Inflacja w 2023 roku. Giewont, płaskowyż, pełzanie

Mijający rok zaczęliśmy od ataku na szczyt inflacji. Ten został zdobyty w lutym. Potem schodziliśmy na płaskowyż i niżej. Na łeb na szyję, wręcz na złamanie karku. Teraz czeka nas jednak pełzanie, i to długie. Tak przynajmniej widzi to szef NBP.

Publikacja: 28.12.2023 03:00

Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego: Patrząc z perspektywy siedmiu lat mojej kadencji,

Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego: Patrząc z perspektywy siedmiu lat mojej kadencji, nie popełniliśmy żadnego znaczącego błędu

Foto: mat. pras.

To nie był łatwy rok dla gospodarstw domowych w większości regionów świata. Drożyzna i szybko rosnące ceny towarów i usług mocno przetrzebiły ich budżety, a Polska należała do krajów Unii Europejskiej najmocniej tym dotkniętych.

Według danych GUS inflacja w styczniu 2023 r. wyniosła 16,6 proc. – W Polsce nic szczególnego się nie dzieje. Idziemy razem z całym światem. Wchodzimy na szczyt wierzchołka inflacji i razem z tymi wszystkimi krajami będziemy z tego szczytu schodzić – przekonywał w pierwszych dniach stycznia w czasie konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego. – Ponieważ są to kraje cywilizowane, demokratyczne, to ten spadek inflacji nie będzie gwałtowny i nagły, tak jakby to był jakiś hipotetyczny kraj w wolnorynkowej gospodarce XIX wieku, gdy ludzie masowo tracą pracę, ludzie tracą domy, inflacja spada, bo popyt rażąco maleje – dodał.

Stwierdził też, że doścignięcie Hiszpanii w realnej sile nabywczej PKB na osobę to kwestia trzech lat, Włoch pięciu lat, a Francji ośmiu lat. – Polska dochodzi do pierwszego stołu, ale napotyka opór krajów, które w UE są najbogatsze i niechętnie wpuszczają na salony nowy kraj, który ma wysoko wydajną gospodarkę, kilkakrotnie szybciej się rozwijającą niż ich własne, najsilniejszą armię i tabuny wykształconych ludzi – mówił szef NBP.

Czytaj więcej

To był rok mieszkaniowych rekordów cenowych. Od zastoju do gorączki

Na szczycie

W lutym inflacja podskoczyła do 18,4 proc., jak się potem okazało, osiągając swój szczyt po dwóch latach niemal nieprzerwanych wzrostów. Glapiński mówił o inflacyjnych Rysach i Giewoncie. Szef NBP od dłuższego czasu musiał mierzyć się z głosami krytyki ze strony ekonomistów, którzy twierdzili, że on i RPP zdominowana przez członków wskazanych przez Zjednoczoną Prawicę nie dość energicznie walczą ze wzrostami cen. – Rozpoczęliśmy podwyżki stóp procentowych we właściwym czasie, właściwie je kontynuowaliśmy i we właściwie momencie je zakończyliśmy – przekonywał w lutym prezes Glapiński. – Podniesienie stóp do poziomu 6,75 proc. nadal działa i ciśnie w dół inflację. To, czy to powinno być 6,75 czy 7 proc., to tego jakimś mikroskopem zmierzyć się nie da – dodał. Zapewnił, że dojdziemy stopniowo i powoli do niższej inflacji, ale nie spadając z obecnego poziomu na głowę, tylko schodząc stopień po stopniu.

Następne miesiące przyniosły spadki inflacji. Adam Glapiński wrócił do wcześniejszych opowieści o inflacyjnym płaskowyżu, który charakteryzuje się górkami i dołkami, a wraz z kolejnymi danymi pokazującymi wyhamowanie tempa wzrostu cen towarów i usług zaczął mówić o inflacji spadającej na łeb na szyję, a nawet na złamanie karku.

– Proces wygaszania inflacji będzie długi, ale wszystko razem działa już tak, żeby była presja na przedsiębiorców, by obniżali ceny. Gdy będzie pewność, że inflacja leci na łeb na szyję i nie ma odwrotu, wtedy RPP obniży stopy – stwierdził w marcu Adam Glapiński. Miesiąc później był już pewien, że w lutym minęliśmy szczyt inflacji. – Skończył się płaskowyż, mamy już ten spadek inflacji na łeb na szyję, o którym mówiłem – ogłosił.

W maju szef NBP przekonywał, że to, że inflacja ludzi męczy, to naturalne, ale u nas nic szczególnego się nie dzieje. – Konsekwentnie z inflacją walczymy – zapewnił. I skrytykował używanie terminu drożyzna w odniesieniu do tego, co dzieje się z cenami towarów i usług. – Drożyzna oznacza, że ceny są tak wysokie, że obywatele mają problemy z nabyciem podstawowych dóbr. Takiej sytuacji u nas nie ma. Nie ma drożyzny, jest wysoka inflacja – stwierdził. – Używanie słowa drożyzna, które jest staroświeckie, nie ma żadnego sensu. To czysto polityczne i takie manipulanckie określenie – dodał.

Czytaj więcej

Krzysztof A. Kowalczyk: W gospodarce widać odrobinę optymizmu. Co nas czeka w 2024 roku?

W czasie konferencji na początku czerwca Adam Glapiński nie omieszkał z dumą zauważyć, że w maju inflacja spadła do 13 proc., czyli do poziomu najniższego od roku. Na początku lipca ogłosił, że RPP podjęła decyzję o zakończeniu cyklu podwyżek. I że obniżek stóp spodziewa się w tym roku. To ściągnęło na jego głowę kolejną falę krytyki, także mniej czy bardziej otwartej, ze strony członków RPP wskazanych przez ówczesną opozycję. Ich zdaniem na luzowanie polityki pieniężnej było zdecydowanie za wcześnie.

Wybory prezesa

Szybkimi krokami zbliżały się jednak wybory parlamentarne i jak się okazało, prezes Glapiński wiedział, co mówi. Choć w sierpniu inflacja w ujęciu rocznym wyniosła 10,1 proc., a we wrześniu 8,2 proc., czyli ciągle była bardzo wysoka, RPP przed październikowymi wyborami przeprowadziła dwie obniżki stóp procentowych, w sumie o 1 pkt proc. Krytycy zgodnie przekonywali, że obniżki mogą zaszkodzić walce z inflacją, że są motywowane wyłącznie politycznie, bo chodzi jedynie o przypodobanie się wyborcom, których raty kredytów spadną.

Adam Glapiński krytyką się nie przyjmował. – Ataki na mnie i na NBP w dużej mierze są z inspiracji zewnętrznych i mają na celu osadzenie w NBP osób, które wprowadzą euro. Niezależny bank centralny jest podstawą. Próba włączania NBP w jakieś rozgrywki polityczne jest godna największego potępienia, bo psuje polski mechanizm gospodarczy – obwieścił.

Przekonywał, także na ogromnych bannerach rozwieszanych na siedzibie NBP w Warszawie, że bank centralny nie ponosi żadnej odpowiedzialności za wysoką inflację. – Patrząc z perspektywy siedmiu lat mojej kadencji, nie popełniliśmy żadnego znaczącego błędu – obwieścił nawet.

Ale nad jego głową gromadziło się i nadal się gromadzi coraz więcej czarnych chmur. Dotychczasowa opozycja, która wygrała październikowe wybory i utworzyła nowy rząd, zarzuca Glapińskiemu skrajne upolitycznienie Narodowego Banku Polskiego. Bank trawi przybierający na sile konflikt wewnętrzny w jego władzach, w którym jeden z członków zarządu zarzuca prezesowi łamanie prawa. Szefowi NBP nie udało się też poukładać współpracy z członkami RPP wskazanymi przez obecne ugrupowania rządzące. Źle to wróży współpracy z rządem w walce z nadmiarową inflacją, która nawet wedle optymistycznych szacunków wróci do celu NBP, czyli poziomu 2,5 proc. (+/- 1 pkt proc.) najwcześniej w 2025 r.

Na koniec listopada inflacja wyniosła 6,6 proc. To oznacza zatrzymanie się spadków, bo taki sam jej poziom GUS zanotował w październiku. Adam Glapiński nazwał ten stan inflacją pełzającą. Część ekonomistów spodziewa się wzrostu inflacji w grudniu. W kolejnych miesiącach możemy notować spadki, ale wszystko to przy zamrożeniu cen energii i gazu oraz utrzymaniu zerowej stawki VAT na żywność. Zniesieniu tych mechanizmów pudrujących inflację towarzyszyć będzie najpewniej jej wzrost.

Dane gospodarcze
Inflacja w marcu wyższa, niż sądzono. GUS podał nowe dane. Co drożeje najbardziej?
Dane gospodarcze
Wzrost gospodarczy Chin silniejszy od prognoz. Ale ożywienie pozostaje kruche
Dane gospodarcze
EBC nadal gotowy do cięcia stóp w czerwcu. „Mamy teraz trend dezinflacyjny”
Dane gospodarcze
Inflacja w USA wyższa niż oczekiwano. Nie będzie cięć stóp w czerwcu?
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Dane gospodarcze
Agencja Fitch obcięła perspektywę ratingu Chin do negatywnej