fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Nowe Włochy

Włosi pokonali w rzutach karnych Anglików 4:2 i zagrają z Niemcami
Gdy Andrea Pirlo podchodził do piłki, wiary we włoskie zwycięstwo pozostało już niewiele. Ulatywała od początku meczu razem z każdą zmarnowaną szansą. Było ich mnóstwo, tylu nie miał w jednym meczu Euro żaden zespół. A gdy jeszcze Riccardo Montolivo spudłował w drugiej serii karnych, tak jak to zrobił tego wieczoru nieraz, wydawało się, że ratunku nie będzie.
Joe Hart dobrze się bawił w bramce, robiąc miny, angielscy kibice to darli się wniebogłosy, to cichli, by strzelca zdeprymować. A Pirlo w takiej chwili zakpił sobie z Harta, strzelając jak kiedyś Antonin Panenka, tylko niżej, tak, że Anglik jeszcze długo nie mógł zrozumieć, jak go piłka minęła.
Tak się skończyło angielskie szczęście, a prowadzenie w karnych 2:1 zmieniło w porażkę na koniec. Kolejni Włosi, Antonio Nocerino i Alessandro Diamanti, nie pomylili się. U Anglików Ashley Young strzelił w poprzeczkę, a słabe uderzenie Ashleya Cole'a obronił Gianluigi Buffon. Zwykle to bramkarz w serii karnych zostaje bohaterem. Ale w tym meczu nic nie było zwykłe.
Widmo krążyło nad Stadionem Olimpijskim. Widmo Filippo Inzaghiego. Albo nawet jego brata Simone, bo chyba i on byłby w stanie choć raz trafić do siatki w ten wieczór szaleństwa w Kijowie. Skoro Andrea Pirlo jako 33-latek może być najlepszy we włoskiej drużynie – i więcej: być najlepszym rozgrywającym turnieju – to pięć lat starszy Inzaghi, podrasowany przez Milan Lab, też dałby radę. Ci, którzy byli na boisku, nie dawali.
Jednak niewiele wiemy o futbolu: najbardziej otwarty mecz Euro, zalew szans od pierwszej do ostatniej minuty, improwizacje w obronie – z tego wszystkiego wyszedł przepis na pierwsze w turnieju spotkanie bez goli, pierwszą dogrywkę i karne.
Sam Mario Balotelli mógłby zdobyć pół tuzina bramek, gdyby nie marnował szans z taką łatwością, z jaką je wypracowywał Pirlo. Strzelał z bliska i bardzo daleka, w tłoku i sam przed bramkarzem. Próbował przewrotką, lobem, próbował, jak Zlatan Ibrahimovic w meczu z Francją, nożycami bez przewrotki. Od czasu do czasu strzelał też zwyczajnie. Za każdym razem albo niecelnie, albo za wolno i któryś z Anglików zdążył strzał zablokować lub tylko podbić piłkę tak, że minęła bramkę. To cud, że mu się udało trafić w pierwszej serii karnych.
Drugi rebeliant we włoskiej drużynie Antonio Cassano był jeszcze bardziej irytujący. Upodobał sobie podania tak bardzo zaskakujące, że jego koledzy zupełnie nie wiedzieli, o co chodzi. Więc Włosi grali jakby bez Cassano i w końcu trener Cesare Prandelli zdjął go z boiska.
Wydawało się nieprawdopodobne, że to wszystko, co zrobili Włosi, może pozostać bez nagrody. Górowali nad Anglikami we wszystkim, są ozdobą tego turnieju. Nie tylko dlatego, że mają Pirlo, odratowanego dla wielkiego futbolu przez Juventus, do którego trafił niechciany już w Milanie i nowy klub od razu poprowadził do mistrzostwa.
Włosi chcą się podobać i rozprawiają się ze swoją futbolową tradycją, tak jak od 2006 roku robią to Niemcy, odsyłając na śmietnik historii to wszystko, co było wykalkulowane i bez wdzięku. Grali mądrzej i odważniej od Anglików, nie poddawali się do końca.
Miał tego wieczoru swoją piłkę meczową Daniele de Rossi (mógł na początku meczu strzelić gola turnieju, wolejem z daleka, ale trafił w słupek, a pod koniec spotkania poniosła go fantazja i uderzył niecelnie), miał rezerwowy Nocerino, który zrobił wszystko jak trzeba, ale Joleon Lescott zdążył wystawić stopę. A gdzie Lescott z Johnem Terrym nie zdążyli, tam był Joe Hart. I sędzia liniowy, gdy pięć minut przed karnymi Nocerino trafił, ale ze spalonego.
Anglia też jakimś cudem szans się doczekała, choć dobrze grała  góra 10 minut, na początku. Tylko wtedy potrafiła wykorzystywać szybkość swoich piłkarzy, raz Glen Johnson znalazł się sam przed Gianluigi Buffonem, ale ten odbił piłkę kopniętą z  bliska.
Potem Anglia wypuściła mecz z rąk. Łatwo traciła piłkę, biegała za Włochami, którym bardzo zależało, żeby nie czekać do karnych, a Anglicy z jakichś powodów mieli inne zdanie, choć dotąd ze strzelania z 11 metrów nic dobrego dla nich nie wynikało. – Gdybyśmy stracili gola w ostatnich minutach meczu czy dogrywki, gdy zaczęliśmy tracić siły i nie potrafiliśmy nad tym zapanować, to by bolało mniej niż w karnych – mówił potem trener Roy Hodgson. Kolejny rozdział dramatu gotowy, ale tym razem jakoś Anglików nie szkoda.

Kijów: Włochy – Anglia 0:0 po dogrywce, karne 4-2

1-0 M. Balotelli; 1-1 S. Gerrard; 1-1 R. Montolivo (strzał niecelny); 1-2 W. Rooney; 2-2 A. Pirlo; 2-2 A. Young (poprzeczka); 3-2 A. Nocerino; 3-2 A. Cole (broni Buffon); 4-2 A. Diamanti.
Żółte kartki: A. Barzagli, C. Maggio (Włochy). Sędziował P. Proenca (Portugalia). Widzów 64 500.
Włochy: Buffon – Abate (90+1, Maggio), Bonucci, Barzagli, Balzaretti – Marchisio, De Rossi (80, Nocerino), Pirlo, Montolivo – Balotelli, Cassano (78, Diamanti).
Anglia: Hart – Johnson, Terry, Lescott, Cole – Milner (61, Walcott), Gerrard, Parker (90+4, Henderson), Young – Rooney, Welbeck (60, Carroll).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA