W sieci opinii

Tomasza Lisa obsesje na punkcie PiS

W Sieci Opinii
O miłości redaktora Lisa do PiS chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Gdyby ktoś jednak wątpił w to gorące uczucie, warto by sięgnął po najnowszy numer "Wprost"
Już na podwójnej okładce uważny czytelnik może dostrzec owo uwielbienie redaktora Lisa. Prezes PiS w otoczeniu młodych i uśmiechniętych "aniołkow". Jednak spokojnie to jest dopiero pierwsza odsłona. Pod "płaszczykiem" uśmiechu, schowani są ci "źli" : Rydzyk, Ziobro, Fotyga, Macierewicz. Ot, maleńka "prowokacja". Dalej redaktor Lis we "wstępniaku" pisze:
  Miliony Polaków z utęsknieniem wyczekują końca kampanii wyborczej. Ja nie. Tak grzecznie i elegancko w naszej polityce jest tylko w czasie kampanii.
Dlaczego jest tak miło? Dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu, który wyłącznie w czasie kampanii zachowuje się tak, jak powinien się zachowywać zawsze. Uśmiech, wdzięk, ostre, owszem, ataki na głównego politycznego konkurenta, ale nic, co chociaż o milimetr odbiegałoby od ogólnie przyjętej demokratycznej normy.

To dopiero początek, bo - aby zrozumieć, co mówi prezes PiS - redaktor Lis radzi korzystać ze ściągawek.

Warto na przykład przeczytać wywiad z idolem naszej tzw. prawicy, poetą Rymkiewiczem, który mówi, że grożą nam kolejne rozbiory, i sugeruje, że dla Polski być może trzeba będzie chwycić za broń. Nie, niech państwo na razie za broń nie chwytają. Na razie zachęcam do wzięcia w dłoń „Gazety Polskiej" i do wczytania się w tę propagandową młóckę codziennej i cotygodniowej politgramoty. Bo tam piszą to, czego prezes powiedzieć jeszcze nie może. Włączmy Radio Maryja, niech wybrzmi głos Rydzyka w naszych domach, dowiedzmy się, o co w tych wyborach idzie naprawdę. Przespacerujmy się pod namiot Solidarnych 2010 – ten alternatywny świat jest tuż-tuż, a więcej w nim realnych zapowiedzi tego, co by się stało, gdyby wiadomo, co stało, niż w wypowiedziach prezesa. Wsłuchajmy się w rytmiczne skandowanie patriotycznych kiboli, nie ma się ich co bać, przemawia przez nich młodość, bezkompromisowość i oddanie ojczyźnie.

Czytelnicy nie zrozumieli „Wprost”? Nic nie szkodzi, niech czytają dalej.
Wkliknijmy się na moment na któryś z prawicowych portali, poczytajmy, co się tam pisze między reklamami SKOK i kandydatów PiS. To w tych wszystkich miejscach można wyczytać, usłyszeć i uchwycić to, co jest kluczem do zrozumienia prawdziwych intencji prezesa. Za gospodarkę w Polsce odpowiada premier i rząd. I trzeba powiedzieć, że niektóre „nie da się" Donalda Tuska bywały szalenie irytujące. Tyle że większość „da się" Jarosława Kaczyńskiego mogło budzić grozę, a myśl o tym, że znowu mogłoby się dać, budzi dreszcze. Szukanie „układu"? Da się! Obrażanie całych grup społecznych? Da się! Zawodowych? Da się! Areszt wydobywczy? Da się! Nazywanie większości ministrów spraw zagranicznych agentami? Da się! Plan zlustrowania niemal całej Polski? Da się! Prowokacje CBA, żeby dorwać tych, których władza nie lubi? Da się! Odzyskiwanie w kilka dni TVP? Da się! MSZ? Da się! Ziobro na ministra sprawiedliwości? Da się! Fotyga do MSZ? Da się! Macierewicz na weryfikatora służb? Da się! To była władza! Nie było to tamto, był człowiek, był paragraf, była potrzeba, była akcja, był wróg, znajdował się prokurator. Nie było żadnego certolenia się, gdy rządził Jarosław „da się” Kaczyński. I wreszcie konkluzja, tradycyjnie prosta jak obsługa cepa. Za niecałe dwa tygodnie nie staniemy przed wyborem między tym, który jak się bierze do gospodarki, to „da się", a tymi, co jak się biorą, to „się nie da". W gruncie rzeczy będziemy głosowali nad tym, czy w Polsce będzie można spokojnie oddychać. (...) Jeśli idzie o nastrój, który mielibyśmy, gdyby górą był prezes, to niczego zgadywać nie trzeba. Źródeł rzetelnej wiedzy jest naprawdę bardzo wiele. Tak tylko mówię, żeby nikt potem nie smęcił, że nie wiedział, nie domyślał się, nie podejrzewał. Długa analiza i prosty wniosek, czyli nic nowego w wykonaniu Tomasza Lisa. Jedno, co się zmienia - wraz z malejącymi słupkami PO, maleje też cierpliwość Lisa do opozycji. Za rządów PiS nikt nie pisał takich peanów na cześć władzy. Gdzie kończy się wstyd redaktora? Tam, gdzie zaczyna niebezpieczeństwo, że PO może przegrać wybory.
Źródło: ROL

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL