fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Lot pozbywa się samolotu kapitana Wrony

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Na początku lipca dowiemy się kto jest nowym właścicielem Boeinga 767 Polskich Linii Lotniczych, którym kapitan Tadeusz Wrona wylądował bez wysuniętego podwozia na warszawskim lotnisku im. Chopina - podał portal tvn24.
To efekt porozumienia  zawartego pomiędzy Lotem i ubezpieczycielem samolotu - Lufthansa Group. Ostatecznie ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w wysokości kilkudziesięciu milionów dolarów, to jednak nie wystarczyło na pokrycie zobowiązań wobec właściciela samolotu - amerykańskiej firmy leasingowej - Air Castle.
Teraz Lot zdecydował się na sprzedanie maszyny, jest już na jej zakup 6 chętnych, w tym trzy firmy polskie, a wśród nich Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, które chciałoby otrzymać samolot za darmo. Takiej możliwości jednak nie ma i w przyszłym tygodniu w prasie ukaże się ogłoszenie o sprzedaży z podaną ceną minimalną.
— Nie wykluczamy jednak, że sprzedamy osobno kadłub, a osobno silniki - mówi rzecznik Lotu, Leszek Chorzewski.
Od 1 listopada, kiedy kapitanowi Wronie udało się uniknąć katastrofy Boeing stał na płycie lotniska, początkowo blokując ruch samolotów, bo był unieruchomiony na krzyżówce pasów, potem pod jednym z lotowskich hangarów. Teraz już wiadomo, że eksperci ocenili jego naprawę za nieopłacalną dla Lotu, głównie z tego powodu, że do wiosny 2013 będzie miał w swojej flocie dalekiego zasięgu jedynie nowoczesne Dreamlinery.
Okazało się, że w samolocie, który „brzuchem lądował na płycie jest uszkodzona jedynie blacharka, a w silnikach oprócz obudowy być może trzeba będzie wymienić jedynie kilka łopatek. Przy tym Lot musiał przez ten czas spłacać raty leasingowe wobec Air Castle i ponosić koszty utrzymania i parkowania maszyny.
— Taki samolot z powodzeniem może zostać wykorzystany na przykład do przewozu cargo i z powodzeniem latać jeszcze 20 lat. Tyle, że Lot w chwili obecnej tak dużego samolotu cargo nie potrzebuje - powiedział „Rz"  Leszek Chorzewski, rzecznik Lotu. Wiadomo jednak, że w sytuacji, kiedy — mówiąc językiem motoryzacyjnym — samolot był „bity", jego cena będzie znacznie niższa od tej, jaką można by dostać za taką maszynę - dodaje.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA