Energetycy przyznają, że wypowiedzenie umów spółkom węglowym byłoby ostatecznością. Jednak szefowie trzech największych firm w branży – Polskiej Grupy Energetycznej, Enei i Tauronu – twierdzą, że już się znaleźli w sytuacji bez wyjścia. – Po raz kolejny apelujemy do krajowych dostawców węgla o renegocjacje cen. Jeżeli będzie to niemożliwe, nie wykluczamy wypowiedzenia zawartych umów – powiedział „Rz” prezes PGE Tomasz Zadroga.

Firmy energetyczne działają pod rosnącą presją odbiorców, zwłaszcza dużych firm, które domagają się niższych cen za energię w związku z kryzysem. Na dodatek część dużych zakładów winą za problemy rynkowe obarcza właśnie energetykę. Przykładem jest ubiegłotygodniowy protest w Rzeszowie pracowników Huty Stalowa Wola.

Branża twierdzi jednak, że ma związane ręce, bo nie jest w stanie przekonać spółek węglowych do renegocjacji umów o dostawy paliwa. A zawierając pod koniec ubiegłego roku kontrakty, musiała zaakceptować podwyżkę cen surowców o 40 – 50 proc. I był to jeden z głównych argumentów za podniesieniem cen dla odbiorców przemysłowych. Opłaty za elektryczność dla biznesu wzrosły od początku roku od 25 do 40 proc. Dowiedzieliśmy się, że szefowie państwowych grup energetycznych już rozmawiali o tym problemie w resortach skarbu i gospodarki. Formalnie żadne z ministerstw nie dało przyzwolenia na wypowiedzenie umów kopalniom. Z naszych informacji wynika, że resorty są podzielone. Ministerstwo Gospodarki, któremu podlegają kopalnie, nie dopuszcza możliwości zerwania kontraktów. Resort skarbu rozumie sytuację firm energetycznych.

– Gdyby grupy energetyczne wypowiedziały kontrakty na dostawy węgla, byłby to wręcz gest rozpaczy – mówi „Rz” wiceminister skarbu Jan Bury odpowiedzialny za energetykę. – Ale jedna branża nie może brać odpowiedzialności za podwyżkę cen energii, tym bardziej że mamy trudną sytuację gospodarczą. Firmy energetyczne nie mogą być zakładnikami umów zawartych kilka miesięcy temu w zupełnie innych warunkach rynkowych. Firmy energetyczne są przygotowane do ostrej gry z kopalniami. Mogą sobie pozwolić na krótką przerwę w dostawach węgla, gdyż mają duże zapasy ponad to, co muszą gromadzić zgodnie z obowiązkiem ustawowym. – Zerwanie umów jest obwarowane karami, ale na pewno możliwe – mówi „Rz” Joanna Strzelec-Łobodzińska, wiceminister gospodarki odpowiedzialna za górnictwo.

Prezesi Kompanii Węglowej (główny dostawca dla elektrowni) i Katowickiego Holdingu Węglowego (60 proc. produkcji tej spółki trafia do energetyki zawodowej) o groźbie wypowiedzenia umów dowiedzieli się od „Rz”. – Dziwi mnie to, bo umowy podpisywane były w grudniu i styczniu po wielotygodniowych negocjacjach – mówi „Rz” prezes KW Mirosław Kugiel. – Nie będzie odbioru, nie będziemy wydobywać. Ale czy będzie to dobre dla polskiej gospodarki? – pyta. Zwłaszcza że KW na prośbę energetyków zwiększyła planowe dostawy dla nich na ten rok o 3 mln ton kosztem eksportu.

– Ceny węgla na świecie spadły chwilowo. My nie możemy dopłacać do energetyki, cena węgla musi pokrywać nasze koszty – mówi prezes KHW Stanisław Gajos.

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorek

[mail=a.lakoma@rp.pl]a.lakoma@rp.pl[/mail]; [mail=k.baca@rp.pl]k.baca@rp.pl[/mail][/i]