Wydaje się, że nowy prezes Poczty Polskiej (PP) Krzysztof Falkowski, który nieco ponad miesiąc temu zastąpił na stanowisku Tomasza Zdzikota (zamienił fotel kierującego operatorem pocztowym na stanowisko członka zarządu KGHM), może na swoim koncie zapisać pierwszy sukces. Wygasił on bowiem jeden z kluczowych konfliktów tlących się na linii zarząd–związki zawodowe. Oczywiście chodziło o pieniądze. Pracownicy od dawna domagali się wzrostu wynagrodzeń. Teraz podwyżki stają się faktem.

Studzenie emocji

Z końcem września przeprowadzono dwustronne negocjacje z udziałem największego ze związków w spółce – Solidarnością Pracowników Poczty Polskiej. Rozmowy zakończyły się zawarciem porozumienia. Na jego mocy pracownikom podniesione ma zostać wynagrodzenie zasadnicze, ale również otrzymają dodatkowe świadczenie tzw. przedświąteczne.

Jak podają związkowcy „Solidarności”, pensja ma wzrosnąć o 450 zł brutto, i wskazują, że razem z pochodnymi od wynagrodzenia zasadniczego stanowić ma 567 zł brutto (w przeliczeniu na pełen etat). Ponadto porozumienie przewiduje zmianę wysokości wynagrodzenia pracowników zatrudnionych na stanowiskach kierowców – ci z prawem jazdy kategorii C otrzymają 4,4 tys. zł, zaś posiadający kategorię C+E – 4,6 tys. zł brutto. Związkowcy nie ukrywają, że decyzja ta jest podyktowana sytuacją na rynku pracy. W tej grupie zawodowej jest bowiem stosunkowo największa fluktuacja i odsetek wakatów.

Czytaj więcej

Poczta Polska i Orlen już nie współpracują. Dyskretne rozstanie

Podwyżki mają zacząć obowiązywać już od 1 grudnia. Ale na tym nie koniec. Zarząd PP zdecydował, że do 10 grudnia wypłacony zostanie jednorazowy dodatek związany ze świętami Bożego Narodzenia. Kwota 400 zł brutto ma trafić do wszystkich pracowników objętych Zakładowym Układem Zbiorowym Pracy.

Jeszcze do niedawna temat wzrostu wynagrodzeń nie był mile słyszany w centrali PP. Co więcej, pojawiło się sporo kontrowersji w związku z faktem, że menedżerowie spółki wypłacili sobie ogromne premie (jak informowaliśmy 29 września br. kwota owej premii rocznej sięgnęła niemal 3,8 mln zł). Wśród pracowników więc zawrzało, zwłaszcza tych zarabiających najniższą krajową stawkę. Wspólna Reprezentacja Związkowa Poczty (WRZ), skupiająca 26 podmiotów, domagała się wyjaśnień. PP tłumaczyła wówczas, że dyrektorom i ich zastępcom przysługują takie świadczenia, jeśli zrealizują wyznaczone cele na poziomie 60 proc.

Kością niezgody były także oczekiwania WRZ związane z rosnącymi kosztami życia. Związkowcy bezskutecznie domagali się wypłaty jednorazowej premii tzw. inflacyjnej w kwocie aż 3 tys. zł brutto. Zarząd spółki odrzucił jednak te żądania.

Porozumienie płacowe, które zawarł prezes Krzysztof Falkowski z „Solidarnością”, ostudzi nieco emocje, choć z pewnością nie zażegna licznych sporów.

Wiatr w żagle?

Wprowadzenie jeszcze w br. podwyżek nie byłoby możliwe, gdyby nie nagła poprawa sytuacji ekonomicznej państwowego molocha. W 2021 r. niespodziewanie udało się wyprowadzić finanse spółki na prostą. Przedsiębiorstwo osiągnęło ponad 177 mln zł zysku, a to jego najlepszy wynik od ponad dekady (dla porównania 2020 r. przyniósł firmie aż 119 mln zł straty). Ale nie ma wątpliwości, że sytuacja PP nie uległaby poprawie i trudno byłoby spółce zwiększyć poziom wynagrodzeń, gdyby nie wyraźna pomoc państwa. Rząd mocno odciąża firmę, która działa na szybko kurczącym się rynku listów, a nie jest w stanie stać się silnym konkurentem dla graczy na rynku paczek. Wystarczy wspomnieć o dofinansowaniu kwotą 190 mln zł ze Skarbu Państwa (na przyspieszenie cyfryzacji i modernizację sieci sorterów przesyłek), czy o noweli prawa pocztowego. Ta ostatnia jest szczególnie istotna, bowiem podpisane tydzień temu przez prezydenta przepisy dają spory oddech finansowy Poczcie. Zmienione regulacje zakładają, że straty spółki, związane z pełnieniem roli operatora wyznaczonego, który musi oferować określone usługi i utrzymywać sieć placówek, nawet jeśli te nie są rentowne, będą pokrywane przez budżet państwa. O skali tego problemu wiele mówi fakt, że świadczenie tzw. usług powszechnych wygenerowało w 2021 r. aż 192 mln zł straty netto. – Poczta nie może zamykać placówek czy likwidować usług, które przynoszą straty. Takie obowiązki nie dotykają konkurencji. Inne podmioty na rynku usług pocztowych mogą kierować się w działalności wyłącznie kalkulacjami biznesowymi i efektywnością kosztową – argumentują w biurze prasowym PP.

Z pewnością kondycję firmy poprawi zmiana cennika usług. PP od 1 października wprowadziła bowiem podwyżki cen sięgające do kilkunastu procent. „Rosnące koszty pracy i transportu, ogólnoświatowy wzrost cen su rowców wykorzystywanych przez spółkę oraz spadający wolumen przesyłek listowych, przy zachowaniu wysokiego tempa inwestycji w podnoszenie swojej konkurencyjności na rynku, stały się impulsem do modyfikacji cen przesyłek krajowych” – podają w PP.

Jak wskazuje operator, cena popularnych listów nierejestrowanych oraz poleconych w najczęściej wybieranych formatach S i M wzrośnie o 30 gr. Z kolei za popularne paczki pocztowe w gabarycie A zapłacimy o 1 zł więcej. „Warto podkreślić, że dla statystycznego Polaka, który wysyła coraz mniej listów, będzie to oznaczało dodatkowy wydatek rzędu kilku złotych w skali całego roku” – uspokaja PP.

W czwartek Poczta Polska poinformowała natomiast, że stanieją paczki o masie do 20 kg wysyłane do odbiorców w Ukrainie. Obniżki sięgną do nawet 75 proc. – Znaczne obniżenie ceny to kolejny gest wsparcia dla Ukraińców, którzy przebywają obecnie w Polsce, oraz ich rodzin i bliskich, którzy pozostali w Ukrainie – komentuje Igor Smelyansky, dyrektor generalny Ukrposhta.

Pogoń za paczkami

Poczta Polska musi ostro walczyć na rynku kurierskim – konkurencja jest olbrzymia, a klienci coraz częściej chcą odbierać przesyłki z automatów. Problem w tym, że pod względem liczebności sieci tego typu maszyn PP przegrywa z większością kluczowych rywali na rodzimym rynku. InPost ma 16,5 tys. takich urządzeń, DPD – prawie 1,2 tys., Allegro – 1 tys., zaś chiński AliExpress – ponad 500. W PP sieć rośnie powoli. Dane firmy LME pokazują, że państwowy operator ma ok. 240 takich maszyn. To niewiele więcej niż Orlen (200), z którym jeszcze do niedawna pocztowa spółka współpracowała na rynku KEP (kurier, ekspres, paczka), a teraz musi konkurować. Jeszcze kilka miesięcy temu zarząd PP zapowiadał, że do końca br. państwowy moloch będzie dysponował 2 tys. automatów. Czas jednak ucieka, a PP opóźnia plany – teraz cel ten ma być osiągnięty w I kwartale przyszłego roku. Tymczasem, jak wynika z najnowszych badań CBRE, automaty paczkowe to dziś najpopularniejszy sposób odbioru zamówień online w naszym kraju. Taką formę dostaw wybiera 65 proc. z nas (dla porównania z usług kuriera korzysta 27 proc. konsumentów). W Polsce działa w sumie 19,6 tys. maszyn tego typu.