zaznacza.
Art. 13 prawa prasowego zabrania publikowania wizerunku lub danych osobowych nie tylko osób, przeciw którym toczy się postępowanie, ale też świadków i poszkodowanych, jeśli nie wyrażą na to zgody. Tymczasem pani Izabela w środę miała zostać przesłuchana w charakterze świadka, a w sprawie jej zaginięcia toczy się śledztwo pod kątem art. 189 kodeksu karnego (porwanie).
Czytaj więcej
Naczelny Sąd Administracyjny pcha nas w kierunku przepisywania historii. Najnowszy wyrok dotyczący prawa do bycia zapomnianym jest niebezpieczny dl...
Izabela P. może wystąpić do sądu. Oto podstawy prawne
Zainteresowana może teoretycznie wnieść powództwo o naruszenie jej dóbr osobistych na gruncie przepisów kodeksu cywilnego z wnioskiem o udzielenie zabezpieczenia roszczenia, który uniemożliwiłby dalsze publikacje na temat jej osoby. Musiałaby to jednak zrobić w odniesieniu do każdej redakcji oddzielnie, co wiązałoby się z dużymi kosztami.
Inną możliwością jest żądanie wyciągnięcia konsekwencji z art. 49 prawa prasowego, który przewiduje karę grzywny lub ograniczenia wolności za naruszenie wspomnianego at. 14 prawa prasowego.
Opinia dla "Rzeczpospolitej"
dr Paweł Litwiński, adwokat w kancelarii Barta Litwiński
Działalność prasowa jest wyłączona z zakresu RODO, więc w grę wchodzą tu wyłącznie przepisy o ochronie dóbr osobistych, a konkretnie prywatności. Zaginiona się odnalazła, nie ma więc już interesu społecznego, by o niej pisać. Trzeba więc jej prywatność uszanować, zwłaszcza, że jasno dała wyraz temu, że sobie nie życzy, by o niej pisać. Przypomina to sytuację, gdy np. rodzina znanej osoby zmarłej nie godzi się na udział mediów w pogrzebie. Jeśli chodzi o prawne możliwości działania, to pozostaje jedynie złożenie powództwa o ochronę dóbr osobistych z ewentualnym wnioskiem o zabezpieczenie. Ponieważ mówimy o ochronie prywatności, w tym wypadku już samo ujawnianie informacji będzie naruszeniem tego prawa. Dodatkowo, jeśli byłyby one nieprawdziwe, może wejść w grę także naruszenie dobrego imienia czy czci. Podobnie z podawaniem danych wrażliwych, np. o wyznaniu i próbach budowania narracji o przyczynach zaginięcia na tej podstawie. Jest to osoba prywatna, cel podawania o niej informacji – nawet tych, które sama wcześniej podała, np. w mediach społecznościowych – już nie istnieje.