„Wprowadzono do eksploatacji system nieprzygotowany w pełni do wykonywania funkcji poboru opłat drogowych. Jego testowanie miało miejsce dopiero w trakcie eksploatacji, czego konsekwencje ponosili użytkownicy dróg krajowych" - wytyka raport NIK.

E-myto, czyli elektroniczny system poboru opłat od ciężarówek na płatnych odcinkach dróg wprowadzono od 1 lipca 2011 r. w miejsce starych winiet. Kosztował 5 mld zł, a objął samochody o masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony.

Od początku system ostro krytykowali kierowcy zarzucając mu błędne odczyty i wielokrotne naliczenia opłat za ten sam przejazd. Raport NIK potwierdza, że kierowcy mieli rację mówiąc o wlepianiu im nieuzasadnionych gigantycznych kar, i wskazuje wręcz lawinę błędów.

Najważniejszy wniosek NIK: kierowców karano niezgodnie z przepisami, bo wielokrotnie nakładano na nich niesłuszne kary pieniężne. Dlaczego niesłuszne? Bo wysokość kar za przejazd bez opłaty po tej samej drodze była uzależniona od liczby bramek, przez które przejechał samochód.

- Prowadziło to do niedozwolonej kumulacji kar za nieuiszczenie opłaty za jednorazowy przejazd tą samą drogą krajową - mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Dochodziło do wymierzania absurdalnie wysokich kar. - Najwyższe sięgały od około 60 tys. zł do ponad 90 tys. zł – mówi jeden z kontrolerów.

„Rz" m.in. ujawniła, że Inspekcja Transportu Drogowego ukarała kierowcę katowickiej firmy kwotą... 99 tys. zł, bo odkryła 33 nieopłacone bramki i za każdą z nich dała mu mandat.

Takie działanie było – zdaniem Izby - sprzeczne z ustawą o drogach publicznych, która ustala kary za przejazd bez opłaty, ale nie uzależnia ich wysokości od liczby bramek.

Zgodnie z przepisami kara za niezapłacenie e-myta wynosi 3 tys. zł, a za niepełną opłatę – 1,5 tys. zł.

Skutki nieprawidłowości – jak ocenia NIK - mogą obciążyć Krajowy Fundusz Drogowy ponieważ kary zasilające ten fundusz, w wielu przypadkach nakładane były na kierowców w sposób nieuprawniony.  W okresie objętym kontrolą (lata 2009-2012) łączne wpływy KFD z kar za nieuiszczenie opłaty elektronicznej wyniosły – 16 mln 406 tys. zł.

Z raportu wynika, że zaniedbań było więcej: ok. 100 bramek na drogach krajowych woj. śląskiego i małopolskiego oraz na odcinku autostrady A2 wykonano z materiałów nie spełniających norm (pęknięte zgrzewane szwy metalowych kształtowników) i dopuszczonych do użytku na podstawie sfałszowanych świadectw odbioru. „Stwarza to ryzyko dla życia, zdrowia i mienia uczestników ruchu drogowego" - zaznacza raport.

Kolejny poważny mankament: sieć via Toll tworząca układ pomiarowy nie była i dotąd nie jest objęta kontrolą metrologiczną. To nie zapewnia weryfikacji rzetelności elektronicznego poboru opłaty całego układu pomiarowego, a więc i rzetelności w naliczaniu opłat i nakładaniu kar. I to. mimo założeń, że via Toll ma do 2018 r. wygenerować z opłat przychody w wysokości 12 mld zł – podkreśla Izba.