fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Musimy zdecydować, czy oddać UE część władzy

Janusz Lewandowski
Fotorzepa, Dariusz Gorajski Dariusz Gorajski
Propozycja Van Rompuya stawia Warszawę przed strategicznym wyborem, bo proponuje nowy porządek gospodarczy – mówi „Rz” Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu
Rz: W czwartek i piątek unijny szczyt i dyskusja na temat integracji strefy euro. Czy propozycja Hermana Van Rompuya unii bankowej i fiskalnej nie idzie za daleko?
Janusz Lewandowski: Powinien dominować ton wznoszenia się na wyższy poziom integracji. Jest to sytuacja niewygodna dla kraju, który niedawno odzyskał suwerenność i chciałby się nią jak najdłużej nacieszyć, jak Polska czy inne kraje w Europie Środkowo-Wschodniej. Projekt Van Rompuya przewiduje nowy porządek gospodarczy dla Europy i stawia Warszawę przed strategicznym wyborem. On koncentruje się na strefie euro, bo łatwiej oczywiście konstruować głębiej zintegrowaną unię dla grupy państw ze wspólną walutą. Nie jest to pakiet o rewolucyjnej zawartości, niektóre jego elementy są od dawna dyskutowane, ale zostały po nowemu nazwane. O unii bankowej i wspólnych gwarancjach dla ciułaczy mówi się od pewnego czasu.
Według Van Rompuya unia bankowa powinna być otwarta dla wszystkich państw UE. Czego musi pilnować Polska w negocjacjach, gdyby chciała brać w tym udział?
Pytanie, na ile europejski nadzór będzie korzystny, a także jak powinno się dbać o równowagę między nim a nadzorami narodowymi. To istotne dla kraju takiego jak Polska, który ma zdrowy system bankowy. I w dyskusjach o unii bankowej, która ma obejmować nie tylko państwa strefy euro, musimy dbać o zachowanie roli dla nadzoru krajowego. Musi on starannie pilnować, żeby międzynarodowe korporacje bankowe nie obciążały swoich zdrowych spółek córek, których mamy wiele w Polsce, złymi długami ich spółek matek.
Istotnym, kontrowersyjnym elementem propozycji Van Rompuya są euroobligacje. W unii toczy się spór między Francją a Niemcami na ten temat. Jaki będzie tego efekt?
Uwspólnotowienie strat jest dla Niemców etapem ostatecznym, dopuszczalnym dopiero wtedy, gdy kraje oddadzą władzę. Teraz jest to dla nich niemożliwe do zaakceptowania.
Czy szczyt uspokoi rynki?
Nie przekonamy rynków, jeśli protokół rozbieżności będzie poważny. Pozytywne, jeśli będzie więcej wspólnych punktów, a nie kakofonia na linii Berlin – Paryż. Na przykład unia bankowa, która jest przedsięwzięciem realnym, bo nie wymaga zmiany traktatów. I muszą być jeszcze konkrety dotyczące spraw bieżących, czyli rosnących kosztów obsługi zadłużenia niektórych państw. Do uspokojenia rynków nie wystarczy długoterminowa strategia. Rynki zachowują się w sposób perwersyjny. Jak mówimy o szczegółach, to żądają strategii. Jak opracowujemy strategię, to pytają o szczegóły.
Po raz pierwszy szczyt przywódców będzie dyskutował o nowym, wieloletnim budżecie UE na lata 2014 – 2020. Czy cień kryzysu nie utrudni tej debaty?
Cień kryzysu do tej pory przeszkadzał. Ale pomaga nowa recepta inwestowania w miejsca pracy i wzrost. Wcześniej dyskutowaliśmy o budżecie unijnym w kontekście oszczędności, teraz rozmawiamy o nim w kontekście debaty o wzroście gospodarczym. I widzimy, że jedyne konkretne pieniądze na wzrost pochodzą ze wspólnego budżetu, jak choćby teraz proponowane przesunięcia funduszy strukturalnych, pilotażowe emisje obligacji projektowych czy większe kapitały Europejskiego Banku Inwestycyjnego. To tworzy lepszą atmosferę dla negocjacji budżetowych.
—rozmawiała Anna Słojewska
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA