fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Święta wojna billboardowa

Grzegorz Górny
Fotorzepa, Rafał Guz rg Rafał Guz
Uliczna kampania polskich ateistów jest bardziej agresywna niż podobne akcje na Zachodzie. Stawia bowiem znak równości między morderstwem, złodziejstwem i wiarą - pisze publicysta
Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę". „Nie wierzysz w Boga? - Nie jesteś sam". Pierwsze ateistyczne billboardy o takiej właśnie treści postawiono niedawno w Lublinie. Następne mają się pojawić wkrótce na ulicach innych polskich miast. Akcja ateistów jest odpowiedzią na 200 billboardów Krucjaty Różańcowej, które w największych miastach Polski zachęcają do modlitwy: „Maryjo, Królowo Polski, ratuj nas, bo giniemy".

Ateistyczne autobusy

Kampania billboardowa jest przeniesieniem do naszego kraju metod, jakimi od niedawna posługują się środowiska ateistów, agnostyków i racjonalistów w państwach zachodnich. Zaczęło się w 2008 r., gdy brytyjska pisarka Ariane Sherine podczas jazdy po Londynie zwróciła uwagę na jeden z cytatów znajdujących się na reklamie autobusowej. Było to zdanie z Ewangelii św. Łukasza: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?".
Sherine, która jest zdeklarowaną ateistką, zainteresowała się wówczas ogłoszeniami zamieszczanymi w środkach publicznego transportu przez organizacje protestanckie. Niektóre z nich odsyłały do strony internetowej JesusAid.org. Kobieta postanowiła sprawdzić jej treść. Tam natknęła się na ostrzeżenie, że każdemu, kto odrzuci przesłanie Chrystusa, grozi perspektywa wiecznego potępienia.
Te słowa dotknęły osobiście pisarkę i pchnęły ją do działania. Na łamach lewicowego dziennika „The Guardian" wezwała do zbiórki pieniężnej na zorganizowanie kampanii reklamowej będącej reakcją na przekaz chrześcijan. Wsparło ją Brytyjskie Stowarzyszenie Humanistów i prof. Richard Dawkins - autor głośnej książki „Bóg urojony", zwany „papieżem ateistów". Udało im się zebrać 140 tys. funtów, za które sfinansowano akcję. W styczniu 2009 r. na 800 autobusach w Wielkiej Brytanii i w londyńskim metrze pojawiły się plakaty z napisem: „Boga prawdopodobnie nie ma. Dlatego przestań się martwić i ciesz się życiem".
W następnych latach akcja rozszerzyła się na inne kraje, m.in. Włochy, Hiszpanię, Niemcy, Kanadę czy Australię. Tamtejsi organizatorzy modyfikowali tylko nieco główne hasło kampanii. Po Genui jeździły np. autobusy z hasłem: „Zła wiadomość jest taka, że Bóg nie istnieje. Dobra - że go nie potrzebujemy". W Niemczech z kolei wybrano slogan: „Boga (z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością) nie ma. Spełnione życie nie potrzebuje wiary".

Pikiety i skargi

Kampania ateistów spotkała się z różnymi reakcjami w środowiskach chrześcijańskich. Pierwsza z nich polegała na oprotestowaniu akcji. Pikieta przed siedzibą agencji reklamowej w Londynie okazała się jednak nieliczna (przybyło zaledwie 200 osób) i mało skuteczna.
Sięgnięto więc po inne środki. Do brytyjskiego urzędu ds. reklam (ASA) trafiło 326 skarg od obywateli, którzy poczuli się urażeni treścią ateistycznego sloganu. Lider organizacji Christian voice (Głos chrześcijański) Stephen Green stwierdził, że hasło narusza kodeks reklamy, gdyż nie jest zgodne z prawdą. Jego zdaniem brzmi ono jak stwierdzenie faktu, tymczasem nie można udowodnić jego prawdziwości.
Urząd oddalił jednak skargę Greena i pozostałych osób, uznając ją za bezprzedmiotową. Według ASA zwrot użyty w kampanii nie wprowadza w błąd, gdyż wyraża tylko opinię, a więc nie podlega obowiązkowi udowodnienia prawdziwości.
W innych krajach jednak protesty odniosły skutek. Władze takich miast niemieckich, jak Berlin, Brema, Drezno, Fulda, Hamburg, Kolonia, Lipsk, Monachium, Poczdam, Ratyzbona czy Stuttgart, odmówiły umieszczenia reklam w środkach publicznego transportu, gdyż nie mogą eksponować haseł godzących w religię. Podobnie było w niektórych miastach kanadyjskich, np. w Ottawie i Vancouver. Z kampanii ateistycznej wycofała się też jedna z włoskich firm reklamowych, twierdząc, że przesłanie akcji stoi w sprzeczności z kodeksem etycznym tej branży.
Kampania ateistów stała się dla niektórych chrześcijan okazją do dania świadectwa własnej wierze. W Anglii 62-letni kierowca miejski Ron Heather odmówił prowadzenia „ateistycznego autobusu". Skutecznie oparł się wielu naciskom i w końcu pracodawca przydzielił mu pojazd bez obrażającego go napisu.

Pochwały i datki

Druga reakcja chrześcijan była całkowicie odmienna. Polegała mianowicie na pochwale ateistycznej akcji. Stanowisko takie zaprezentowali choćby brytyjscy metodyści, którzy wyrazili wdzięczność Dawkinsowi za „jego niesłabnące zainteresowanie Bogiem i zachęcanie ludzi, aby myśleli na ten temat. Ta kampania będzie naprawdę dobrą rzeczą, jeśli pomoże ludziom stawiać podstawowe pytania dotyczące życia".
W podobnym duchu wypowiedział się kaznodzieja Domu Papieskiego, franciszkanin o. Raniero Cantalamessa, który radził, by podziękować inicjatorom brytyjskiej kampanii, gdyż oddała ona „większą przysługę sprawie Boga aniżeli tyle naszych apologetycznych argumentów. Ukazała ubóstwo racji ateizmu i przyczyniła się do wstrząśnięcia wieloma uśpionymi sumieniami". Co ciekawe, o. Cantalamessa wypowiedział te słowa w Bazylice św. Piotra w Rzymie podczas wielkopiątkowego kazania w obecności Benedykta XVI.
Część chrześcijańskich komentatorów zwróciła uwagę, że w kampanii ateistów w kontekście nieistnienia Boga pojawia się słowo „prawdopodobnie". Oznacza to, że ateiści nie mają w gruncie rzeczy pewności co do tego, czy Boga rzeczywiście nie ma. Według Paula Woolleya z Instytutu Teologicznego Theos tak naprawdę dzielą się oni swoją niepewnością. Dlatego też Theos wsparł kampanię ateistów 50-funtowym datkiem, twierdząc, że prowokuje ona ludzi do myślenia o Bogu.
Niektóre środowiska ateistyczne nie ukrywały swego rozczarowania, iż na plakatach pojawiło się słowo „prawdopodobnie". W ten sposób, ich zdaniem, organizatorzy kampanii postawili jedynie znak zapytania odnośnie do istnienia Boga, zamiast zdecydowanie odrzucić taką możliwość.

Wymiana ciosów

Jeszcze inną odpowiedź zaproponowały rozmaite środowiska chrześcijańskie w różnych krajach. Podjęły one rzuconą rękawicę i rozpoczęły kontrofensywę plakatową. W Wielkiej Brytanii Trynitarialne Towarzystwo Biblijne wykupiło powierzchnię reklamową na 125 londyńskich piętrusach, na których pojawił się cytat z Psalmu 53: „Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga". Za reklamy na kolejnych 50 autobusach zapłaciła brytyjska Partia Chrześcijańska. Widniał na nich napis: „Z całą pewnością istnieje Bóg. A więc przyłącz się do Partii Chrześcijańskiej i ciesz się życiem".
W Barcelonie w trasę ruszyły autobusy z hasłem „Bóg - tak, istnieje. Korzystaj z życia w Chrystusie". W Madrycie katolicy sięgnęli po cytat z Mahatmy Gandhiego: „Jeśli wszyscy cię opuszczą, Bóg pozostanie". W Dortmundzie z kolei pojawił się napis: „Bez obaw. Bóg jest. Więc dobrego dnia".
Tą samą drogą podążają chrześcijanie w Polsce. W Rzeszowie w odpowiedzi na kampanię ateistów pojawiły się już plakaty z napisami: „Wiara jest pierwsza" czy „Pan jest moim Pasterzem". Inicjatorem ich wywieszenia jest ruch „Stop laicyzacji", który zapowiada kolejne akcje billboardowe w innych miastach.
Niezależnie od tego, jak reagują środowiska katolickie, wydaje się, że większość z nich jest zgodna co do jednego. Ich odczucia trafnie wyraził na łamach czasopisma „Flourish" Ronnie Convery: „Wygląda na to, że dziś największym przeciwnikiem katolicyzmu w Europie nie jest ani wojowniczy protestantyzm, ani fanatyczny islam czy nawet modny i wszechobecny ateizm. Największym zagrożeniem są obojętność i bierność, które spowijają nasz świat miękkim kocem zrobionym z ciepłej wełny".

Ateizm misyjny

W kontekście powyższych kampanii ks. Andrzej Draguła pisze o paradoksalnym zjawisku „ateistów dewocyjnych", którzy angażują się w „przepowiadanie niewiary". Co się jednak kryje za tym „ateizmem misyjnym"?
Hasła używane w krajach zachodnich pokazują, że tamtejsi ateiści mają bardzo ograniczoną wizję wiary, która ma być rzekomo źródłem niepokojów i wykluczać cieszenie się życiem. Tymczasem zaprzeczają temu wszystkie dostępne badania psychologów społecznych, które wskazują na pozytywną korelację między głęboką wiarą a poczuciem sensu życia, spełnienia osobistego i zadowolenia ze swej egzystencji.
Rozpacz, depresja czy samobójstwa znacznie częściej dotykają osób niewierzących lub wątpiących niż wierzących. Być może więc kampania dumy z własnego ateizmu jest jakąś formą radzenia sobie ze stanem metafizycznej niepewności?
Kampanie na Zachodzie akcentują więc walor beztroski i radości z życia, jaka ma towarzyszyć ateistom. Nie odpowiadają jednak na potrzeby ludzi, którzy stykają się w życiu z realnym cierpieniem. Zwrócił na to uwagę o. Raniero Cantalamessa, który zauważył, że ateizm nie jest w stanie dać żadnej odpowiedzi na cierpienie, które dotyka człowieka.
W świecie reklamówek nie ma miejsca na ból, cierpienie, śmierć. W prawdziwym życiu spotykają one jednak każdego, nawet ateistę. Jak wtedy ma się cieszyć z życia ktoś, kto nie wierzy w Boga? Inaczej rozkładają się akcenty w polskiej kampanii ateistów, która jest bardziej konfrontacyjna niż akcje na Zachodzie. Hasło „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę" stawia znak równości między morderstwem, złodziejstwem i wiarą, które stają się jednakowo godne odrzucenia. W Polsce główny nacisk położony zostaje na kwestie etyczne. Ateizm przedstawiony zostaje wręcz jako źródło moralności.
Wydaje się jednak, że jest to polemika chybiona, gdyż dla chrześcijan nie ulega wątpliwości, iż można być dobrym człowiekiem, nie wierząc w Boga. Możliwość ta nie jest jednak regułą. Natomiast wszelkie systemowe projekty uzasadnienia moralności bez odwołania się do sankcji nadprzyrodzonej, jak dowiódł w swej precyzyjnej analizie filozof Alasdair McIntyre, skazane są na niepowodzenie.
Manifestacja niewiary - owo „nie wierzę" - jest w gruncie rzeczy wyznaniem wiary. Jest to wiara w nieistnienie Boga. Nie stoi bowiem za nią żadna pewna niewzruszona wiedza, lecz osobiste przekonanie. Musi być to jednak bardzo silne przekonanie, skoro znajduje upust w tak ostentacyjnej demonstracji.
Gilbert Keith Chesterton uważał taką sytuację za dobrą dla wiary - pojedynek gorących chrześcijan i ateistów. Opisał to w swej powieści „Kula i krzyż". Najgorsza jest bowiem letniość.
Autor jest publicystą, założycielem i wieloletnim redaktorem kwartalnika „Fronda"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA