fbTrack

Polityka

Podatnik musi, minister nie

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Szefowie resortów nawet do domu na weekend jeżdżą służbowo. I omijają w ten sposób płacenie podatku
Fiskus każe płacić podatek osobom, które korzystają z auta służbowego do celów prywatnych, ale ministrowie sami omijają ten wymóg. Jak? Uznając, że podróże służbowe kierownictwa resortu to także codzienny dojazd do pracy i z powrotem, a nawet wyjazdy w dni wolne od pracy do domu rodzinnego, np. w Szczecinie czy Rzeszowie.
Takie zasady obowiązują m.in. w Ministerstwach Finansów i Gospodarki dzięki zarządzeniom dyrektorów generalnych. Z tego uprawnienia korzysta całe kierownictwo resortu, a więc minister, sekretarze i podsekretarze stanu oraz dyrektor generalny ministerstwa. W przypadku Ministerstwa Finansów to aż dziewięć osób, gospodarki – dziesięć. Według opinii urzędów skarbowych używanie firmowego auta do celów prywatnych to nieodpłatny przychód – a więc należy od niego zapłacić PIT obliczany przez urzędy skarbowe według kosztów wynajmu takiego samego pojazdu w wypożyczalni samochodów (zdaniem Ministerstwa Gospodarki jest to skrajnie niekorzystne dla pracownika i przedsiębiorcy, bo nie przynosi żadnego pożytku także budżetowi państwa). Ministrowie odmiennie traktują jednak swoje podróże.
Z zarządzenia wynika, że codzienne przejazdy z miejsca zamieszkania do miejsca pracy osób z kierownictwa są uznawane za podróże służbowe, a więc nie obowiązuje ich podatek. Muszą go płacić przedsiębiorcy, których pracownicy jeżdżą służbowymi autami na co dzień. Także wyjazd służbową limuzyną ministra czy jego zastępców „w dni wolne od pracy do miejsca zamieszkania w miejscowości innej niż miejsce pracy" uznają za podróż służbową, a nie prywatną. W Ministerstwie Gospodarki wprowadzono ograniczenie, że chodzi tylko o jeden raz w tygodniu. Podróżami służbowymi nie są tylko wyjazdy na urlop wypoczynkowy.

Państwo płaci

Co takie ulgowe ujęcie korzystania z rządowych limuzyn oznacza dla budżetu? Ogromne wydatki – nie tylko na samochody służbowe ( i związane z tym koszty paliwa oraz amortyzacji aut), ale także wynagrodzenie za pracę kierowcy rządowego samochodu. Ze Szczecina jest wiceminister i szef służby celnej Jacek Kapica (ok. 400 km w jedną stronę) czy Mirosław Sekuła, podsekretarz stanu w resorcie mieszkający w Zabrzu (także blisko 400 km w jedną stronę). Służbowo jeżdżą do domu także wiceministrowie gospodarki: Mieczysław Kasprzak jest z oddalonego od Warszawy o 300 km Rzeszowa czy Tomasz Tomczykiewicz z Pszczyny (także blisko 400 km). Kilka dni temu Ministerstwo Gospodarki zaproponowało, by każdy pracownik jeżdżący służbowym autem po godzinach pracy płacił zryczałtowany podatek, np. 50 zł. Jak wynika z zarządzenia, proponowany obowiązek ominie autora tego pomysłu. Marcin Peterlik z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową jest sprawą zbulwersowany. – To kwintesencja obchodzenia prawa i znakomity przykład, jak omijać prawo, które nakazuje się nam stosować – mówi zdumiony Peterlik. Ekspert przyznaje, że na przykładzie tych ministerstw prywatni przedsiębiorcy powinni wprowadzić podobne regulacje u siebie w firmie i przestać płacić podatek od używania służbowych aut w celach prywatnych.

Nie pierwszy raz

Nie po raz pierwszy Ministerstwo Finansów interpretuje prawo na swoją korzyść. Resort Jacka Rostowskiego nie płaci także podatku od wynajmu mieszkań służbowych, z których korzystają wysokiej rangi urzędnicy resortu. Ministerstwo uznało bowiem, że mieszkania służbowe nie są udostępniane nieodpłatnie, a zatem „nie stanowią dla pracownika nieodpłatnego świadczenia otrzymanego od pracodawcy".
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL