fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Za palenie praca po godzinach

Przerwy na palenie w czasie pracy niektóre samorządy każą odpracować po godzinach
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kuba Kamiński
Samorządy rozliczają swoich urzędników z czasu, który tracą na palenie papierosów w czasie godzin pracy
W Elblągu, w Gorzowie Wielkopolskim czy w Świnoujściu pracownicy urzędów, którzy palą, muszą zapisywać wyjścia na papierosa, by później odpracować je po godzinach. – Taki nakaz może być dla części uzależnionych bodźcem do rzucenia nałogu – uważają specjaliści. Ale czy zgodny z prawem?

Dymek rejestrowany

W Polsce pali blisko 9 mln osób. W walkę z nałogiem włączyły się teraz samorządy, które każą swoim pracownikom rejestrować przerwy na tzw. dymka.
– Nie musieliśmy nawet zmieniać przepisów. Regulamin pracy mówi, że każde wyjście z budynku musi zostać odnotowane, a że mamy elektroniczny rejestrator czasu pracy łatwo jest te wyjścia sprawdzić – opowiada Marek Murdzia, rzecznik starostwa powiatowego w Elblągu.
W elbląskim starostwie uzależnionych od tytoniu jest ok. 10 proc. pracowników. I te osoby, jeśli chcą zapalić, muszą wyjść przed budynek, a potem to odpracować. – Czasem jest to 12 minut, czasem 30 – mówi Marek Murdzia.
Zauważa on, że w urzędzie zapanowała moda na niepalenie. – Młodsi pracownicy w ogóle nie palą, a starsi starają się pozbyć nałogu – dodaje rzecznik.
Wyjście na papierosa jest rejestrowane także w urzędzie miasta w Świnoujściu. – Zrobiliśmy to trochę pod presją opinii publicznej. Nie ma u nas palarni, więc mieszkańcy widzieli palących urzędników przed budynkiem. Niektórzy stali tam nawet po pół godziny – opowiada Robert Karelus, rzecznik Świnoujścia.
Prezydent miasta zaprosił wszystkich palących na rozmowę, podczas której ustalono, że każde wyjście na papieroska będzie odnotowane w specjalnym zeszycie.
Po rozpoczęciu zapisów kilka osób rzuciło palenie, ale od nałogu wciąż uzależnionych jest 13 urzędników. Z wyliczeń urzędu wynika, że przepalają oni od 40 m.in. do godziny dziennie. Potem muszą ten czas odpracować. Jednak okazuje się, że nie są specjalnie stratni, bo wielu z nich i tak ma nadgodziny.
Czy pracodawca może rozliczać pracownika z czasu na papierosa?
Aleksandra Zagajewska, z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie, mówi, że ma nawet obowiązek ewidencjonowania czasu pracy, bo to wynika z kodeksu pracy. – Ewidencja taka obejmuje m.in. czas pracy i musi być zgodna ze stanem faktycznym. W ciągu dnia pracownik ma prawo do 15-minutowej przerwy, która jest wliczana do czasu pracy, pod warunkiem że w ciągu doby przepracuje co najmniej sześć godzin – tłumaczy specjalistka.
Dodaje, że za czas niewykonywania pracy wynagrodzenie przysługuje tylko w określonych przypadkach. – Przerwy „na papierosa” ponad ustawowe 15 minut nie są wliczane do czasu pracy, więc za palenie tytoniu nie przysługuje wynagrodzenie – podkreśla Aleksandara Zagajewska. – W takiej sytuacji pracodawca może nie wypłacić pensji za ten czas, ale nie może on żądać od pracownika „odpracowywania” przerw wykorzystanych na palenie papierosów.

Zakazy nie dla każdego

W starostwie w Gorzowie Wielkopolskim już pięć lat temu wprowadzono przepisy dotyczące odrabiania przerw na papierosa. – Palacze muszą wyjścia zapisywać w specjalnym zeszycie, a potem ten czas odpracować – opowiada Dariusz Gierkowski, naczelnik wydziału spraw społecznych gorzowskiego starostwa. Dodaje, że w tygodniu czasem wychodzi to godzina, czasem mniej. W tej chwili na 100 zatrudnionych pali ok. 10 proc. Kilka osób zrezygnowało z nałogu. – Mówili, że zrobili to, bo nie mogli spokojnie palić. Inni wciąż pozostają w szponach nałogu – mówi naczelnik Gierkowski.
Czy rejestrowanie czasu palenia w pracy pomoże uzależnionym w rzuceniu nałogu?
– Na każdego palacza działają różne bodźce. Jednego takie zakazy mogą zmotywować do rzucenia palenia, a innych nie – mówi Magdalena Cedzyńska, kierownik Poradni Pomocy Palącym przy warszawskim Centrum Onkologii. Podkreśla, że na pewno dla części palących taka rejestracja wyjść na papierosa może być kolejną cegiełką w budowaniu motywacji i pomóc podjąć decyzję o wyjściu z nałogu.
– Na jednych działają aspekty edukacyjne, u innych decydują czynniki ekonomiczne czy zdrowotne, ale u części takie „szykany” w miejscu pracy mogą przeważyć szalę na korzyść tego, by w końcu rzucić palenie – dodaje Magdalena Cedzyńska.
Jednak nie wszystkie urzędy chcą rozliczać palaczy z czasu, jaki tracą na nałóg.
W stołecznym ratuszu urzędnicy muszą co prawda rejestrować wyjścia służbowe i prywatne, ale nie te na papierosa. Agnieszka Kłąb, rzecznik miasta, tłumaczy, że gdyby pracownicy musieli notować takie wyjścia, to byłby to absurd. – Jeśli ktoś pali, to pali. To jego sprawa. Przecież każdemu pracownikowi przysługuje pięciominutowa przerwa po godzinie pracy. Jedni mogą się relaksować, inny medytować, a ktoś inny w tym czasie zapali papierosa – mówi Agnieszka Kłąb. – Jeśli dla kogoś papieros jest sposobem relaksu, to proszę bardzo –dodaje urzędniczka.

Tv.rp.pl: Dominika Kawalec: Wielu Polaków chce całkowitego zakazu palenia

 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA