fbTrack

Wywiady i rozmowy

Jestem wyjęty spod prawa

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Za Piotrem Glińskim nie przepada chyba Duch Święty, który natchnął Benedykta do abdykacji i ukradł show kandydatowi PiS na premiera – mówi Elizie Olczyk europoseł Solidarnej Polski.
Dużo się o panu mówi. W Europie chcą panu odebrać immunitet, w Polsce jest pan oskarżany o próbę cenzurowania mediów, bo wstrzymał pan publikację o swoim rzekomym romansie. Może pan o sobie powiedzieć: „kłopoty to moja specjalność”.

Ciekawe, że wszystkie te kłopoty spadają jak grom z jasnego nieba w momencie, gdy Solidarna Polska stabilizuje swoje poparcie powyżej progu wyborczego. Zamiast wysłać mi mandat w wysokości 200 zł, a jest to górna granica tego wykroczenia – bo ja przecież płacę mandaty – prokuratura zastosowała wobec mnie taką procedurę, jakbym był sprawcą nadużyć finansowych zagrożonych karą do 10 lat więzienia. Zawiadamiać pół Europy, że Jacek Kurski wbrew zakazowi skręcił w ulicę Bocianią w Elblągu, to chyba przesada. Jeśli chodzi o zakaz publikacji, to ja mam grubą skórę i jestem odporny na tego rodzaju ataki, ale moja rodzina, dzieci i dyrektor mojego biura, którzy w mediach bronić się nie mogą, odporni nie są. I to te osoby, a nie siebie starałem się ochronić, stosując zakaz sądowy publikacji godzącej w prawo do prywatności.

Osiągnął pan efekt odwrotny do zamierzonego, bo cała Polska nie tylko dowiedziała się o sprawie, ale na dodatek o tym, że próbuje pan nałożyć mediom kaganiec cenzury.

Bo niektóre media postanowiły z premedytacją złamać zakaz publikacji. A w Polsce jest to jedyny sposób na uniknięcie szkalowania, bo w sądach sprawy o zniesławienie toczą się latami. Zakazy sądowe wobec Amwaya czy innych polityków były przestrzegane, a wobec Jacka Kurskiego nie. Bo Jacek Kurski jest wyjęty spod prawa.

Musiał się pan spodziewać, że tygodnik „NIE” wykorzysta to przeciwko panu.

Takie podejście jest popieraniem anarchii prawnej. Wyroków sądu należy przestrzegać. A Tygodnikowi „NIE” zależało wyłącznie na przyklejeniu do mnie skojarzenia Kurski-romans. To obrzydliwe. Pozwałem już „NIE” i „Fakt”.

Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że prowokuje pan ludzi. Niedawno mówił pan, że teza o zamachu w Smoleńsku jest korzystna dla Rosjan. Czy to oznacza, że tak jak Janusz Palikot uważa pan Jarosława Kaczyńskiego za „ruskiego agenta”?

W żadnym wypadku. Ale lansowanie dogmatu o zamachu bez stuprocentowych dowodów jest szkodliwe dla Polski. Zdejmuje z Rosjan odpowiedzialność za cały ten sowiecki bardak i błędy w naprowadzaniu. Bo jeżeli była bomba, to prawdopodobnie podłożona przez wrogów Kaczyńskiego z Polski, więc Rosjanie są niewinni. Po drugie w interesie Rosjan jest podpuszczanie Polaków, aby wierzyli w tezę o zamachu, bo wtedy po całej dawnej radzieckiej strefie wpływów idzie historiozoficzny hyr, że kto podskoczy Rosji, Putinowi, ten skończy jak prezydent Kaczyński. Rosjanie mogą podsycać tezę o zamachu, po to, żeby na koniec zaatakować twardym dowodem, że zamachu nie było, i dodatkowo nas skompromitować.

PiS powinno dać sobie spokój z badaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej?

Sprawa musi być badana, ale jestem pewien, że zostanie wyjaśniona dopiero po wyborczym zwycięstwie prawicy, kiedy polski rząd skorzysta z pomocy międzynarodowej. Amerykanie infiltrują ten region świata elektronicznie i satelitarnie. I na pewno mają wiedzę o tym, co się wydarzyło, ale nie ujawnią nic rządowi, który tego nie chce.

Skoro czeka pan na zwycięstwo wyborcze prawicy, to może na początek Solidarna Polska poprze prof. Piotr Glińskiego na premiera?

Najpierw musimy się z nim spotkać. Jego dotychczasowe dossier nie napawa optymizmem. Należał do Unii Wolności, partii szkodliwej i słusznie upadłej, odpowiedzialnej za transformację liberalnego postkomunizmu, co wydaje się marną antytezą PO. Sprzeciwiał się budowie autostrad w Polsce, co jest wątpliwym wkładem w nasz rozwój cywilizacyjny. I wreszcie ta jego deklaracja, że gdyby był posłem, to zagłosowałby za kandydaturą Anny Grodzkiej na wicemarszałka. To wpisywanie się w nachalny nurt poprawności politycznej. Jak na kandydata konserwatywnej prawicy, to mało zachęcające. Ale nie przekreślamy go, jesteśmy ciekawi, co powie.

Do Unii Wolności Gliński należał z 15 lat temu. Pan też wtedy należał do innej partii.

Do Ruchu Odbudowy Polski. To jest jednak prawica. Zresztą pomysł z rządem technicznym został wysadzony wraz z trotylem, w ubiegłym roku. Teraz to jest paroksyzm, który musi się dokonać. Sam prezes Kaczyński wygląda na znużonego tym seansem i chce się od niego jak najszybciej uwolnić. Za Glińskim nie przepada też chyba Duch Święty, który natchnął Benedykta do abdykacji i ukradł kandydatowi PiS show.

Przy okazji głosowania nad kandydaturą Glińskiego odbędzie się debata na temat wszystkich grzechów rządu Tuska. Nie opłaci się to dla opozycji?

Będzie to jakiś przegląd błędów rządu. Ale wszyscy czują fałsz tej sytuacji. Po pierwsze do odwołania rządu brakuje ok. 100 głosów, a to jest stanowczo za dużo. Po drugie Gliński został wymyślony dlatego, że Kaczyński nie może wskazać na ważną funkcję żadnego polityka z PiS. Bo myśli, że wtedy namaściłby go na swojego następcę. A przecież wiadomo, że żadnego następcy nie będzie, bo Kaczyński jest albo wiecznym, albo w najgorszym wypadku dożywotnim prezesem PiS.

Raz już Kaczyński ustąpił miejsca Marcinkiewiczowi. Dlaczego dzisiaj nie miałby tego powtórzyć?

Wtedy to była realna polityka. Wystawiliśmy Marcinkiewicza na premiera, żeby wybory prezydenckie wygrał Lech Kaczyński. A tu jedynym powodem jest obawa przed wykreowaniem jakiegokolwiek następcy. Tamto było podnoszeniem stawki do góry, jeżeli chodzi o interes całej prawicy, tutaj jest licytacja stawki w dół.

Mimo słabości Glińskiego PiS ma się nieźle, a wasza kondycja jest słabiutka. Pana dawny przyjaciel polityczny Roman Giertych twierdzi, że do końca roku Klub Sejmowy SP się rozpadnie, Ziobro wróci do PiS, a pan zostanie na lodzie.

Roman Giertych w ciągu ostatnich dwóch lat postawił wiele twardych prognoz politycznych. Żadna się nie sprawdziła. Nasza kondycja jest niezła. Ostatnie sondaże dają nam 5–6 proc. Naszym problemem jest to, że rozpoczynaliśmy działalność w martwym okresie bez wyborów, kiedy ludzie mniej interesują się polityką. W rezultacie mylą nas z PiS. Nieraz się z tym spotykałem: panie Cymański, kochamy pana najbardziej ze wszystkich w PiS, proszę pozdrowić prezesa. Ale przy urnie wyborczej się zorientują, że w PiS nas nie ma i część z nich zagłosuje na Solidarną Polskę. W kampanii europejskiej okrzepniemy i mogę się założyć, że osiągniemy dwucyfrowy wynik. No bo kogo atrakcyjnego wystawi PiS w wyborach do europarlamentu?

Logo PiS i charyzma prezesa wystarczą.

Pewnie, ale Kaczyński sam siebie nie wystawi. W starciu Ryszarda Legutki z Ziobrą czy Anny Fotygi ze mną nie jesteśmy bez szans.

Między bez szans a 10 proc. jest duża różnica.

Skoro już teraz w sondach przekraczamy 5 proc., to po kampanii będziemy mieli więcej. A jeżeli rynek polityczny wyceni poparcie dla PiS na 31 proc., a SP na 10 proc., to będzie to podstawa do rozmowy o wspólnym projekcie politycznym. Ale do rozmowy na warunkach partnerskich, a nie monopolu PiS, który do tej pory przekreślał każdy sukces. Gdyby w 2011 roku istniała SP, to Jarosław Kaczyński nie gadałby o Stasi, Angeli Merkel i innych tego typu historiach.

Dlaczego akurat z waszego powodu miałby się powstrzymywać?

Bo doskonale by wiedział, że głosy stracone przez PiS poszłyby na SP. Proszę zauważyć jak wziął się do roboty, gdy powstała SP. Dlatego twierdzę, że przyjazna konkurencja w eurowyborach będzie budulcem wielkiego zwycięstwa prawicy w 2015 roku. I być może przysłuży się ustaleniu wspólnego kandydata na prezydenta.

Zbigniew Ziobro miałby nim być?

Myślę, że tak. Kaczyński nie może ponownie przegrać wyborów prezydenckich, chociażby ze względu na pamięć brata, który był prezydentem. W jego interesie jest poszukiwanie innego poważnego kandydata.

Politolodzy uważają, że taka partia jak wasza, która różni się od PiS jedynie osobą lidera, nie ma szans na przetrwanie.

Nasze programy są rzeczywiście podobne, ale jest jeszcze kwestia wiarygodności. IV RP zdradziła dużą część swoich postulatów i obietnic. Jedyną realizowaną częścią jej programu była ta, za którą odpowiadał Ziobro. Gliński opowiada o bonie demograficznym tysiąc złotych na dziecko, a za rządów PiS przy 7 proc. wzroście PKB o grosz nie zwiększono progu 504 zł uprawniającego do pomocy socjalnej.

Było i becikowe, i ulgi podatkowe na dzieci.

Becikowe to był gadżet, a ulgi na dzieci dotyczą ludzi, którzy mają wysokie dochody. Zrobiliśmy prezent bogatym. Znieśliśmy też podatek od spadków i darowizn wraz z górnym limitem. Nigdzie na świecie nie można dziedziczyć miliardowych fortun bez daniny dla państwa. A w Polsce można. Więc solidarne państwo zostało zdradzone przez PiS, przeciwko czemu kładł się Rejtanem Tadeusz Cymański. Druga rzecz: podpisanie traktatu lizbońskiego, który zmienia architekturę unijną na niekorzystną dla nas, to dzieło Jarosława Kaczyńskiego. I to ja, Jacek Kurski i Zbigniew Ziobro, walczyliśmy, żeby do tego nie doszło. Proszę przypomnieć sobie słynne orędzie Lecha Kaczyńskiego.
Pamiętam ten spot, w którym maszerowały niemieckie wojska, a za chwilę para gejowska brała ślub.
I co, nie mieliśmy racji? Nie mieliśmy racji? A co się teraz w Polsce dzieje? Związki partnerskie. Traktat lizboński otworzył do tego drogę. A więc to my jesteśmy wiarygodni w tej sprawie.

Czego byście w kampanii nie powiedzieli, to Kaczyński jest „Jarosław Polskę zbaw”, a nie Ziobro.

To prawda, ale wszystko płynie. Z każdym dniem to się zmienia.

A dlaczego odrzuciliście współpracę z PSL, na którą zdecydował się PJN? Może byłoby dobrze postawić na taką chadecką formację?

To wykluczone. PSL ponosi współodpowiedzialność za sześć lat fatalnych rządów, a Janusz Piechociński sądzi, że jeżeli przypnie sobie Pawła Kowala do kożucha, to się od tej odpowiedzialności wymiga.

PSL wykorzystuje PJN?

Chodzi o to, że dwa miejsca na puzzle są puste, a będą pełne. Kowal i Marek Migalski szukali poważnej partii, z której mogliby kandydować do PE ze Śląska i Warszawy, a PSL ma tam białe plamy i szuka popularnych polityków. Ale nie można budować poważnego projektu politycznego na zasadzie dopasowywania puzzli.

Na prawicy robi się coraz tłoczniej. Mówi się o inicjatywie Giertycha i o tym, że Gowin mógłby wyjść z PO...

W rzeczywistości jest tylko duże PiS i mniejsza SP. Innych nie ma i nie sądzę, żeby do eurowyborów coś się zmieniło.

Nie wierzy pan w inicjatywę Giertycha, Michała Kamińskiego i Marcinkiewicza.

Nie wierzę, bo zrobienie partii z niczego wymaga tytanicznej pracy, a tu są same syte, leniwe koty. Nikt z nich nie będzie harował w terenie. Gowin mógłby coś założyć, ale on chce jak najdłużej zostać w PO, żeby na fali zainteresowania po porzuceniu tej partii tuż przed wyborami wejść do parlamentu.

Gowin odejdzie z PO?

Nie będzie miał innego wyjścia. Wie jedno, że Tusk albo zabije jego samego, albo wytnie większość jego ludzi przed wyborami w 2015 roku. Bo despektu związanego z głosowaniem nad związkami partnerskimi Tusk na pewno Gowinowi nie wybaczy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL