fbTrack

Społeczeństwo

Katastrofa? Oni ustalą, kto zginął

Prace na „Łączce” to wyjątkowo trudna próba zidentyfikowania ofiar
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Polska dorobiła się wreszcie zespołu identyfikującego ofiary katastrof masowych
W większości krajów europejskich zespoły DVI (ang. Disaster Victims Identification, czyli – zespół ds. identyfikacji ofiar katastrof masowych) funkcjonują od lat i w razie tragicznych wydarzeń natychmiast wkraczają do akcji. Pracuje w nich zawodowa elita genetyków, biologów, lekarzy sądowych, specjalistów od badań kryminalistycznych.
Polska do tej pory takiego zespołu nie miała. Sytuację zmieniły trwające od miesięcy prace Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów.

Trudna „Łączka”

– Z punktu widzenia badań genetycznych nie ma znaczenia, czy zdarzenie, które sprawdzamy, było wypadkiem na drodze, w którym zginęło wiele osób, katastrofą kolejową lub lotniczą czy też jest to ekshumacja ciał sprzed wielu lat – mówi dr Andrzej Ossowski z PBGOT.

Jej prace związane są z ekshumacjami prowadzonymi na warszawskim cmentarzu na Powązkach w tzw. kwaterze „Łączka”, która w czasach stalinowskich była cmentarnym śmietnikiem. Wrzucano tam do dołów ciała zamordowanych przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego. Przez ponad pół wieku nie podjęto prób odnalezienia ciał i uczczenia pamięci bohaterów. Ekshumacje zaczęły się w zeszłym roku, nadzorują je IPN oraz Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, a nad identyfikacją szczątków czuwa Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie z dr. Ossowskim na czele oraz naukowcy z kilku ośrodków w Polsce. Do tej pory ekshumowano 111 ciał (szkieletów), wśród których zidentyfikowano siedem postaci państwa podziemnego. To sukces, którym polscy naukowcy mogą się szczycić na międzynarodowej arenie. Ich prace pod względem trudności porównać można jedynie z tymi po wojnie na Bałkanach w latach 90. – Tamtejsze były łatwiejsze, bo ekshumacje rozpoczęto parę lat po egzekucjach, żyło wielu krewnych, a szczątki ciał były w znacznie lepszym stanie – mówi Ossowski. – Inne projekty z zastosowaniem metod genetycznych nigdy nie były prowadzone na podobną skalę.

Porządkowanie chaosu

W pracach PBGOT dr Ossowski ze swoimi ludźmi stosuje procedury, jakie obowiązują w zespołach DVI. Polscy specjaliści tworzą też internetową platformę – bazę danych, która pomaga w identyfikacji ofiar. Ta sama baza może być wykorzystywana także w przypadku współczesnych katastrof.
– W Polsce mieliśmy już kilka wielkich katastrof i nikt nie chce testować swoich umiejętności zawodowych w takich właśnie okolicznościach. Nie można jednak dopuszczać do sytuacji, gdy dopiero w chwili nieszczęścia tworzy się zespół potrzebny do podjęcia prac – mówi dr Tomasz Kupiec z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, który pracuje w zespole PBGOT. To dzięki jego wiedzy możliwe jest np. rozpoznawanie koloru włosów czy koloru oczu ofiar, które zostały zabite 60 lat temu. Jeszcze do niedawna byłoby to niemożliwe. On również jest zdania, że doświadczenie, które zdobywają specjaliści pracujący w zespole PBGOT w czasie identyfikacji ofiar stalinizmu, pozwala sądzić, że w Polsce powstał zespół DVI, który umiejętnościami nie ustępuje tym z innych krajów. – Najmniej skuteczne są doraźne działania. Na miejscu katastrofy zawsze na początku jest chaos, choćby z tego powodu, że katastrofy często mają miejsce w trudnych, słabo dostępnych terenach – zauważa dr Kupiec. – Dopiero wkroczenie ekipy specjalistów, w tym przede wszystkim ekip ratunkowych, powoduje porządkowanie zdarzeń. Inne służby zabezpieczają teren i gromadzą dowody, które będą wyjaśniać przyczyny zdarzenia – dodaje.

Ratuje kto inny

Ale zadania tych ekip są inne niż zadania zespołów DVI. – Nie ratujemy ludzi, ale ich identyfikujemy po śmierci – komentuje dr Andrzej Ossowski. Ratowaniem i opanowywaniem sytuacji zajmują się w Polsce powiatowe i wojewódzkie centra zarządzania kryzysowego, funkcjonuje też Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które np. w razie powodzi pełni również funkcję Krajowego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Na jego czele stoi premier. Najważniejszym celem centrów kryzysowych na każdym poziomie zarządzania jest zapobieganie nieszczęściom oraz przygotowywanie planów reagowania na wypadek tragicznego, masowego zdarzenia: organizowanie akcji ratowniczej, zabezpieczanie terenu, a potem usuwanie skutków wypadku. Gdy zespoły ratownicze kończą pracę, wówczas wkraczają specjaliści od identyfikacji.
– Nasza rola w procesach identyfikacyjnych polega na przeprowadzaniu wstępnych oględzin ciał na miejscu katastrofy. W przypadku badań historycznych, takich jak te nadzorowane przez IPN na „Łączce”, wystarczy mniejszy zespół lekarzy sądowych i antropologów, bo główną rolę w identyfikacji odgrywają genetycy i biolodzy – zauważa Łukasz Szleszkowski z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu, który także uczestniczy w zespole PBGOT. Jego zdaniem najważniejsze jest przygotowanie procedur i dobór ludzi z doświadczeniem, którzy będą mogli reagować, gdy pojawi się taka potrzeba. Oprócz doświadczeń związanych z „Łączką” specjaliści tworzący polski zespół DVI mają za sobą m.in. prace przy wypadku wojskowego samolotu CASA, pożaru domu w Kamieniu Pomorskim, w którym zginęły 23 osoby, a także udział w identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej.
Zespół DVI tworzy się mimo braku finansowych zachęt ze strony państwa. Nawet na identyfikowanie ofiar komunizmu wiecznie brakuje pieniędzy. Państwo wyręczają tu częściowo sponsorzy. Jak pisała ostatnio „Rz”, 200 tys. zł na badania genetyczne przekaże Bank Zachodni WBK. W zespole PBGOT wszyscy specjaliści pracują jako wolontariusze.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL