Zaczynali w Zielonej Górze w burzliwych latach 90. od projektowania alarmów, konstruowania kas pancernych i zabezpieczania wojskowych magazynów broni oraz policyjnych obiektów. Dziś ambitny, zatrudniający 100 specjalistów Hertz Systems to cenny partner dla europejskich oraz amerykańskich technologicznych gigantów, który potrafi szukać w Kosmosie orbitalnych śmieci i dokować satelity.

Zygmunt Rafał Trzaskowski, założyciel firmy, zapewnia, że chroniony przed radioelektronicznym atakiem wojskowy GPS nie ma dla programistów Hertz Systems tajemnic. Nic dziwnego. Regularnie spotykali się i wymieniali doświadczenia ze specialistami US Army i Pentagonu w ośrodkach badawczych w Kalifornii. By współpracować z Amerykanami, musieli przejść ostrą selekcję i wielopoziomową weryfikację bezpieczeństwa.

Zapewne także dlatego przedstawiciele władz Ukrainy zwrócili się ostatnio do firmy z zapytaniem dotyczącym zaawansowanych systemów obronnych.

Czytaj więcej

PGZ zwiększa tempo. Będzie remontowym zapleczem Ukrainy

Satelitarne tajemnice

Założyciel spółki Hertz opowiada, jak firma zaliczała kolejne kręgi wtajemniczenia w dziedzinie nawigacji satelitarnej. Zaczęło się od projektowania i wprowadzania na rynek zwyczajnych, cywilnych zabezpieczeń drogich limuzyn pionierów polskiej przedsiębiorczości. Zamożnych Polaków po ustrojowej zmianie przybywało, a samochodowe gangi nie próżnowały.

– Szybko nauczyliśmy się fachu. Potrafiliśmy zaskakiwać nawet niemiecką policję informacjami, gdzie ukryte są świeżo ukradzione mercedesy – wspomina Trzaskowski.

W 2003 roku Hertz uzyskał pierwsze zamówienie MON na własnej produkcji przenośne terminale GPS pozwalające dozorować w systemie satelitarnym transporty wojskowego wyposażenia bojowej misji Sił Zbrojnych RP w Iraku.

– Nie tylko dostarczyliśmy kilkadziesiąt przenośnych urządzeń na transportowe platformy samochodowe, kolejowe i morskie, ale udoskonaliliśmy system na tyle, że zainteresowaliśmy naszymi rozwiązaniami Amerykanów. Nie kryli zaskoczenia poziomem zielonogórskich patentów – wspomina prezes Trzaskowski. To wówczas zapadła decyzja, by w spółce stworzyć dział badań i rozwoju z prawdziwego zdarzenia.

Dopiero po solidnej weryfikacji systemu w USA i wielomiesięcznych próbach, Hertz Systems mógł w polskim biurze powiesić na ścianach przyznane za Atlantykiem certyfikaty.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

– Byliśmy w kraju w dziedzinie nawigacji satelitarnej jedną z nielicznych firm dopuszczonych do najpilniej strzeżonych amerykańskich tajemnic – mówi Trzaskowski.

To wtedy prywatna zielonogórska firma awansowała w technologicznym świecie i stała się cenionym partnerem gigantów techniki i informatyki militarnej w Europie i USA.

W kolejnych latach urządzenia GPS w wersji militarnej, zabezpieczone specjalnym amerykańskim modułem kryptograficznym przed wrogim radioelektronicznym atakiem, trafiły na pokłady polskich transporterów Rosomak i dywizjonów artyleryjskich.

– W sumie do ponad 2 tys. bojowych pojazdów – mówi szef HS.

Zamówień wojskowych przybywało. Hertz Systems włączony został w projektowanie i zabezpieczanie infrastruktury nowych baz lotniczych przyjmujących pierwsze samoloty wielozadaniowe F-16.

Zielonogórskie urządzenia nawigacji satelitarnej są teraz elementem stacji radiolokacyjnych Liwiec i Soła, najnowszych artyleryjskich radarów krajowej produkcji.

– Moduły nawigacyjne i synchronizacji czasu są częścią systemu walki okrętów, niszczycieli min Kormoran II i trafiły do armii jako komponent zestawów artyleryjsko-rakietowych Langusta czy Pilica – wylicza Trzaskowski.

Równolegle rozwijano w zielonogórskiej spółce produkcję komputerów w standardzie tempest, zabezpieczonych przed emisją elektromagnetyczną i chronionych kryptograficznie. Dziś stanowią wyposażenie kancelarii tajnych w centrach reagowania kryzysowego, agencjach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, ośrodkach dowodzenia czy centrach zarządzania kryzysowego kraju.

Antydronowa broń

Teraz uwagę inżynierów Hertza skupia autorska broń antydronowa Hawk – to przenośny zestaw do zwalczania niepożądanych bezzałogowcców. To właśnie on miał wzbudzić zainteresowanie ukraińskich wojskowych.

System wykrywa wrogiego drona przed jego wtargnięciem do strefy chronionej, a potem śledzi go, przejmuje nad nim kontrolę i wreszcie ściąga na ziemię lub neutralizuje w powietrzu. Może występować zarówno w wersji stacjonarnej, mobilnej, jak i przenośnej, polowej. Jest wówczas lekki (3,5 kg), ma długi czas działania (do 60 minut) i spory zasięg skutecznego użycia (do 1,7 km). Całkowicie odcina komunikację drona – intruza z operatorem, dzięki czemu wymusza jego lądowanie lub odsyła go do miejsca startu.

Hawk może działać 24 h na dobę, w każdych warunkach pogodowych. Dzięki możliwości autokontroli system sam sprawdza, czy wszystkie układy urządzenia działają poprawnie.

Technologie zielonogórskich hawków chroni tajemnica. Wiadomo jedynie, że odpowiednie algorytmy pozwalają nie tylko zidentyfikować i precyzyjnie zlokalizować w przestrzeni niepożądanego bezzałogowca, ale także wizualizować na mapach cyfrowych pozycje wykrytych dronów oraz inne dane z radarów, systemów detekcji radiowej, sensorów i kamer.

– Dziś wiele firm pracuje nad skuteczną bronią antydronową, ale nie boimy się konkurencji. Tylko Hawk ma możliwość współpracy z systemem sojuszniczej identyfikacji IFF „swój obcy”, który odróżnia na niebie własne drony od wrogich – zachwala Trzaskowski.