fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Zinedine Zidane, duma Francji

ROL
Dla świata był jednym z najlepszych piłkarzy. Dla Francji - jednym z najważniejszych ludzi w kraju. Dziś, 23 czerwca, Zinedine Zidane kończy 40 lat
Tekst z archiwum Rzeczpospolitej
Jest symbolem zmian, zachodzących nad Sekwaną. Pierwsza z największych futbolowych gwiazd Francji - Raymond Kopa był z pochodzenia Polakiem. Rówieśnik Kopy - król strzelców mundialu w Szwecji, Just Fontaine urodził się w Marrakeszu, w Maroku spędził dzieciństwo i młodość. Michel Platini przyszedł na świat we Francji, ale ma korzenie włoskie. Zidane też jest przybyszem z zewnątrz.
Urodził się w 1972 roku, w marsylskiej dzielnicy Castellane, gdzie w blokach większych i brzydszych od tych, które pod koniec lat siedemdziesiątych stanęły na Ursynowie, mieszkali imigranci z dawnych afrykańskich kolonii w Afryce Północnej.
W kwietniu 2005 roku dwaj filmowcy, Francuz Philippe Parreno i Szkot Douglas Gordon pojechali do Madrytu na mecz Real - Villarreal, aby za pomocą piętnastu kamer zarejestrować każdy ruch Zidane'a na boisku. Powstał z tego 90-minutowy film, który w 2006 roku został pokazany poza konkursem na festiwalu w Cannes. Niewiele w nim  było Zidane'a piłkarza. "To dokument, oddający stan ducha człowieka wyjątkowego, który osiągnął największe życiowe cele, a przecież staje przed problemami i zagrożeniami, jakie niesie świat na progu nowego tysiąclecia" -powiedzieli twórcy filmu. Stąd tytuł: "Zidane: portret XXI wieku".

Podróż w jedną stronę

Główny aktor nie został wybrany tylko dlatego, że gra w piłkę lepiej od innych. Ważniejsze jest to, skąd wyszedł i co zrobił dla Francji. Jego rodzice pochodzą z Oranu, w Algierii. Mieszkał tam i był bramkarzem dobrej drużyny laureat literackiej Nagrody Nobla Albert Camus. Ojciec Zidane'a był Berberem, który musiał opuścić ojczyznę w poszukiwaniu lepszego życia, a jego syn został kapitanem reprezentacji Francji. Czy Zidane mógłby powtórzyć myśl Camusa, który też wyjechał i stał się pisarzem francuskim: "Wszystko, co wiem o moralności i obowiązkach, zawdzięczam piłce nożnej"?
Chyba tak. Mali chłopcy nie imponują zaletami umysłu, tylko sprawnością fizyczną. Kiedy mieszka się wśród Algierczyków, których sprowadził do bogatszego kraju ten sam cel, można do czegoś dojść tylko walką. W grach ulicznych Zidane był na tyle dobry, że podobno nawet jakiś trener dżudo był skłonny zapisać go do klubu. Argumenty trenera piłki nożnej okazały się jednak atrakcyjniejsze i ośmioletni Zidane, nazywany jeszcze wtedy Yazidem, stał się graczem drużyny dziecięcej Saint-Henri.

Mały geniusz

W roku 1984 odbywały się we Francji mistrzostwa Europy, zakończone zwycięstwem gospodarzy i wielkim osobistym triumfem Michela Platiniego. Francja rozegrała wtedy w Marsylii słynny, niezwykle dramatyczny mecz półfinałowy z Portugalią. Zwyciężyła dopiero po dogrywce. Dla Francuzów ranga tego pojedynku jest porównywalna z naszym "zwycięskim remisem na Wembley". I właśnie w tym meczu Zidane był chłopcem do podawania piłek.
Cztery lata później był już zawodnikiem pierwszego prawdziwego klubu - AS Cannes. Z reprezentacją Francji do lat 16 przyjechał do Warszawy na turniej o Puchar Syrenki, ale nikt tu na niego nie zwrócił uwagi. Na miesiąc przed osiemnastymi urodzinami Zidane zadebiutował w barwach Cannes w I lidze, w meczu przeciw FC Nantes. Kilkanaście miesięcy później dziennik sportowy "L'Equipe" poświęcił mu pierwszy duży tekst, zatytułowany "Mały geniusz". Znany trener Roland Courbis po obejrzeniu Zidane'a powiedział do właściciela klubu Girondins Bordeaux, potentata w branży optycznej Alaina Afflelou: "Jeśli nie chce pan pluć sobie w brodę, że wypuścił z rąk szansę życia, to radzę wyjąć tyle pieniędzy, ile pan może i kupić tego chłopaka". Afflelou zapłacił Cannes 3 mln franków, co w roku 1992 nie było kwotą wygórowaną.
Francuzi przegrali awans do mundialu w USA w takich okolicznościach, że trener Gerard Houllier rozchorował się na serce i zrezygnował z pracy, a piłkarze chodzili pod ścianami. Mieli dwa mecze na swoim boisku, potrzebowali zdobyć w nich jeden punkt, ale przegrali obydwa. Tragedia narodowa stała się szansą dla Zidane'a. Nowy trener Aime Jacquet szukał nowych, ambitniejszych zawodników i wybrał także jego.
"Jeśli wchodzisz na boisko w drugiej połowie, kiedy twoja drużyna na swoim stadionie przegrywa 0:2 i zdobywasz w debiucie dwa gole, to znaczy, że masz prawo grać w tej drużynie" - tak powiedział Jacquet o pierwszym występie Zidane'a w meczu przeciw Czechom, w sierpniu 1994 roku. Wszedł na boisko w 62. minucie i w ostatnich pięciu minutach strzelił dwie bramki. Dla Francuzów stał się "Zizou".

Łuk Triumfalny

Po mistrzostwach Europy w Anglii w 1996 roku Juventus Turyn zapłacił za niego ponad 4 mln dolarów. Zidane poszedł tą samą drogą, co Michel Platini kilkanaście lat wcześniej, ale nie zrobił we Włoszech takiej kariery. Był jedną z wielu gwiazd. Zdobywał mistrzostwo, dwa razy zagrał w finale Ligi Mistrzów, ale Juventus przegrywał najważniejsze mecze - z Borussią Dortmund i Realem.
A jednak to tamte lata były dla niego najlepsze. W styczniu 1998 roku Francja zwyciężyła 1: 0 Hiszpanię na otwarcie Stade de France w Saint-Denis dzięki golowi Zidane'a. Francuzom stadion początkowo się nie podobał. Mówiono, że nie ma duszy i że musi stać się coś wyjątkowego, by mówiono o nim tak ciepło, jak o Parc des Princes, gdzie Francja zdobyła mistrzostwo Europy. I stało się.
12 lipca 1998 roku Francja wygrała ostatnie mistrzostwa świata XX wieku. Mówiono o "sprawiedliwości dziejowej", o tym, że twórca mundiali Jules Rimet był Francuzem, tak samo jak baron Pierre de Coubertin, który wskrzesił igrzyska olimpijskie. Gdy się do tego doda stuletnią historię Tour de France i tradycje tenisowych muszkieterów, powodów do sportowej dumy będzie co niemiara. Stade de France zyskał duszę, kiedy trójkolorowi pokonali w finale Brazylię 3: 0. Zidane strzelił dwa gole głową, zyskując sławę większą, niż miał w przeszłości Platini. Na Polach Elizejskich wiwatował milion Francuzów, twarze zwycięzców komputerowo sterowane światła rzucały na Łuk Triumfalny.

Kolorowi trójkolorowi

Zwycięstwo tamtej drużyny nie wszystkim się podobało. Jean Marie Le Pen i jego Front Narodowy wytykali, że to nie jest żadna reprezentacja Francji, tylko zgraja kolorowych imigrantów, którzy mają zamknięte usta, kiedy stadion śpiewa Marsyliankę, bo nie znają słów hymnu. Drużynę narodową, której piłkarze pochodzili z różnych stron świata, zaczęto nazywać czarno-biało-arabską (black-blanc-beur). I nagle piłkarze poczuli się w obowiązku zabrania głosu w sprawach, które nie miały nic wspólnego z futbolem.
Zidane, który sprawiał wrażenie człowieka z trudem akceptującego status gwiazdy, zaczął się wypowiadać na tematy społeczne i rasowe. Z każdym kolejnym sukcesem piłkarskim rosła popularność, a jego słowa nabierały znaczenia większego niż oświadczenia polityków. We Francji zrodziło się coś w rodzaju kultu Zidane'a, który, chcąc nie chcąc, stał się duchowym przywódcą milionów ludzi, widzących w nim nie tylko mistrza piłki.
Brał udział w niezliczonych akcjach charytatywnych, wraz ze sponsorującym go Adidasem przekazywał miliony euro dla potrzebujących w Afryce Północnej. Kiedy przyjechał z Realem do Krakowa, spełnił marzenie 13-letniego, chorego nieuleczalnie Przemka. Spotkał się z chłopcem, przywiezionym na stadion na wózku.
Ale kiedy w roku 2001 Francja grała z Algierią na Stade de France, mecz w drugiej połowie został przerwany, bo mieszkający we Francji Algierczycy, rodacy rodziców Zidane'a, wkroczyli na boisko, żeby wykrzyczeć niesprawiedliwość, jaka spotyka ich w nowej ojczyźnie. Kiedy młodzież całej Francji zaczęła palić samochody i demolować sklepy, Zidane zwrócił uwagę, że wśród nich byli nie tylko pospolici chuligani i że problem mniejszości we Francji wciąż istnieje.

Kocham gole

"Dziwię się, że największą przyjemność sprawia Ronaldinho wyjątkowe podanie do partnera - powiedział Zidane. -Ja gram po to, żeby strzelać bramki". Jego gol, zdobyty dla Realu w finale Ligi Mistrzów przeciw Bayerowi Leverkusen, był jednym z najpiękniejszych, jakie zdobyto w meczu na tak wysokim poziomie.  Dopóki Zidane grał, Francja na ogół zwyciężała. Kiedy go nie było - szybko odpadła z mistrzostw świata w Azji. Zidane już raz, po mistrzostwach Europy w Portugalii, zrezygnował z gry w reprezentacji. Wrócił do niej, kiedy znalazła się w potrzebie. Teraz, nękany kontuzjami, zmęczony psychicznie i fizycznie, rezygnuje z ok. 5 mln euro, które płaci mu Real, żeby mieć wreszcie spokój.
"Jestem dumny z tego, kim jestem. Nie zapominam o Algierii moich rodziców, o mojej arabskiej dzielnicy w Marsylii i cieszę się, że stałem się Francuzem z taką przeszłością" - mówił Zidane w 2006 roku, kiedy kończył karierę piłkarską. Jego zdjęcia nad łóżkami młodych francuskich chłopców będą wisiały jeszcze długo.
Zidane kończył karierę na mistrzostwach świata 2008 w Niemczech. W finale na Olympiastadion w Berlinie triumfowali Włosi, którzy pokonali Francuzów dopiero po rzutach karnych. Po upływie regulaminowego czasu gry był remis 1:1. Gole strzelili Marco Materazzi i Zinedine Zidane. Obaj zawodnicy również w dogrywce wystąpili w głównych rolach. Ich przedstawienie niewiele jednak miało wspólnego ze sportem. Sprowokowany przez Włocha Francuz uderzył go "z byka" i zobaczył czerwoną kartkę. O tym wydarzeniu po turnieju mówiło się więcej i dłużej, niż o meczach i bramkach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA