W sieci opinii

Bogdan Klich: Aby wojsko działało, trzeba nim ręcznie sterować

W Sieci Opinii
Były szef MON Bogdan Klich rozmawiał na temat odpowiedzialności za katastrofę smoleńską i swoim starcie do Senatu z „Polską The Times”
Klich wypowiedział się na temat katastrofy samolotu prezydenckiego:
Za wyszkolenie pilotów odpowiedzialni są bezpośredni przełożeni. Za nadzór - Dowództwo Sił Powietrznych. Załogę samolotu dzieli od ministra pięć poziomów dowodzenia. W wojsku jest prawie tysiąc jednostek wojskowych, a raport Millera pokazał, że poważne nieprawidłowości w zakresie szkolenia zdarzyły się w jednej z nich. Raport nie zgłasza pretensji wobec sztabu generalnego i ministra obrony narodowej. (...) Minister obrony w żaden sposób nie uczestniczył w przygotowaniach, organizacji i przebiegu tego tragicznego lotu. Podobnie jak w przypadku każdego innego lotu z VIP-ami. Były szef MON skomentował swoją pracę w ministerstwie:
Byłem ministrem, który mieszał się nawet w detale, zajmując się na przykład tym, z czego wykonano żołnierskie buty. Robiłem to świadomie, pomimo niezadowolenia wielu dowódców mających poczucie, że naruszam ich autonomię. Uważałem jednak, że aby wojsko sprawnie działało, trzeba nim często ręcznie sterować. (...) Moja rezygnacja miała charakter polityczny. Takie standardy panują w krajach demokratycznych. Ponieważ Polska jest krajem praworządnym, dymisję złożyłem po przedstawieniu raportu Millera. Podkreślę: polskiego raportu sporządzonego przez legalną polską komisję, a nie komisję rosyjską. O kandydowaniu do Senatu: Liczę na każdy głos, staram się uzyskać zaufanie każdego wyborcy. Zwracam się zarówno do zwolenników PO, jak i osób jeszcze niezdecydowanych. Zakładam, że ludzie dadzą się przekonać argumentami. Oferuję solidną pracę w Senacie, gdzie chciałbym się zająć problemami, którymi dotąd się interesowałem: polityką międzynarodową i sprawami bezpieczeństwa. (...) To wyborcy rozsądzą, co jest dla nich ważniejsze: czy doświadczenie i program, czy też występowanie w „Big Brotherze”. Demokracja polega na tym, że każdy ma prawo kandydować, bez względu na to, jaki ma życiorys, doświadczenia, jaką motywację. Klich skomentował zdanie Zuzanny Kurtyki, która uważa że były minister obrony narodowej powinien zrezygnować z ubiegania się o mandat: Jest rzeczą typową dla pewnego odłamu PiS wykluczanie ludzi bądź środowisk z uczestnictwa w polityce. Odbiera się takie prawo prezydentowi Komorowskiemu, premierowi Tuskowi i całym formacjom politycznym, co do których prezes Kaczyński uznał, że „stali tam, gdzie stało ZOMO”. Ja takiego języka nie akceptuję i uważam, że tego typu język, którym na co dzień posługuje się Antoni Macierewicz, jest zaraźliwy. I źle się dzieje, gdy on się rozprzestrzenia, ponieważ może, jak wirus, zarazić nasze umysły. Mam nadzieję, że pani Kurtyka jako lekarz temu wirusowi się oprze i przystąpi do dyskusji o tym, co rzeczywiście zrobić dla Krakowa, dla Małopolski, dla kraju. To jest naprawdę ważna dyskusja. Bogdan Klich nawet po niechlubnej dymisji stara się pozostać na scenie politycznej. Nie przeszkodzi mu w tym nawet echo katastrofy smoleńskiej. Czyżby były minister nie znał refrenu piosenki, że „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”? Na dodatek były szef MON zaprzecza sobie bez przerwy: raz mówi, że wszystko się wtrącał, zaraz potem - że w wyszkolenie pilotów - nigdy. I w co tu wierzyć?
Źródło: ROL

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL