– Istnieje realne zagrożenie wypłaty świadczeń z FUS – ostrzega Beata Wójcik, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS.
– Zwolnienia, więcej zadań do wykonania, niespójne i ciągłe zmiany organizacyjne oraz przestarzały system informatyczny doprowadzą do niewydolności i załamania się całego systemu – wyjaśnia.
Dlatego związkowcy weszli w spór zbiorowy z pracodawcą. Żądają poprawy warunków pracy i rekompensat finansowych. Domagają się, by wraz z początkiem przyszłego roku płace wzrosły średnio o 600 zł.
W ZUS zatrudnionych jest 46 tys. osób, średnie wynagrodzenie brutto wynosi ok. 3,6 tys. zł. Rocznie na płace ZUS przeznacza 2 mld zł, czyli ok. 53 proc. swojego budżetu. Podwyżka o 600 zł oznaczałaby co najmniej 330 mln zł dodatkowych wydatków.
Zarząd ZUS nie godzi się na podwyżki. – Rozumiemy stanowisko związków zawodowych, ale nie możemy w takiej skali zwiększyć wydatków na wynagrodzenia ze względu na obowiązujące prawo – mówi Jacek Dziekan, rzecznik ZUS.
Chodzi o ustawę zamrażającą płace w sferze budżetowej. Nakazuje ona, by pula pieniędzy na wypłaty w danym roku była taka sama jak w poprzednim. – Dzięki odejściu ok. 1350 pracowników i tak udało się nam podnieść zarobki w ZUS w tym roku o ok. 1,4 proc., a w 2010 r. – o 2,1 proc. – podkreśla Dziekan.
Związkowcy te podwyżki nazywają śmiesznymi, bo były niższe niż inflacja, wyniosły średnio 40 zł. – Pole do wygospodarowania pieniędzy na płace jest spore. Chociażby z niezwykle wysokich nagród przyznawanych wybranym osobom – podkreśla Wójcik.