O żadnej dyskryminacji nie ma jednak mowy – narzucone przez Fed limity już obowiązują w przypadku amerykańskich instytucji finansowych.

Decyzję o wyrównaniu poziomu rezerw dla podmiotów krajowych i zagranicznych rada nadzorcza Rezerwy Federalnej podjęła jednogłośnie (5-0), podczas pierwszego posiedzenia, w którym przewodniczyła nowa prezes Fed Janet Yellen.

- Nasza decyzja pozwoli zminimalizować słabości systemu – oświadczyła nowa szefowa Fed.

Zagraniczne banki od dwóch lat lobbowały przeciwko zmianie przepisów, argumentując, że oznaczać one będą wzrost kosztów działalności, który trzeba będzie przenieść na klientów instytucji finansowych. Banki posiadające swoje centrale poza USA udzielają około 25 proc. wszystkich pożyczek komercyjnych w Stanach Zjednoczonych.

- W dalszym ciągu nie zgadzamy się z powodów fundamentalnych z Fedem – oświadczyła Sally Miller, szefowa Institute of International Bankers, organizacji lobbingowej, reprezentującej interesy zagranicznych instytucji finansowych w USA.

Nie wszystkie decyzje Fed oznaczają jednak dokręcenie śruby. Bank centralny podniósł próg aktywów dla banków objętych nowymi regulacjami z pierwotnie proponowanych 10 mld dol. do 50 mld dol. W praktyce oznacza to, że zagraniczne instytucje finansowe z kapitałem wyższym od 50 mld dol. będą musiały założyć w USA bank filialny, który będzie podlegał wszystkim amerykańskim regulacjom.  Fed wyznaczył też stosunkowo długi okres dostosowawczy – do 1 lipca 2016 roku. Pierwotnie miał być on o cały rok krótszy. Rezerwa Federalna zrezygnowała również z innych dodatkowych wymogów rezerw kapitałowych powiązanych ze stopniem ryzyka inwestycyjnego, co the Institute of International Bankers przyjął z zadowoleniem.

Na Wall Street zmiany przyjęto bez większych emocji. Analitycy od dłuższego czasu spodziewali się przyjęcia podobnych regulacji. To jedna z konsekwencji przyjętej w 2010 roku ustawy Dodda-Franka, której celem jest zapobieganie powtórkom z kryzysów finansowych.