fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Szkoda, że odpadliście

ROL
Lukas Podolski o organizacji mistrzostw Europy, polskiej drużynie, niemieckich marzeniach i spacerze z kolegami po Gdańsku i Sopocie
Dlaczego nie zagrał pan w meczu z Grecją?
Lukas Podolski: Nie wiem, nogi nie złamałem. Na pewno jestem trochę rozczarowany, ale jeśli siedzisz na ławce rezerwowych i się z tego cieszysz, to znaczy, że coś jest z tobą nie tak albo masz sobie coś do zarzucenia. Trenerem naszej drużyny jest jednak Joachim Loew i miał prawo zmienić wyjściowy skład. Chciał wystawić kilku nowych zawodników, żeby zaskoczyć przeciwnika. Rozegrałem w reprezentacji Niemiec 100 meczów, nie mam problemów z tym, żeby czasem odpocząć.
Ale to był wyjątkowy mecz - przed polską publicznością.
Trener jeszcze w trakcie meczu powiedział mi: „Łukasz, przepraszam, ale nie wejdziesz". Wiedziałem, że tak będzie, widząc, co dzieje się na boisku. Oczywiście, żałuję, że nie miałem okazji wystąpić przed gdańską publicznością, na stadionie była świetna atmosfera. Czuliśmy wsparcie nie tylko niemieckich kibiców, ale też 15 tysięcy Polaków. Zresztą sam stadion też robi wielkie wrażenie. Na meczu była moja żona, był też mój tata, ale cóż, przeszliśmy dalej i może będzie mi dane pokazać się kibicom w Warszawie.
Jako jedyna drużyna awansowaliście do półfinału po czterech zwycięstwach. Jesteście głównym faworytem do zdobycia tytułu?
Nie ma takiego. Na tym polegają mistrzostwa, że masz wygrywać mecze, w grupie może nie wszystkie, ale skoro nam się udało, to znaczy, że jesteśmy mocni. Tyle że na razie niczego nie osiągnęliśmy, bo do sukcesu pozostały dwa spotkania. Nikt w drużynie nie czuje się spełniony, czekamy na złoto już za długo.
Gracie dużo atrakcyjniej niż Hiszpanie. Zgodzi się pan, że teraz to, co najlepsze w piłce, jest niemieckie?
Na pewno nasza gra podoba się kibicom, ale niestety nie zawsze ten, kto gra atrakcyjnie, wygrywa mecze. Liczą się tylko wyniki i pewnie, jeśli zagramy z przeciwnikiem, którego nie da się pokonać pięknie, zrobimy to brzydko. W ćwierćfinale z Grecją mieliśmy trudne zadanie, bo rywale tylko się bronili. To był mecz do jednej bramki, stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, ale i tak był moment szoku, gdy Grekom udało się wyrównać. Na szczęście szybko znowu wyszliśmy na prowadzenie i obyło się bez dodatkowych nerwów. Było atrakcyjnie, ale jak przegramy w półfinale, i tak nikt nie będzie o tym pamiętał.
W meczu z Grecją pokazaliście, jaka przepaść dzieli tę drużynę od europejskiej czołówki. To wstyd, że Polacy nie potrafili jej pokonać?
Wstyd to za duże słowo. Niemcy są jednak inną drużyną niż Polska i chyba nie ma sensu porównywać naszych meczów z Grecją. Ale rzeczywiście, patrząc, jakie drużyny wyszły z waszej grupy, trochę żal, że nie udało się awansować. Pierwszy raz od dawna była na to duża szansa, wszyscy liczyliśmy na to, że mecz ćwierćfinałowy w Gdańsku będzie meczem z Polską. Szkoda, że odpadliście, także dla turnieju, kraj żyłby mistrzostwami przynajmniej tydzień dłużej. Może największy problem tkwił w głowach? Zaraz po losowaniu zaczęły się opinie, że Polska trafiła do najłatwiejszej grupy i awansuje dalej.
Oglądał pan mecze Polaków? Czego zabrakło?
Oglądałem wszystkie trzy, ale nie umiem powiedzieć, w czym tkwi przyczyna porażki. Nie jestem trenerem, a sprzed telewizora nie wszystko widać. Tak na gorąco wydaje mi się, że mieliście silną drużynę, lepszą niż Czechy i Grecja, i to, że nie udało wam się wyjść z grupy, jest jednym z największych rozczarowań Euro.
Dzwonił pan już do Wojciecha Szczęsnego i Łukasza Fabiańskiego? Szykują dla pana jakieś powitanie w Arsenalu?
Liczyłem na to, że porozmawiamy w Gdańsku, ale nie dotarli. Myślę, że zdzwonimy się po Euro, na wakacjach. Może mi mieszkanie jakieś znajdą albo chociaż pokój w piwnicy użyczą.
Spodziewaliście się, że Polacy tak miło przyjmą reprezentację Niemiec?
Wiedziałem, że będzie dobrze, ale i tak jestem pod wrażeniem tego, jak przyjęli nas kibice. Czujemy się tu jak w domu. Niedawno mieliśmy dzień wolny, wszyscy piłkarze poszli na spacer po Gdańsku, po Sopocie. Byli zachwyceni tym, co zobaczyli, i reakcją fanów. Atmosfera tego turnieju jest genialna, ludzie się cieszą, że tu jesteśmy, powtarzał to także Loew. Jestem przekonany, że dzięki nowym stadionom, drogom, po Euro podniesie się jakość życia, mocniejsza będzie też ekstraklasa.
W dniu wolnym udało się chociaż na chwilę zapomnieć o futbolu?
Tylko trochę. Cała Polska zwariowała na punkcie futbolu. Wiadomo, że jestem rozpoznawalny i w Sopocie cały czas ktoś nas zaczepiał, prosił o autografy. Ale nie mam z tym problemu. Tak musi być, ludzie mają święto.
rozmawiał w Gdańsku Michał Kołodziejczyk
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA