Najnowsze prognozy KE, opublikowane w poniedziałek, sugerowały, że aktywność ekonomiczna nad Wisłą – mierzona produktem krajowym brutto (PKB) – wzrośnie w br. realnie o 3,7 proc., zamiast o 5,2 proc., jak sądziła jesienią. To spora rewizja, ale perspektywy większości innych państw UE pogorszyły się równie mocno, choć zwykle były gorsze już jesienią. Z takim wynikiem Polska wciąż należałaby do najszybciej rozwijających się krajów UE, choć wojna w bezpośrednim sąsiedztwie powinna nam szkodzić bardziej niż innym.

W raporcie KE kryje się jednak sugestia, że ten wzrost PKB Polski będzie pozorny, a w praktyce zubożejemy niemal równie mocno jak w 2020 r. KE oczekuje bowiem, że PKB na mieszkańca zmaleje w tym roku nad Wisłą o 1,5 proc., po wzroście o 6,5 proc. w 2021 r. i spadku o 2,1 proc. w 2020 r. Takiego zjawiska oprócz Polski doświadczyć mają jedynie Czechy, Estonia i Luksemburg.

Spadek PKB per capita byłby możliwy, gdyby populacja Polski wzrosła bardziej niż realny PKB. KE założyła, że tak się stanie z powodu napływu uchodźców z Ukrainy. Na potrzeby swoich prognoz przyjęła, że w Polsce do końca 2023 r. zostanie 2,5 mln Ukraińców. To oznaczałoby wzrost populacji o około 6,5 proc. W ocenie Andrzeja Kubisiaka, wicedyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, obecnie wydaje się, że napływ uchodźców będzie mniejszy. – Z tej fali, która rozpoczęła się po ataku Rosji na Ukrainę, w Polsce jest maksymalnie 1,5 mln osób, a od ośmiu dni więcej osób do Ukrainy wyjeżdża niż stamtąd przyjeżdża – mówi Kubisiak. Dodatkowych 1,5 mln mieszkańców zwiększyłoby populację Polski o około 3,9 proc.

Jednocześnie KE niemal na pewno nie doszacowała realnego wzrostu PKB Polski w tym roku. Ze względu na bardzo udany I kwartał, cały bieżący rok może się zakończyć wzrostem PKB w okolicy 5 proc. Ale nawet gdyby KE miała rację i w Polsce doszłoby w tym roku do spadku PKB per capita, trudno byłoby uznać, że zubożeliśmy. – Ten spadek PKB per capita byłby mocno skoncentrowany w grupie uchodźców – oceniają ekonomiści z PKO BP. Jednocześnie na dłuższą metę napływ uchodźców byłby dla polskiej gospodarki bardzo korzystny za sprawą wzrostu liczby osób aktywnych zawodowo. Jak szacował niedawno Mateusz Urban, ekonomista z firmy analitycznej Oxford Economics, ta fala imigracji do 2050 r. może dodać do PKB Polski nawet 4 proc.

Mało prawdopodobny jest też prognozowany przez KE wzrost stopy bezrobocia w Polsce z 3,4 w 2021 r. do 4,1 proc. w br. Opiera się on bowiem na założeniu, że tylko 8 proc. uchodźców w wieku produkcyjnym podejmie w tym roku pracę. Tymczasem już teraz wśród osób, które otrzymały PESEL, odsetek ten sięga 24 proc.

Czytaj więcej

Polska gospodarka odbiła się po pandemii. Kryzysowe rany już zaleczone