fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Syndyk w Triadzie jak detektyw

Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Sky Club nie ma prawa posługiwać się marką „Triada" – twierdzi syndyk masy upadłości spółki BBPT. I bada, czy Sky Club nie przejął majątku Triady w sposób nieuprawniony
Przejęcie majątku Triady przez spółkę zależną Sky Club odbyło się w bardzo prymitywny sposób – uważa syndyk Joanna Opalińska. – Łatwo będzie podważyć decyzje przenoszące do Sky Clubu majątek trwały (biuro przy Nowogrodzkiej 42 w Warszawie) Triady, jej umowy z klientami i kontrahentami. Jeśli się tak stanie, odzyskamy bardzo dużo pieniędzy – mówi Opalińska.
Syndyk, która działa od miesiąca w upadłej spółce BBPT, na jaką zmieniła nazwę dawna Triada, przyznaje, że trudno jej pozbierać wszystkie informacje o działalności tego podmiotu. Jak mówi, czuje się, jak detektyw prowadzący drobiazgowe śledztwo.
Trzeba zacząć od tego, że BBPT zarejestrowana była pod wirtualnym adresem przy Złotej 61 w Warszawie. Za 75 złotych każdy może go wynająć, by móc podawać jako adres do przesyłania korespondencji.
Pod starym adresem Triady, przy ulicy Nowogrodzkiej, działa dzisiaj Sky Club, dawniej spółka córka Triady, do której Triada przeniosła we wrześniu 2011 roku całą działalność touroperatorską. Po tej operacji spółka matka straciła kontrolę nad spółką córką, bo większość udziałów (80 procent) w Sky Clubie przejął inwestor, który dokapitalizował to biuro podróży. Inwestorem jest, przez powiązane z nim spółki, Dom Maklerski IDM. W tej chwili BBPT ma w Sky Clubie jedynie 7 procent udziałów. - Zbadamy, jak doszło do utracenia wpływów Triady na podmiot zależny – zapowiada syndyk.
Okazało się też, że BBPT nie zostawiło podstawowych dokumentów ze swojej działalności. – Początkowo Sky Club twierdził, że nic nie wie o tych dokumentach. Dopiero dociskany wydał nam księgi handlowe – relacjonuje syndyk. – Ale jest w nich bałagan i obejmują one okres sprzed kilku miesięcy. Tak, jakby później nie były prowadzone. Dokumentacja się po prostu urywa.
W tej sytuacji trudno określić, jakie były aktywa firmy, a jakie długi. Trudno nawet stwierdzić, ile osób i na jakich zasadach zatrudniała Triada. Na razie zgłosiło się do syndyka ponad stu pracowników. Jak mówi pani syndyk, nie dostawali oni pieniędzy od początku roku. Część z nich jest na urlopach wychowawczych, zdrowotnych lub macierzyńskich. Pozostali są na wypowiedzeniach. Same ich roszczenia opiewają na ponad milion złotych.
- Mogłabym zwrócić się do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, by wypłacono im zaległe pieniądze, ale bałagan w dokumentacji kadrowo-finansowej jest taki, że muszę najpierw uporządkować podstawowe informacje. Poprosiłam o pomoc ZUS i urzędy skarbowe – wyjaśnia Joanna Opalińska.
Poza pracownikami zgłosiło się kilkunastu wierzycieli. Nie ma wśród nich jednak – wbrew powszechnym oczekiwaniom – żadnego zagranicznego hotelarza. – Pewnie jeszcze nie wiedzą, że jest taka możliwość – rozważa Opalińska. – Może jednak też być tak, jak w wypadku upadłości Selectoursu - zagraniczni wierzyciele tego biura z Tunezji, Turcji i Egiptu  po prostu zrezygnowali z dochodzenia swoich roszczeń w Polsce.
Syndyk wysłała pod koniec kwietnia pismo do Sky Clubu z żądaniem, by zaprzestał używania znaku Triady. Uważa umowę Sky Clubu z Triadą za „bezskuteczną w stosunku do masy upadłości". Umowę zawarto na 15 lat, a opiewa ona na 10 tysięcy złotych miesięcznie. – To śmieszna suma. W dodatku Sky Club nie płacił nawet tej opłaty – komentuje.
Syndyk zamierza sprzedać znak towarowy „Triada" na wolnym rynku, temu kto da więcej. – Można to zorganizować nawet w miesiąc – deklaruje. – Muszę dbać o interesy wierzycieli.
Są też lepsze wiadomości – syndykowi udało się odzyskać setki sztuk sprzętu elektronicznego, głównie kamery, zgromadzonego na nagrody dla klientów w konkursach Triady. Opalińska odzyskała też gotówkę – zgłosili się agenci, którzy mieli na kontach pieniądze ze sprzedaży wycieczek Triady. Te sumy liczone są w setkach tysięcy złotych.
- Wiele lat jestem syndykiem, likwidowałam już Selectours, ale jeszcze takiego prymitywnego zabiegu przeniesienia majątku na spółkę powiązaną kapitałowo nie widziałam. Działo się to w ostatnich tygodniach przed upadłością, w dodatku niektórzy wierzyciele byli faworyzowani – podsumowuje Joanna Opalińska. – Nie wykluczam skierowania wniosków do prokuratury.
Agnieszka Dral, wiceprezes Sky Clubu
Pismo od syndyka w sprawie podważenia umowy licencyjnej pomiędzy Sky Club Sp. z o.o. a Triadą SA otrzymaliśmy dopiero dziś. Zamierzamy się od niego odwołać. O tym, czy ta umowa nosi wadę bezskuteczności, może zadecydować wyłącznie sąd - syndyk nie jest organem decydującym ani oceniającym. Ponadto o ewentualnej bezskuteczności umowy można byłoby mówić tylko, gdyby w  jej wyniku Triada, później BBPT, była czegoś pozbawiana. Tymczasem mówimy o korzystaniu przez nas z marki na podstawie licencji, a więc de facto ma miejsce powiększanie majątku spółki będącej w stanie upadłości, ponieważ Sky Club za użytkowanie tego znaku towarowego wnosi opłaty.
W związku z umową licencyjną, przez pierwsze trzy miesiące jej obowiązywania, Sky Club standardowo regulował swoje zobowiązania. Jednak później - wobec niewywiązywania się przez BBPT ze zobowiązań finansowych wobec Sky Clubu - dokonał kompensaty.
Jestem bardzo zawiedziona opinią syndyka dotyczącą współpracy ze Sky Clubem i pracownikami naszej firmy w kwestii przekazywania dokumentów dotyczących Triady, później BBPT. Zarówno zarząd Sky Clubu, jak i wszyscy pracownicy wyrazili pełną gotowość pomocy w tym zakresie i natychmiast przystąpili do pracy, która - należy pamiętać - wymagała ogromnej skrupulatności, tym bardziej, że zgodnie z życzeniem syndyka, każdy przekazywany dokument musiał być wpisany do protokołu, co oczywiście robiliśmy.
Podkreślam, że jesteśmy głęboko przekonani, że postępujemy właściwie i uczciwie.
Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA