fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Jak zmieniać uczelnie

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Szkolnictwo wyższe nie potrzebuje żadnego alarmu. Niezbędne są przemyślane zmiany wprowadzane planowo i ewolucyjnie - pisze honorowy przewodniczący KRASP
Z zainteresowaniem odnotowujemy debatę publiczna o stanie szkolnictwa wyższego i nauki. Jej krytyczny charakter jest potrzebny. Szkodzą jej jednak niesatysfakcjonujący poziom niektórych głosów, pojawiający się selektywny dobór argumentów pod z góry założone tezy oraz stwierdzenia mające luźny związek z rzeczywistością. Z zażenowaniem przyjmowane są w uczelniach niektóre  zbyt emocjonalne wystąpienia publiczne, także części osób rekrutujących się ze środowiska akademickiego, zawierające demagogiczne i niesprawiedliwe  uogólnienia wprowadzające w błąd opinię publiczną i dyskredytujące wysiłek kadry i studentów. Niech pasja i emocje nie dominują racji. Sprawa jest zbyt poważna.
Debata wymaga kompetencji. W środowiskach akademickich i naukowych doceniany jest dorobek myśli, obchodzącej właśnie piętnastolecie swego działania, Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, merytorycznie wspieranej od 2002 r. przez  dwie pozarządowe organizacje pożytku publicznego: Fundację Rektorów Polskich i Instytut Społeczeństwa Wiedzy. Działają one wspólnie jako utworzony przez rektorów think-tank prowadzący badania nad szkolnictwem wyższym, polityką naukową i proinnowacyjną oraz realizujący projekty rozwojowe w tym zakresie. Przykładowo, można tu wskazać m. in. opracowanie pierwszego projektu ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym z 2005 r., Kodeksu Dobrych Praktyk Szkół Wyższych z 2007 r., projektu środowiskowego Strategii rozwoju szkolnictwa wyższego: 2010-2020 z 2009 r., a także wiele ekspertyz, raportów, inicjatyw i materiałów szkoleniowych. Gdy tego wymagała sytuacja, KRASP reprezentowała głos rektorów w sprawach dotyczących sfery wartości w życiu publicznym, m. in. znaczenia procesu integracji europejskiej oraz praw i wolności obywatelskich. Rektorom nie można więc odmówić publicznego angażowania się na rzecz realizacji misji społecznej i rozwoju uczelni w naszym kraju. Stan szkolnictwa wyższego rektorzy sami oceniają jako niezadawalający. W  2009 r. w projekcie środowiskowym swej strategii KRASP ogłosiła - powołując się jednak nie na  intuicję i własne odczucia rektorów, ale na profesjonalne badania i oceny wyspecjalizowanych instytucji -  krytyczną diagnozę tego stanu, proponując daleko idące zmiany. Cieszymy się, że zapowiedziana została realizacja zbliżonego programu uzgodnionego w  pracach Forum Ekspertów MNiSW.
Źródłem wielu niekorzystnych zjawisk  w procesie kształcenia jest niedostateczny, średnio biorąc niższy niż kiedyś, poziom przygotowania i motywacji studentów, co wywołuje zrozumiałą flustrację wśród nauczycieli akademickich. Poszukuje się przyczyn tego zjawiska w źle działającym systemie oświaty, który wymaga poprawy. Ale głównym źródłem tego efektu jest umasowienie studiów, na które przyjmowani są wszyscy chętni. W efekcie studiuje co drugi młody człowiek z danego  rocznika. Kiedyś co dziesiąty. Z natury rzeczy musi to oznaczać istotny spadek średniego poziomu absolwentów. W tej sytuacji zawinioną słabością szkolnictwa wyższego jest przede wszystkim niedostateczna dywersyfikacja  uczelni  i ich oferty, która powinna być podobnie zróżnicowana jak różnorodna ze względu na wymagania procesu studiów, jest populacja studentów. Tylko tak można pogodzić niezbędną dostępność studiów z elitarnym charakterem części oferty kształcenia. Zróżnicowanie instytucjonalne powinno stać się wartością kreującą system, zwłaszcza jeśli zapewnimy w nim właściwe reguły konkurencji. Niepokoją negatywne zjawiska na rynku pracy, które dotykają absolwentów szkół wyższych. Potwierdzają to wyższe  niż kiedyś wskaźniki bezrobocia w tej grupie. Podkreśla się w tym kontekście niedostateczne przygotowanie absolwentów do zmieniających się wymogów tego rynku. Często to prawda. Ale nie wolno zapominać o obiektywnym zjawisku ograniczonych możliwości tworzenia miejsc pracy. To nie uczelnie ale procesy demograficzne spowodowały przejściowe zjawiska przewagi podaży absolwentów nad popytem, którego w istniejących realiach żadna polityka, rządowa i samych szkół wyższych, wobec rynku pracy nie jest w stanie zrównoważyć. Dopasowanie  kształcenia na poziomie wyższym  do wymagań rynku pracy jest potrzebne, ale nie odwróci to istniejących relacji podażowo - popytowych. Po sukcesie ilościowym ostatniego dziesięciolecia, szkolnictwo wyższe zapowiada skok jakościowy. Niezbędne do tego są nowe narzędzia, a wśród nich niektóre wprowadzone w wyniku nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym. Wskazać tu można tzw. krajowe ramy kwalifikacji odwołujące się do egzekwowania efektów kształcenia, akredytację instytucjonalną, fundusze projakościowe, zarządzanie strategiczne, instrumenty proinnowacyjne. Nie osiągniemy jednak oczekiwanych wyników, jeśli nie wprowadzimy zmian o bardziej fundamentalnym i zintegrowanym charakterze. Wymieńmy wśród nich   postulat internacjonalizacji, a w tym pozyskiwanie międzynarodowych akredytacji przez  polskie uczelnie i wysiłek kreowania uniwersytetów badawczych jako bardziej  rozpoznawalnych polskich marek w szkolnictwie wyższym. Niezbędny jest proces integracji i konsolidacji instytucjonalnej (związki uczelni i związki wydziałów) w celu zwiększenia ich potencjału naukowego. Konieczne są zasadnicze zmiany w systemie finansowania studiów oraz  kontynuacja stopniowego wprowadzania zasady konwergencji sektorów. Powinno to oznaczać m.in. zastąpienie algorytmu kontraktami na okresy kilkuletnie, zawieranymi przez uczelnie z właściwą agencją rządową, odwołującą się do zobiektywizowanych  kryteriów i procedur, z wykorzystaniem narzędzi typologii, grupowania i klasyfikacji szkół wyższych.  To rozwiązanie wzorowane na angielskiej HEFCE. W następstwie tego,  uczelnie skreślając studentów za brak postępów w nauce, nie  byłyby karane ekonomicznie. W warunkach masowości studiów, wprowadzenie do systemu aktywnych mechanizmów selekcji umożliwiających eliminowanie osób nie dość motywowanych lub nieprzygotowanych do studiów, stanowi zasadniczy warunek poprawy jakości kształcenia. Dotyczy to zwłaszcza studiów drugiego stopnia, które kończyć powinna jedynie mniejsza część absolwentów studiów licencjackich. Analiza materiałów  źródłowych dostarczających informacji do oceny aktualnego stanu szkolnictwa wyższego w Polsce prowadzi do rozbieżnych wniosków[1]: od oceny niedostatecznej, wynikającej z pozycji polskich uczelni w tzw. Rankingu Szanghajskim, do relatywnie pozytywnych ocen Polskiej Komisji Akredytacyjnej, dotyczących jakości kształcenia. Nie ulega wątpliwości, że polskie szkoły wyższe nie zajmują satysfakcjonujących miejsc w  najważniejszych rankingach międzynarodowych, choć  są wyjątki. Odnotowania wymaga, że oceny te są i tak lepsze niż uczelni czeskich, słowackich i węgierskich, choć nakłady na studenta są w Polsce znacznie niższe. Istnieją co najmniej dwie, niezawinione przez polskie uczelnie, przyczyny tego stanu rzeczy, mające swoje źródła w okresie pierwszego dwudziestolecia transformacji kraju: – przyjęcie priorytetu dla upowszechniania studiów, – zaniżanie nakładów z budżetu państwa na badania naukowe. Tymczasem kryteria rankingów międzynarodowych oparte są na potencjale i wynikach działalności badawczej oraz prestiżu naukowym. Można zatem stwierdzić, że polskie uczelnie  koncentrujące się na  „prowadzeniu studiów",  poza granicami kraju ocenianie są w konkurencji – „zasoby, badania i osiągnięcia naukowe", a na ich prestiż wpływ mają ciągle niezbyt przecież wysokie,  pozycja i prestiż Polski na arenie międzynarodowej. Obraz wielu polskich szkół wyższych jest dziś zupełnie inny, niż jeszcze dziesięć lat temu. W wielu uczelniach publicznych i niepublicznych powstały nowe, imponujące kampusy, wybudowano ogromną liczbę nowych obiektów, oddano do użytku nowocześnie wyposażone aule i laboratoria. Wiele z nich powstało ostatnio dzięki środkom europejskim.  Ale znaczną ich liczbę sfinansowano lub dofinansowano ze środków własnych uczelni, zaoszczędzonych w wyniku niełatwych procesów restrukturyzacji. Nie wolno przekreślać tego dorobku. Dysponujemy opracowaniami strategicznymi i programami działań rozwojowych. Warto  się z nimi zapoznać. Wiadomo co należy czynić. Szkolnictwo wyższe nie potrzebuje żadnego alarmu. Niezbędne są przemyślane zmiany wprowadzane planowo i ewolucyjnie w partnerstwie z reprezentatywnymi podmiotami, z uwzględnieniem doświadczeń krajów europejskich, których uniwersytety cieszą się najwyższym prestiżem. Autor, były rektor Politechniki Warszawskiej, jest honorowym przewodniczącym Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich [1] W tej części swego wystąpienia autor odwołuje się do stwierdzeń zawartych w podsumowaniu ogólnej oceny szkolnictwa wyższego przedstawionej w projekcie środowiskowym strategii rozwoju szkolnictwa wyższego 2010-20.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA