– Niektóre kraje UE łamały zasadę swobodnego przepływu ludności. A rynek pracy w UE to zjawisko, które musi być traktowane priorytetowo – mówił były premier i marszałek Sejmu Józef Oleksy. Zdaniem dyrektora programowego Demos Europa Adama Jassera wyjeżdżają głównie ludzi młodzi, a ma to zarówno wady, jak i zalety.
– Jeśli migrację zarobkową traktować jako element nauki - to ma to zalety. Ci ludzie się uczą, chociażby języków i przywożą te doświadczenia, gdy wracają. Jednak są olbrzymie koszty społeczne – małżeństwa się rozpadają, małe dzieci wychowują dziadkowie – i to są wady tego zjawiska. To wskaźnik dla naszych decydentów, że dobrze, iż można korzystać z migracji, ale trzeba prowadzić taką politykę, by ludzie chcieli wracać. A oni coraz bardziej zapuszczają korzenie tam, gdzie wyjadą.
Jeśli chodzi o lekarzy czy pielęgniarki – tu są zaniedbania na rynku wewnętrznym, ale w pozostałych sektorach to nie powinno mieć już takiego wpływu.
Polska musi być atrakcyjna dla swoich, ale i dla emigrantów z zewnątrz. Bo niż demograficzny bez jakiejś sensownej imigracji nie zostanie rozwiązany – tłumaczył.
Lech Wałęsa, a propos struktury płci, powiedział w Krynicy, że żeby było sprawiedliwie, to dwa lata powinni rządzić mężczyźni, a dwa lata kobiety. Zdaniem Krzysztofa Pawińskiego, prezesa grupy Maspex, kobietom trudniej est podejmować decyzje o migracji zarobkowej.
– Od momentu wejścia Polski do UE obserwowaliśmy ciągłe narastanie z pensji płacowej, która wynikała z alternatywnych sposobów zarobkowania, czyli migracji zarobkowej. W latach 2005-2006 presa płacowa była tak duża, że mieliśmy do czynienia z czymś jak dotąd niespotykanym. Kobiety dużo bardziej stanilnie podchodziły, problem w przypadku naszej firmy dotyczył przede wszystkim mężczyzn. Obserwuję jednak, jak za tymi osobami, które wyjechały kupują rodzime produkty, do których się przyzwyczaiły. I ten popyt w na Wyspach jest na poziomie popytu miasta w Polsce. Odkąd Tesco wprowadziło w Anglii polskie produkty szacuję, że ten popyt kształtuje się na poziomie 500-600 tys. osób – tłumaczył.
– Nie jestem przekonany, czy powinniśmy być zamknięci na migracje. Życzmy sobie wszyscy, by i Polscy i inni podróżowali zarobkowo jak najwięcej. Mobilność wewnętrzna nie jest tak nośnym tematem, jak napływ ludności z zewnątrz. Co roku do Europy stara się dostać nielegalnie 1-1,5 mln ludzi, dziś jest ich już ok. 9 mln.
Jeśli będą narastały przewidywania ocieplenia klimatu, problem w krajach Afryki będzie narastał. A do tego dochodzą konflikty zbrojne i emigranci z takich terenów – wyliczał Jakub Wiśniewski, szef wydziału ekonomiczno-społecznego w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej. – Swobodny przepływ ludzi, towarów i kapitału to podstawy UE. Te dwa ostatnie filary działają bez zarzutu. Natomiast do tej pory nie tak szybko jak byśmy chcieli spełniony jest warunek swobodnego przepływu ludzi. Austria i Niemcy wciąż całkowicie nie otworzyły swoich rynków pracy. Specjaliści KE wyliczyli, że wzrost PKB dzięki migracjom w UE jest większy o 0,2-0,4 proc. – mówił Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka.
– Poza tym w sposób zasadniczy dzięki migracji wewnątrz UE nie spadły przeciętne wynagrodzenia, ani w znaczący sposób nie wzrosło bezrobocie. Z punktu widzenia ekonomicznego nie widzę ujemnych stron migracji, ale uwarunkowania społeczne się zmieniają.