To nie jest tak, że ceny żywności zaczęły rosnąć miesiąc czy dwa miesiące temu. Indeks światowych cen żywności wyznaczany przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) rośnie z małymi przerwami od kilkunastu miesięcy. Jest dziś bardzo blisko najwyższych poziomów w historii. Co się dzieje?

Rzeczywiście, po odnotowanym w czerwcu i lipcu spadku, indeks światowych cen żywności FAO powrócił w ostatnich miesiącach do trendu wzrostowego. Warto zwrócić uwagę, że drożeją wszystkie główne kategorie produktowe uwzględniane w indeksie, czyli mięso, zboże, produkty mleczne, olej roślinny i cukier. Do historycznego maksimum z lutego 2011 r. brakuje nam już tylko 5,8 proc. i w mojej ocenie, uwzględniając to co się obecnie dzieje na światowym rynku żywności, można oczekiwać, że indeks w kolejnych miesiącach przebije to maksimum.

Z czego to wynika?

Przyczyny wzrostu cen są różne w zależności od rodzaju produkcji rolnej. Zboża i olej roślinny drożeją ze względu na niskie na tle historycznym światowe zapasy zbóż i roślin oleistych. Wyższe ceny produktów mlecznych są efektem tego, że produkcja mleka wśród największych światowych eksporterów produktów mlecznych na świecie takich jak UE, Nowa Zelandia i USA nie nadąża za silnym wzrostem światowego popytu na nie, w szczególności ze strony Chin. Rosnące ceny cukru wynikają m.in. z obaw o wielkość jego produkcji w Brazylii, gdzie utrzymuje się deficyt opadów, a przymrozki uszkodziły plantacje trzciny cukrowej. W kierunku wzrostu cen cukru oddziałuje także większe wykorzystanie trzciny cukrowej do produkcji bioetanolu, czemu sprzyjają rosnące ceny ropy naftowej. Wyższe ceny mięsa są natomiast efektem wzrostu światowych cen wołowiny, głównie za sprawą jej niższej podaży ze strony Oceanii. Warto jednak zwrócić uwagę na jeden wspólny czynnik, który wkrótce stanie się źródłem wzrostu cen we wszystkich kategoriach. Chodzi tutaj o szalejące w ostatnich miesiącach światowe ceny nawozów. Ich bardzo wysokie na tle historycznym ceny wynikają przede wszystkim z rekordowych cen gazu ziemnego, który w przypadku nawozów azotowych odpowiada aż za 60-80 proc. kosztów ich wyprodukowania. Patrząc na obecne ceny nawozów można oczekiwać, że wielu rolników w kolejnych miesiącach będzie zmuszonych ciąć koszty i ograniczyć ich stosowanie.

To odbije się na zbiorach?

Tak. Mniej nawozów oznacza niższą wydajność produkcji roślinnej. W efekcie, nie mamy co liczyć na odbudowę światowych zapasów zbóż i roślin oleistych w przyszłym sezonie. Uwzględniając utrzymujący się od lat wzrost światowego popytu na zboża i rośliny oleiste niższa produkcja będzie oznaczać pogłębienie spadku ich zapasów, a w konsekwencji dalszy wzrost cen.

To trochę błędne koło.

To prawda. Ponadto warto pamiętać, że wzrost cen zbóż i roślin oleistych to również droższe pasze, a w konsekwencji wyższe koszty produkcji zwierzęcej. Czyli ze względu na obserwowany obecnie szok nawozowy w kolejnych kwartałach musimy być przygotowani na wzrost cen wszystkich podstawowych produktów żywnościowych: chleba, makaronu, oleju, mięsa, produktów mlecznych oraz jaj.

A na dodatek w rynek zwierzęcy uderzają choroby, przede wszystkim afrykański pomór świń (ASF) i ptasia grypa.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Rzeczywiście ptasia grypa bardzo silnie podbiła krajowe ceny drobiu w 2021 r. Z danych GUS wynika, że mięso drobiowe jest jedną z najsilniej drożejących kategorii żywnościowych. We wrześniu jego ceny były o 17,5 proc. wyższe niż przed rokiem, a i tak ten wzrost spowolnił, bo jeszcze w sierpniu było to prawie 25 proc. Natomiast z wpływem ASF bywa różnie. Pojawienie się ASF w Chinach w 2019 r. doprowadziło do znaczącego spadku pogłowia świń w tym kraju. W efekcie Chiny silnie zwiększyły swój import wieprzowiny, co doprowadziło do wyraźnego wzrostu jej światowych cen, również w Polsce. Niemniej Chiny już prawie odbudowały swoje pogłowie trzody chlewnej. W konsekwencji w ostatnich kwartałach znacząco ograniczyły zakupy wieprzowiny z importu, co obecnie oddziałuje w kierunku silnego spadku jej światowych cen. Sytuacja polskich producentów wieprzowiny jest szczególnie trudna ze względu na to, że sami mamy problem z ASF, a mięso z regionu dotkniętego tą chorobą trudniej sprzedać. W konsekwencji u nas spadek cen jest na ogół silniejszy niż w innych krajach UE, wolnych od ASF.

Do niedawna ekonomiści mówili, że to co dzieje się z cenami żywności na świecie nie przekłada się w sposób bezpośredni na to co dzieje się w naszym kraju, bo my mamy swoją specyfikę, zapotrzebowanie na niektóre produkty pokrywamy sobie sami. W efekcie mocne wzrosty cen nie przekładają się na ceny żywności na naszych półkach sklepowych. Okazuje się jednak, że nie jesteśmy zieloną wyspą. Ceny żywności zaczęły rosnąć, w ocenie niektórych, szokująco mocno. Media społecznościowe obiegły zdjęcia cen oleju rzepakowego, który niemal z dnia na dzień podrożał o blisko 100 proc.

Zależność pomiędzy indeksem FAO, a cenami detalicznymi żywności w Polsce jest słaba. Indeks mówi nam jak zmieniają się ceny surowców rolnych. Tymczasem na półkach w sklepie na ogół mamy żywność przetworzoną, której ceny charakteryzują się o wiele niższą zmiennością niż ceny surowców rolnych. Tym samym indeks FAO lubi „straszyć". Innymi słowy to, że rośnie on o kilkadziesiąt procent w ujęciu rocznym nie oznacza, że zaraz taki sam wzrost cen zobaczymy na sklepowych półkach. Ponadto indeks FAO nie uwzględnia kilku kategorii, które są istotne z punktu widzenia polskiego koszyka inflacyjnego i to takich kategorii, na które wpływ mają przede wszystkim czynniki lokalne. Myślę przede wszystkim o owocach i warzywach, które nie dość, że mają duży udział w koszyku żywnościowym, to charakteryzują się stosunkowo wysoką zmiennością cen i zależą przede wszystkim od lokalnych warunków pogodowych. Niemniej warto zauważyć, że część składowych indeksu FAO jest dość silnie skorelowana ze swoimi odpowiednikami w Polsce. Wysoka zależność widoczna jest szczególnie w przypadku cen zbóż oraz produktów mlecznych. Co więcej składowe te przejawiają również własności wyprzedzające względem cen w Polsce. Oznacza to, że ich zmiany prędzej czy później znajdują odzwierciedlenie w cenach na naszym rynku. Pozostałe składowe indeksu FAO są na ogół średnio lub słabo skorelowane ze swoimi odpowiednikami w Polsce, co jednak nie oznacza, że nie należy ich uważnie śledzić ponieważ ich współzmienność z cenami w Polsce zależy od natury szoku cenowego. Przykładowo rosyjskie embargo obniżyło ceny mięsa w Polsce w 2014 r., podczas gdy światowe ceny mięsa w tym samym czasie wzrosły. Z kolei wspomniane przeze mnie załamanie produkcji wieprzowiny w Chinach w 2019 r. doprowadziło do silnego wzrostu cen mięsa zarówno na świecie jak i w Polsce. Podobnie obserwowany obecnie wyraźny wzrost indeksu dla cen oleju roślinnego znajduje odzwierciedlenie we wspomnianym przez Pana Redaktora wzroście cen oleju rzepakowego w Polsce. Podsumowując, indeks FAO stanowi cenne źródło informacji na temat tego, co dzieje się na światowym rynku żywności, niemniej należy bardzo ostrożnie formułować na jego podstawie wnioski dotyczącego tego, co będzie się działo z cenami w Polsce.

Producenci żywności, tłumacząc ostatnie podwyżki jej cen wskazują nie tylko na nawozy, ale też na drożejące paliwa, koszty transportu, opakowań czy zatrudnienia. Czy to jest nieszczęśliwy zbieg okoliczności, że to wszystko zbiegło się w jednym czasie, czy też tak dzieje się zawsze, gdy żywność drożeje?

Moim zdaniem to nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Warto zwrócić uwagę, że znaczna część obserwowanego obecnie wzrostu cen na światowym rynku żywności jest efektem niesprzyjających warunków agrometeorologicznych w różnych regionach świata, istotnych z punktu widzenia światowej produkcji żywności. W tym roku mieliśmy m.in. późną i chłodną wiosnę w Europie, dotkliwą suszę w Kanadzie, niesprzyjające warunki pogodowe w Rosji, czy też anomalie pogodowe w Brazylii. Uwzględniając to, że światowy rynek żywności w przypadku wielu produktów działa jak system naczyń połączonych, wystarczy, że wystąpią anomalie wśród jednego z większych producentów by wstrząsnęło to cenami na drugim końcu świata. Jak spojrzymy na ostatnie lata to można zaobserwować, że warunki agrometeorologiczne zaczęły charakteryzować się bardzo dużą zmiennością. Jak nie susza w Nowej Zelandii, która kilka lat temu wywindowała ceny masła na świecie, to przymrozki w Brazylii, które podbijają ceny cukru. To efekt zmian klimatycznych, które w pierwszej kolejności uderzają właśnie w rolnictwo, w sposób szczególny uzależnione od warunków pogodowych. Do tego musimy dodać również szoki związane z chorobami zwierząt takie jak ASF czy ptasią grypę. Mówiąc o nieszczęśliwym zbieg okoliczności mam na myśli m.in. znaczące straty w krajowej produkcji drobiu ze względu na ptasią grypę, której szczyt zachorowań, ze względu na wyjątkowo chłodną wiosnę, utrzymywał się w tym roku o wiele dłużej niż w poprzednich latach. Można oczekiwać, że gdyby temperatury wiosną wzrosły szybciej, straty w produkcji drobiu nie byłyby tak znaczące, a ceny nie zwiększyłyby się tak silnie. Na to wszystko nałożyły się czynniki makroekonomiczne. Bariery podażowe nie ominęły przetwórstwa żywności, co widać m.in. w rosnących cenach opakowań. Do tego drożeją paliwa, gaz i energia elektryczna, co podbija koszty transportu i produkcji. Rośnie również presja płacowa. W tej sytuacji firmy produkujące żywność nie mają innego wyjścia i ratując swoją rentowość próbują przerzucać wyższe koszty produkcji na konsumentów.

Jak bardzo to co dzieje się z żywnością w Polsce dokłada się do inflacji?

Ceny żywności i napojów bezalkoholowych dołożyły 0,1 pkt proc. do zmiany inflacji pomiędzy sierpniem a wrześniem. Ceny ogółem rosną obecnie szybciej niż same ceny żywności i napojów bezalkoholowych, bo licząc rok do roku inflacja we wrześniu wyniosła 5,9 proc., a dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych 4,4 proc. Oczekujemy jednak, że w kolejnych miesiącach wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych przyspieszy i zbliży się na koniec 2021 r. do 6 proc. i staną się one jednym z głównych źródeł wzrostu inflacji.

Wiele osób mówi, że w ich odczuciu żywność drożeje mocniej, niż pokazują to wskaźniki. Z czego wynika to postrzeganie? To przejaw paniki, strachu przed drożyzną?

Po pierwsze wynika to z tego, że żywność kupujemy częściej niż inne produkty z koszyka inflacyjnego i na co dzień dostrzegamy te zmiany cen. Przykładowo, jeżeli kupujemy kilka razy w tygodniu ten sam chleb i kojarzymy, że kosztuje on mniej więcej 4 zł to szybko zorientujemy się gdy jego cena wzrośnie do 5 zł. Wynika to z tego, że dzięki częstym zakupom zapamiętaliśmy jego poprzednią cenę. Jak kupujemy coś rzadko, to czasem trudno nam przypomnieć sobie ile coś kiedyś kosztowało i porównać ceny, stąd mniej zauważamy te zmiany. Po drugie, ceny żywności charakteryzują się na ogół wysoką zmiennością. Kilkudziesięcioprocentowe wzrosty cen w przypadku niektórych kategorii żywnościowych to nic nadzwyczajnego. I jeżeli na to nałożymy dietę poszczególnych konsumentów, to osoba która przykładowo je często ziemniaki i drób jak najbardziej ma rację, że ceny kupowanych przez nią produktów rosną szybciej niż ceny żywności ogółem, bo ceny wspomnianych produktów były we wrześniu odpowiednio o ponad 23 proc. i 17 proc. wyższe w ujęciu rocznym, podczas gdy inflacja w kategorii żywność i napoje bezalkoholowe wyniosła 4,4 proc. Niemniej, w tym samym czasie mamy konsumenta, który nie je ziemniaków ani drobiu, natomiast ważnym elementem jego diety są ryby i produkty mleczne, których ceny rosną obecnie wolniej niż ceny żywności ogółem. GUS obliczając inflację analizuje uśredniony koszyk zakupowy wszystkich konsumentów. Takie podejście jest najbardziej miarodajne ale jednocześnie jest źródłem odczuwanych przez konsumentów rozbieżności.

Co nas czeka? Czy musimy się przyzwyczaić do wysokich cen żywności? A może jest szansa, że będziemy płacić mniej?

Szereg badań potwierdza, że ceny żywności na ogół szybko rosną i o wiele wolniej spadają. Wynika to z tego, że kiedy zwiększają się koszty produkcji żywności to jej producenci i dystrybutorzy chcą jak najszybciej przerzucić je na konsumentów. Natomiast kiedy koszty produkcji maleją, to niechętnie i powoli obniżają oni ceny, gdyż pozwala im to przejściowo zwiększyć swoje marże. Dobrym przykładem jest tutaj cena masła. Kilka lat temu mieliśmy do czynienia z silnym wzrostem jego ceny m.in. ze względu na suszę w Nowej Zelandii, która odpowiada za ok. 50 proc. jego światowego eksportu. W efekcie cena kostki masła wzrosła z niecałych 4 zł do ponad 7 zł. Mimo, że szok na rynku masła minął to ceny już nie wróciły do początkowego poziomu. Dlatego jest wysokie prawdopodobieństwo, że wysokie ceny niektórych produktów żywnościowych zostaną już z nami na dłużej.

Czyli nie pan dobrych wieści dla konsumentów?

Na przyszły rok na pewno nie. Podtrzymujemy naszą prognozę, że w 2022 r. żywność będzie drożała jeszcze silniej niż w 2021 r. W dużej części ze względu na wspomniany wzrost cen nawozów, który najprawdopodobniej rozleje się po wszystkich głównych kategoriach produktowych, zaczynając od pieczywa, przez mięso, mleko, olej, owoce, warzywa, ryby, cukier... Jedyną kategorią, gdzie ceny w 2022 r. wzrosną wolniej niż w 2021 r., będą napoje bezalkoholowe, które za sprawą podatku cukrowego mocno zdrożały już w tym roku i w rezultacie będziemy mieć w przyszłym roku do czynienia z efektem wysokiej bazy w przypadku tych produktów. W konsekwencji prognozujemy, że dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych w 2022 r. zwiększy się do 4,4 proc. wobec 2,8 proc. w 2021 r. Głównym czynnikiem ryzyka dla naszego scenariusza cen żywności są warunki agrometeorologiczne wśród głównych światowych producentów i eksporterów żywności, a także ceny gazu i ropy naftowej.

Jakub Olipra jest doktorem ekonomii, absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie od 2019 r. pracuje jako asystent w Katedrze Ekonomii Stosowanej. W banku Credit Agricole od 2015 r., gdzie jako starszy ekonomista odpowiada za analizy makroekonomiczne oraz analizy dotyczące sektora rolno-spożywczego.