– Sytuacja polskiego eksportu to odwzorowanie pogłębiającej się recesji u naszych głównych partnerów handlowych. Przed tym nie ma ucieczki, bo jeżeli popyt zewnętrzny spada, to takie efekty muszą się ujawnić – mówi ”Rz” Józef Sobota, dyrektor Departamentu Statystyki w Narodowym Banku Polskim.
NBP podał wczoraj, że eksport w grudniu 2008 r. spadł w ujęciu rocznym o 16,4 proc., a import o 13,5 proc. Ekonomiści oczekiwali, że eksport będzie słabszy niż w grudniu 2007 roku, ale o najwyżej 10 proc. licząc w euro. W ujęciu złotowym ta dynamika wyniosła minus 7,3 proc.
W całym 2008 r. wartość eksportu wyniosła 118,7 mld euro wobec 105,9 mld euro w 2007 r., a importu odpowiednio 134,9 mld euro wobec 118,2 mld euro.Nasz główny partner handlowy, czyli strefa euro, ma ogromne problemy gospodarcze. Wczoraj unijny urząd statystyczny Eurostat podał, że produkcja przemysłowa w eurolandzie spadła w grudniu o 12 proc., najwięcej w historii. Ekonomiści oczekiwali, że spadek wyniesie niecałe 10 proc. Dziś z kolei zostanie opublikowany pierwszy szacunek dotyczący dynamiki PKB strefy euro w czwartym kwartale 2008 r. – ekonomiści oczekują spadku o 1,3 proc. w stosunku do trzeciego kwartału.
Hamujące zachodnie gospodarki ciągną w dół polskie firmy żyjące ze sprzedaży na tamtejsze rynki. – Niższy popyt na samochody za granicą przekłada się na gorszy eksport komponentów motoryzacyjnych produkowanych w Polsce. To samo widać w przypadku spadku popytu na dobra gospodarstw domowych, szczególnie w przypadku Niemiec i Wielkiej Brytanii – dodaje Sobota.
Kłopoty eksportu, stanowiącego ok. 40 proc. polskiego PKB, oznaczają problemy dla całej gospodarki. – Eksporterzy będą mniej skłonni do inwestowania i zatrudniania, co już widzimy w danych o rosnącym bezrobociu – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.Kłopoty ze znalezieniem zbytu na swoje towary mają wszystkie kraje regionu. Na Węgrzech eksport w grudniu spadł o ponad 17 proc., w Czechach o ponad 13 proc., na Słowacji o ponad 18 proc.