Coraz więcej spraw dotyczących dostępu do informacji publicznej wpływa do sądów administracyjnych – twierdzą uczestnicy konferencji „Dostęp do informacji publicznej w praktyce samorządu terytorialnego".
Dlaczego wokanda sądowa pęcznieje? Zdaniem uczestników konferencji powodów jest wiele. Dwa główne to: niejasne przepisy oraz zwykłe pieniactwo.
– Każda gmina, powiat, a nawet sąd zna osoby, które składają po 200 i więcej wniosków naraz, co potrafi sparaliżować pracę niejednej instytucji – mówi Przemysław Szustakiewicz, sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
– Jest na to tylko jeden sposób – uważa Karol Bielski ze Zrzeszenia Prawników Polskich. – Urzędnik powinien powołać się na art. 3 ust. pkt 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Przepis ten pozwala uzyskać informację publiczną (przetworzoną) tylko w zakresie uzasadnionym szczególnie istotnym interesem publicznym. – Niech taka osoba poda, jaki to szczególny interes publiczny mu przyświecał, gdy składał masowo wnioski.
Ustawodawca nie doprecyzował jednak, co kryje się pod tym pojęciem. Nie tylko zresztą w tym zakresie prawo jest kulawe. Do końca nie wiadomo, co jest, a co nie jest informacją publiczną.