Literatura

Najlepszy rejent między poetami

Rzeczpospolita
Bolesław Leśmian napisał wszystkiego 400 stron ciasno złożonych wierszy. Ale daj Boże wszystkim pisarzom pozostawić po sobie taką spuściznę
75 lat temu, 5 listopada 1937 roku, w wieku 60 lat zmarł poeta Bolesław Leśmian. Tekst z archiwum "Rzeczpospolitej"
Adam Wiesław Kulik odnalazł pamiętających poetę. Skrupulatnie nagrywał ich relacje. Miało to miejsce ponad ćwierć wieku temu w Zamościu i Hrubieszowie. Jesienią 1981 roku skierowano go tam, aby wypełnił militarny obowiązek wobec ojczyzny. W stanie wojennym ratował się „przed koszmarem »ogólnowojskowej głupoty bojowej«, chodząc śladami poety”. Ze wspomnień utkał czarowną opowieść o swym bohaterze, który lata 1918 – 1935 spędził w tych dwu miastach. W liczącym wówczas około 15 tysięcy mieszkańców Hrubieszowie jakieś 80 procent stanowili Żydzi. W Zamościu „całe Stare Miasto przed wojną to był Żyd, każda kamienica od dołu do góry, a ileż tam przybudówek. Żydzi pracowali w magistracie, byli adwokatami, rzemieślnikami, właścicielami sklepów”. Ale diaspora nie utrzymywała z Leśmianem kontaktu. Wprawdzie jego antenaci przeszli na katolicyzm, a on sam zmienił brzmienie nazwiska, zmiękczając s, lecz i tak niekiedy przypominano mu genealogię. „Zdając egzamin na uniwersytecie w Kijowie, odpowiadał zupełnie dobrze, ale kiedy przyszło do oceny, profesor wpisał mu dwóję. Na to Leśmian: »Gospodin profesor, ja nie jewrej« i ten poprawił mu na trójkę”.
Pomimo chrztu „nigdy nie widywano go w kościele”. Niewierzący, wolnomyśliciel, komunista (sic!), sympatyk Strzelca – takim zapamiętali go sąsiedzi i koledzy z pracy. Powszechnie uchodził za odludka, bo „towarzysko ani społecznie się nie udzielał”. Zdecydowanie lepiej czuł się w damskim gronie. Panie lgnęły do niego, niczym ćmy do światła. Chociaż: „wyglądał okropnie; mały, z dużym nosem, jego sylwetka była żadna”. Na dodatek „przy całej swej mądrości i talencie był naiwny jak dziecko”. Nadrabiał to zmysłowością „a może nawet więcej: był erotoman (…)” Wiadomo było, że jest kochliwy, nawet lubieżny”. Ujrzawszy kiedyś ze znajomymi postawną, tęgą niewiastę rzekł: „Wiecie, ja bym ją zgwałcił!”. Jak się zdaje ze ślubną łączyły Leśmiana jedynie dwie córki. A przecież żona, malarka – Zofia Chylińska, „była rzadkiej urody kobietą”. Tylko „jej obrazy strasznie (…) raziły: najgorsze męty, pijane dziady, oberwańcy, (…) jakoby upodobała sobie brzydotę. (…) Baby z obwisłymi piersiami; dziady – genitalia”. Poeta, utrzymywał intymną znajomość z co najmniej dwiema kobietami. Celiną Sunderland – krewną po kądzieli – malarką oraz Dorą Lebenthal – lekarką. To właśnie o tej ostatniej tak nastrojowo opowiadał w jednym z najwybitniejszych polskich erotyków – „W malinowym chruśniaku”. Nawiasem mówiąc, ów miłosno-owocowy zakątek znajduje się w Iłży. Połowica najwyraźniej przymykała oko na nienasycony, jak się zdaje, temperament seksualny małżonka. Zresztą często bywała za granicą. Za jego pieniądze, bo jako notariusz, (urząd zawdzięczał podobno protekcji) – dobrze zarabiał. Do czasu jednak, kiedy jego podwładny – nazwiskiem Adamowicz – okazał się defraudantem i na Leśmiana spadł przykry obowiązek pokrycia horrendalnego długu. Sprzeniewierzenie kasy notarialnej okazało się łatwe, bo „urzędnik z Leśmiana był żaden. W sprawach prowadzonych przez notariat w ogóle się nie orientował, choć ukończył prawo”. Stały czas pracy bardzo go męczył i ograniczał. Może dlatego zabiegał o dni wolne. Dajmy na to przez osiem miesięcy roku 1935 (do chwili rezygnacji ze stanowiska) aż 173 dni przebywał na urlopie. Cierpiał na urojeniowe lęki. „Robi akt notarialny. Pada nazwisko Oszustowicz – odbierał to jako znak z zewnątrz i bał się”. Poezję mozolnie cyzelował, zanim nadał jej ostateczny kształt. „Miejscowi kpili sobie z niego, że stodoła się stodoli, łąka się łączy, nie rozumieli neologizmów, tego wspaniałego języka”. Wyjątkowości tej twórczości długo nie dostrzegało również środowisko literackie. „Julian Tuwim demonstracyjnie całował poetę w dłoń, lecz »Wiadomości Literackie« czy »Skamander», w których miał dużo do powiedzenia, pierwsze teksty Leśmiana zamieściły – odpowiednio – po 10 i 15 latach od chwili powstania obydwu tytułów”. Może, dlatego o wierszu Tuwima „Józef Piłsudski” Leśmian rzekł: „To nie jest poezja, lecz polityka”. Z sobie współczesnych wyróżniał Lechonia i Wierzyńskiego. Bliscy mu byli Stanisław Młodożeniec – nota bene też mieszkaniec Zamościa – Emil Zegadłowicz, Julian Przyboś, z którymi korespondował. Uwielbiał prozę Kafki i Poego, wielką przyszłość wróżył Schulzowi, często powracał do lektury powieści „Zazdrość i medycyna” Michała Choromańskiego… Utkana z kilkudziesięciu wypowiedzi książka przybliża nam postać twórcy absolutnie oryginalnego, a zarazem ukazuje człowieka niezaradnego, pełnego kompleksów, zagubionego w życiu codziennym. I pomimo hermetyczności chyba lubianego, czego dowodzą słowa: „Tylko niech pan napisze o nim dobrze”, kierowane do Kulika przez niejednego z rozmówców. „Leśmian, Leśmian…”. Wspomnienia zebrane przez Adama Wiesława Kulika, słowo/obraz/terytoria, Gdańsk 2008 Grudzień 2008
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL