Do Thomasa Mirowa, obecnego prezesa EBOR, byłego wiceministra finansów Niemiec i byłego premiera RP, Jana Krzysztofa Bieleckiego dołączyli Francuz Philippe de Fontaine Vive Curtaz — obecnie wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Serb- ekonomista Bozidar Djelic i Brytyjczyk- urzędnik w ministerstwie sprawiedliwości - Suma Chakrabati.
To najdziwniejsza kandydatura,bo nie dosyć,że spoza branży,to jeszcze Brytyjczyk. Kiedy EBOR powstał w 1991 roku ustalono,że skoro bank ma siedzibę w Londynie, to jego prezesem nie może być obywatel Wielkiej Brytanii.
W tej sytuacji największe szanse mają jednak obecnie urzędujący szef tej instytucji — Niemiec Thomas Mirow i Polak — były premier Polski — Jan Krzysztof Bielecki.
Tylko oni dwaj naprawdę znają tę instytucję. Mirow - prezes od 4 lat ,ma na swoim koncie znaczące osiągnięcia.Wśród nich najważniejsze — powstrzymanie kryzysu bankowego w Europie Środkowej, jest pomysłodawcą tzw Inicjatywy Wiedeńskiej I i II. Przy tym mimo aktywności banku i rekordowych inwestycji nie ucierpiały finanse EBOR. W ubiegłym roku wartość inwestycji EBOR wyniosła 1,9 mld euro. W 2010 — 1,1 mld. . Zysk netto za I kwartał 2012 wyniósł 637 mln euro — to najwięcej w historii tej instytucji. Rok temu było to 330 mln euro.
Jan Krzysztof Bielecki uczestniczył w zakładaniu EBOR, pracował w tym banku (1993-2003), a do tego jest człowiekiem doskonale znającym problemy transformacji ustrojowej i to z autopsji. Dodatkowo Polska jest krajem, który przoduje w wykorzystaniu środków banku, nie mówiąc o tym, że teraz właśnie EBOR rozszerza swoją działalność na kraje Afryki Północnej, a transformacja w krajach arabskich jest coraz częściej porównywana do tego przez co przeszła Polska. Nowe władze Tunezji już zwróciły się do Warszawy o pomoc doradczą.
Nie jest jednak wykluczone, że Francuzi rozpoczną ofensywę dyplomatyczną, bo będą chcieli „odzyskać" kierowanie bankiem. To Paryż był najbardziej skuteczny w zapewnianiu swoim przedstawicielom stanowiska szefa EBOR. Z sześciu dotychczasowych prezesów w 21-letniej historii banku, czterej byli Francuzami, dwaj- to Niemcy. Tyle, że Berlinowi udało się odsunąć wpływy Paryża cztery lata temu wybrano właśnie Mirowa. Wtedy jednak Paryż zgodził się na nie-Francuza w EBOR, bo chciał się odwdzięczyć za niemieckie wsparcie dla Dominique Strauss-Kahna ,którego upatrzył sobie na stanowisko dyrektora generalnego Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
— Stanowisko szefa EBOR jest nadal bardzo ważne i w dzisiejszej sytuacji w gospodarce światowej nie powinno podejmować się ryzyka. I dlatego z racjonalnego punktu widzenia trzeba przyznać — Mirowowi nie można zarzucić żadnego fałszywego kroku- — uważa ekonomista IHS Global Insight, Ralf Weigert. Przewiduje on jednak, że ten wybór nie będzie łatwy, bo Francuzi z pewnością szybko się nie poddadzą.
Danuta Walewska