Przykręcenie kurka zapowiedział w piątek szef koncernu Aleksiej Miller. Gazprom ograniczy dostawy o 85 proc., co oznacza, że w rurach będzie płynął tylko gaz potrzebny do utrzymania systemu w ruchu i zapewnienia bezpieczeństwa magistralom eksportowym.

Oficjalnym powodem jest sięgający 200 mln dol. gazowy dług Mińska. Jak wyjaśniają Rosjanie, Białoruś od początku roku samowolnie płaci tyle, ile płaciła przed rokiem, a więc 150 dol. za 1000 m sześc. Cena zawarta w kontrakcie to 169 dol. w pierwszym kwartale i 184 dol. w drugim. – Nie mamy żadnego długu wobec Gazpromu. Prowadzimy z nim rozmowy. Jeżeli nie uda się pozostawić ubiegłorocznej ceny za gaz, to zapłacimy – twierdzi Aleksander Łukaszenka, prezydent Białorusi.

Problem w tym, że Białoruś nie ma z czego płacić. Dług zagraniczny wynosi 22,3 mld dol., w tym 9,5 mld dol. to długi krótkoterminowe (dane Narodowego Banku Białorusi na 1 kwietnia),

i w ciągu roku zwiększył się o 6 mld dol. W kraju obywatele mają duże kłopoty z kupnem walut, które dostępne są w ograniczonych ilościach i tylko w bankach.

Zdaniem Aleksandra Razuwajewa, głównego analityka firmy Galleon Capital w Moskwie, w całej sprawie nie chodzi o białoruski dług. – Te 200 mln dol. to nic dla koncernu, który w tym roku zapowiada zysk 25 – 26 mld dol. Chodzi raczej o nakłonienia Białorusi do ustępstw w sprawie Związku Celnego i ceł za paliwa – mówi „Rz” Razuwajew.

Paradoksalnie Gazprom żąda zwrotu długu od siebie samego, jest bowiem od lutego posiadaczem połowy akcji gazowego operatora białoruskiego – Biełtransgazu. Ten monopolista zarządza siedmioma magistralnymi gazociągami, 233 stacjami rozdzielczymi oraz kilkunastoma podziemnymi zbiornikami paliw. W sumie kontroluje 7,4 tys. km rur. W połowie należy do Białorusi.

– Łukaszenka walczy o to, by kupować gaz po cenach, które obowiązują w obrocie wewnątrz Rosji. Putin mówi: chcecie takich cen, to niech Białoruś wejdzie w skład Rosji. Konflikt potrwa jeszcze może kilka dni. Europa nie powinna czuć się zagrożona – uspokaja Razuwajew.