Reklama
Rozwiń
Reklama

Nowa wojna o eksport

Rosja chce obostrzeń w handlu żywnością z Unią Europejską. Polscy eksporterzy muszą ponieść dodatkowe koszty, by nie dopuścić do rosyjskiego embarga

Publikacja: 09.04.2009 04:14

Najwięcej na rynek rosyjski wysyłamy produktów roślinnych. Do eksportu nabiału i mięsa uprawnione są

Najwięcej na rynek rosyjski wysyłamy produktów roślinnych. Do eksportu nabiału i mięsa uprawnione są nieliczne zakłady.

Foto: Rzeczpospolita

Rosyjski nadzór wykrył, że unijni eksporterzy wysyłają na tamtejszy rynek owoce i warzywa, które nie zostały zbadane przez laboratoria. Znaczna część towarów miała też przekroczone normy pestycydów, azotanów i azotynów. Polsce nadzór zarzucił wprost naruszenie podpisanego dwa lata temu memorandum poprzez brak monitoringu bezpieczeństwa produktów roślinnych przeznaczonych do konsumpcji. Rosjanie ostrzegli, że kolejnym krokiem będzie wprowadzenie embarga, a także cofnięcie akredytacji dla tych laboratoriów, które wydały certyfikaty skażonym towarom.

Polskie władze już zareagowały na ostrzeżenia z za wschodniej granicy. – Zobowiązaliśmy się do zorganizowania spotkania z instytucjami zajmującymi się kontrolą bezpieczeństwa żywności, eksporterami i producentami. Chcemy  wypracowania rozwiązań, które umożliwią spełnienie wymagań Rosji – zapewnia Artur Łączyński z Głównego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

[srodtytul]Polskie przywileje[/srodtytul]

Mimo to eksporterzy obawiają się, że i tak dojdzie do obostrzeń w handlu z Rosją. Polska jest bowiem w uprzywilejowanej sytuacji. Teraz krajowi przedsiębiorcy, którzy wysyłają produkty roślinne na rosyjski rynek, pokazują tylko oświadczenie o pozostałości pestycydów, herbicydów i metali ciężkich. Eksporterzy z innych krajów UE muszą przedstawiać wyniki badań w laboratoriach.

– Ale w najbliższych miesiącach Rosjanie prawdopodobnie przestaną honorować nasze oświadczenia i nałożą wymóg badań na obecność herbicydów i pestycydów w każdej partii towaru. To będzie jak nieformalne embargo – uważa Krzysztof Bączek, prezes Business Agriculture Consulting.

Reklama
Reklama

Wskazuje, że polskie laboratoria nie mają zgody rosyjskich władz na badanie produktów roślinnych trafiających na rosyjski rynek. Ponadto nawet gdyby dostały taką zgodę, nie są w stanie zbadać wszystkich wysyłek towarów, zwłaszcza że prowadzone przez nie badania trwają nawet trzy doby.

[srodtytul]Dodatkowe koszty[/srodtytul]

Inspekcja weterynaryjna mówi wprost o dodatkowych kosztach, jakie poniosą firmy. Jedne badanie partii towaru kosztuje kilkadziesiąt euro. – Zakłady zapłacą za dodatkowe badania chemiczne – wyjaśnia Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii.

Rocznie wysyłamy do Rosji ponad 40 tys. transportów produktów roślinnych: owoców, warzyw i przetworów z nich, a także kwiatów. – Nasze laboratoria są w stanie zbadać tylko jedną trzecią tego towaru – dodaje Krzysztof Bączek.

Polscy inspektorzy chcą, by przedsiębiorcy sami prowadzili monitoring pestycydów, azotanów i azotynów w żywności.

– Pracujemy nad popularyzacją kontroli wewnętrznej w firmach, procedura ta będzie jednak dla eksporterów dobrowolna – zapewnia Artur Łączyński.

Reklama
Reklama

Jednak zdaniem Krzysztofa Jażdżewskiego to nie Polska ma największe problemy, tylko stare państwa UE. Zakaz eksportu jabłek i gruszek grozi przede wszystkim Holandii, choć zastrzeżenia Rosjanie wysunęli także do Portugalii, Włoch, Francji, Litwy, Bułgarii i Słowacji.

Komisja Europejska rozpoczęła w ubiegłym tygodniu negocjacje z Rosją, próbując ją namówić do złagodzenia stanowiska w kwestii norm dla pozostałości pestycydów. Efektem rozmów ma być wprowadzenie jednakowych przepisów w handlu żywnością z Rosją dla wszystkich państw UE.

Od początku tego roku obowiązują na unijnym rynku nowe normy dla pozostałości pestycydów w owocach i warzywach. KE opublikowała też nową listę około 200 substancji dopuszczonych do stosowania w rolnictwie. Zgodnie z zaostrzonymi normami jedynie jedna czwarta stosowanych niegdyś w rolnictwie środków chemicznych otrzymała nowe certyfikaty. Przegląd wszystkich substancji, rozpoczęty w 1995 r., ma się zakończyć w przyszłym roku. – Wycofanie starych środków chemicznych na pewno pomoże w zwiększeniu bezpieczeństwa żywności. Ale w stosunkach z Rosją najważniejsze jest ustalenie wspólnych norm najwyższych dopuszczalnych pozostałości substancji – mówi Michał Fogg, dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin.

[ramka]486 mln euro

wynosiła w ubiegłym roku wartość polskiego eksportu żywności i zwierząt do Rosji[/ramka]

Biznes
Afera w koncernie Kałasznikow. Rosyjskie automaty z chińskimi częściami
Biznes
Piece gasną w hutach Rosji. Tysiące hutników traci pracę
Biznes
Projektantka Hello Kitty ustępuje ze stanowiska po 46 latach
Biznes
Szef Asseco zaskakuje. Rezygnuje z kilkuset milionów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama