fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Zbyt wielu Napoleonów

Redakcja Pressji podczas dyskusji nad nowym numerem w krakowskim Bunkrze Sztuki. W środku redaktor naczelny Paweł Rojek
spressje.org.pl, Joanna Fedorowicz Joanna Fedorowicz
Do poduszki czytają von Hayeka i śnią o niskich podatkach. Piszą doktoraty i poezje. Czasem ikony. Tyle że prawie nikt o tych ludziach nie słyszał
Tekst z dodatku Plus Minus
W filmie „To nie jest kraj dla młodych ludzi" obserwujemy wielką ewakuację. Chłopak, z wyglądu muzyk, taszczy bagaże w hali lotniska. Wyjeżdża do pracy w Londynie. Matka żegna dwóch synów i synową, a młoda dziewczyna oznajmia: „Wszyscy moi znajomi wyjechali". Samolot tanich linii lotniczych wznosi się w powietrze, zaś napisy na dole ekranu informują, że w ten sposób opuściły Polskę już ponad 2 miliony osób. Kiedy dziś wraca temat aborcji, religii w szkole czy finansowania Kościoła, można odnieść wrażenie, że z Polski odlecieli sami młodzi konserwatyści.

Nowy Wspaniały Świat

W przestrzeni publicznej rząd dusz dzierży dziś niepodzielnie młoda lewica. Sztab dowodzenia to Nowy Wspaniały Świat – warszawski klub „Krytyki Politycznej". Przybudówki opanowały już większe polskie miasta i właśnie przekraczają granice. W stolicy program Uniwersytetu Krytycznego wypełnia każdy dzień. Oferta sformatowana, ale bogata: debata o kontroli informacji, rozmowa o sex toys, pokaz filmowy z pogadanką genderową, dyskusja o francuskich strategiach emancypacji LGBT. Aż po koncert rosyjskiej grupy uSSSy.
W 20-letniej historii wolnej Polski młoda lewica nigdy jeszcze nie była tak silna, a młoda prawica tak słaba. Do tej pory to konserwatyści tworzyli środowiska: Ligi Republikańskiej, Pampersów, Frondy, Warszawskiego Klubu Krytyki Politycznej (obecnie Teologii Politycznej). Lewica brała z nich przykład. Szczególnie uważnie przyglądała się poczynaniom Karłowicza, Cichockiego, Merty i Gawina. To oni pokazali, że uprawianie szeroko rozumianej polityki wymaga stworzenia języka politycznego.
Jeszcze pięć lat temu lider „Krytyki Politycznej" Sławomir Sierakowski przyznawał: – Jeśli w Polsce mamy dziś język prawicy, konserwatywno-liberalny, a nie mamy języka lewicowego, to taki Wojciech Olejniczak, choćby chciał, nic nie może zrobić, bo ma opór mediów, opór ekspertów. Wszystko, co powie, będzie się kojarzyło z populizmem. Najpierw trzeba stworzyć warunki i możliwości do uprawiania lewicowej polityki.
Dzisiaj widać, że Sierakowski zamiar zrealizował, prawica zaś ostatnie lata przespała. Kiedy latem 2010 r. antyklerykalna lewica zaczęła podkręcać nastroje społeczne, do walki o wartości konserwatywne stanęła stara gwardia. W sferze publicznej młodzi konserwatyści nie stanowią dla lewicy przeciwwagi. Rozdrobnieni, praktycznie nie pojawiają się w mediach elektronicznych. Można tłumaczyć, że mainstreamowe stacje telewizyjne i radiowe są programowo nieprzychylne wartościom konserwatywnym, ale jeszcze kilka lat temu młodzi prawicowcy zapraszani byli znacznie częściej.
Wycofanie się młodej prawicy z przestrzeni publicznej zauważyli nawet dziennikarze relacjonujący ostatnią Manifę. Odnotowali, że gdy lewica szła przez miasto pod czarnym sztandarem z napisem o pępowinie, pierwszy raz od wielu lat nikt nie protestował.

Żołnierze Wyklęci kontra Che

Piotr Pałka, redaktor naczelny prawicowego portalu rebelya.pl, zauważa, że Krytyka Polityczna rosła także dzięki temu, że prawica ją zlekceważyła. – „Po pierwsze śpią na pieniądzach od Salonu, po drugie są miałcy i nikogo nie porwą" – to były dwie najczęstsze prawicowe kołysanki o KP. Potem jeszcze doszła kołysanka o tym, że utkną za barem swojej knajpy. W tym czasie oni wykonali gigantyczny trud organizacyjny i osiągają kolejne założone cele, a prawica dalej chce ich „zamilczeć". Nie zauważyła, że role się odwróciły. Piotr Pałka podaje przykład: – Jakiś czas temu Pałac Prezydencki chciał zorganizować debatę środowisk ideowych. Zaproszenia wysłał do kilkunastu organizacji. „Krytyka Polityczna" odmówiła, wyjaśniając, że jest większa niż pozostałe organizacje. To była dość arogancka demonstracja siły, ale chyba dobrze oddająca ich rzeczywiste intencje: dyskutować to my z wami możemy, dopóki nam się to opłaca – mówi naczelny Rebelyi.
Dziś bycie młodym lewicowcem o aspiracjach intelektualnych kosztuje kwartalnie 25 zł – to cena numeru „Krytyki Politycznej". Bycie konserwatystą to wydatek rzędu 150 zł – tyle w sumie kosztują wydawane przez prawicę periodyki. Łatwo to sobie uzmysłowić przed półką z napisem „społeczno-polityczne" w Empiku. „Fronda", „44", „Pressje", „Arcana", „Christianitas", „Rzeczy Wspólne", „Ethos".
A przecież młodych konserwatystów więcej powinno łączyć, niż dzielić. Piotr Rojek, redaktor naczelny „Pressji", zwraca uwagę, że wraz z Piotrem Kaznowskim (redaktor naczelny „Christianitas"), Mateuszem Matyszkowiczem (szef portalu „Teologii Politycznej"), Piotrem Pałką (szef portalu rebelya.pl), a także Tomaszem Kwaśnickim (właściciel portalu kresy.pl) urodzili się w tym samym roku – 1981 . Pewnie można ich nazwać dziećmi „Solidarności".
To oni organizują pole do działania dla młodszych od siebie: studentów czy świeżo upieczonych absolwentów, których konserwatyzm manifestuje się udziałem w Marszu Niepodległości, flagą wywieszoną na balkonie w święto państwowe, czasem krzyżykiem lub medalikiem na szyi czy staranniejszym niż zwykle niedzielnym strojem. Kanon mody w wersji casual przewiduje także stosowne do okazji T-shirty. Odpowiedź na lewicowy wizerunek Che stanowią Żołnierze Wyklęci, kotwica Polski Walczącej czy archanioł Michał walczący z szatanem. O swoich kobietach mówią „moja narzeczona". Rodzice nigdy nie będą dla nich starymi, lecz Mamą i Tatą.
Manifestują prawicowość, jak potrafią. Jedni w Wielki Post czuwają na ulicy, przy której znajduje się klinika in vitro. Inni w e-mailach rozsyłają zdjęcia zaobrączkowanych palców i zachęcają w ten sposób do wierności małżeńskiej. Tylko kto o tym wie?
Środowiska prawicowe mają swoje specjalizacje. Rebelya i „Fronda" są od walki cywilizacyjnej, „Christianitas" drąży sprawy liturgii, ruchy pro life walczą z cywilizacją śmierci, „Teologia Polityczna" specjalizuje się w teorii rządzenia. Krakowskie „Pressje" prowadzą działalność ekspercką i szereg krajowych i zagranicznych programów dla studentów.

Wachlarz idei, rzędy kanap

Co stoi na przeszkodzie, by zjednoczyć siły? Piotr Pałka mówi bez ogródek: – Wielość kieszonkowych Napoleonów. Sebastian Moryń z „Frondy": – Idea konserwatywna w polskim wydaniu ma zasadniczą wadę: jest wieloaspektowa i przy tym przeintelektualizowana. Środowiska lewicowe mają dziś jednego wroga: Boga. Środowiska konserwatywne: kolegów po fachu. Marta Kwaśnicka z portalu Kresy: – Działanie w jednym środowisku nie oznacza przecież, że działa się jedną metodą i w jednej organizacji. Chodzi jednak o to, żeby poszczególne środowiska potrafiły współdziałać, szanując wzajemnie swoje interesy. Z tym jest jeszcze problem, bo konserwatyści w sferze publicznej to dorobkiewicze i często trwa między nimi wyścig szczurów. Każdy chciałby być prawicowym Michnikiem i mieć prawicową Agorę. Nie potrafią więc zdefiniować się pod jednym logo, choć od czasu do  czasu pada propozycja, by współpracę zacieśnić.
Pałka pamięta debatę, na którą pojechał do Gdyni w 2008 r. Liderzy organizacji konserwatywnych mieli tam dyskutować o przyszłości polskiej prawicy. – W panelu wzięło udział siedmiu dyskutantów, z czego większość nie była zbytnio zainteresowana przyszłością, raczej wzdychali do dawnych czasów: monarchii i porządku. Wtedy jeden z kolegów podjął temat Napoleona i bodaj cztery kolejne wystąpienia – coraz bardziej żarliwe – dotyczyły krytyki Bonapartego. To było dość zabawne, ale też symptomatyczne  – opowiada Pałka. Na prawicy większą wagę przywiązuje się do czystości ideologicznej niż do sprawności organizacyjnej i do zarządzania. Znacznie bardziej ceni się publicystów niż osoby, które przygotowują podglebie dla ich działalności.
Młoda generacja ochoczo wchodzi w buty poprzedników. Być może dlatego, że organizacje ich starszych kolegów, choć straciły już dawny impet, zachowały siłę i struktury. Łatwiej więc się przyłączyć, niż tworzyć od podstaw coś nowego. Sebastian Moryń – doktorant filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim po doświadczeniach w Londynie na zmywaku – na pytanie o to, dlaczego jest akurat we „Frondzie", odpowiada: – Moja przygoda z tym środowiskiem rozpoczęła się od  pierwszego numeru kwartalnika i  ankiety „Szatan dzisiaj". Od tego czasu było wiadomo, że tylko środowisko konserwatywnych i katolickich ortodoksów jest w stanie przebudzić ludzi do myślenia. Dziś portal „Frondy" jest jednym z najważniejszych portali niosących Dobrą Nowinę w szatach popkultury.
Ale mamy jeszcze portal Rebelya, który powstał po frondzie z frondy, oraz Fundację Republikańską. Fundacja, najmłodsze dziecko konserwatywnej prawicy, powstała w październiku 2009. To rodzaj think tanku, gdzie młode pokolenie doktorantów i doktorów tworzy analizy na gorące tematy życia politycznego i gospodarczego, a obok powstają kluby republikańskie. Oprócz tego wydaje kwartalnik „Rzeczy Wspólne", który komplementują i Bronisław Wildstein, i prof. Antoni Dudek.
Bywają miesiące, że Bartłomiej Radziejewski, redaktor naczelny „Rzeczy Wspólnych", na jego sukces pracuje 14 – 16 godzin na dobę. – Niewiele zdziałalibyśmy bez stałego i okresowego wsparcia wolontariuszy – którymi skądinąd prawie wszyscy zaangażowani w tworzenie „RW" jesteśmy, choć w różnym stopniu – mówi Radziejewski, który w międzyczasie kończy doktorat o koncepcji wolności politycznej Andrzeja Wolana i Johna Locke'a. Fundacja w ubiegłym roku wygrała konkurs internetowy na miejsce w Warszawie przeznaczone na działalność społeczną i obywatelską.

Bez manif ani przewodników

Prawicy brakuje jednak lokalu, w którym skupiałoby się życie kulturalne i społeczne. Ten brak stał się jeszcze bardziej odczuwalny, gdy w centrum Warszawy pojawił się Nowy Wspaniały Świat, a w nim serwowana wraz z kawą lewicowa ideologia. – Może konserwatyści na tym polu po prostu się nie sprawdzają? Może nie doceniają roli takich miejsc, a może lewicowe i liberalne projekty cieszą się większą przychylnością władz rozpisujących konkursy... Pewnie wszystko po trochu – zastanawia się Kalicka z „Teologii Politycznej" . Choć przyznaje, że sama najdobitniej uświadomiła sobie brak własnego miejsca w przestrzeni publicznej po obchodach rocznicy 10 kwietnia. – Razem z przyjacielem doszliśmy do wniosku, że jesteśmy w nastroju, w którym nie odnaleźlibyśmy się w żadnej z modnych warszawskich alternatywnych kawiarni, które przecież na co dzień chętnie odwiedzamy – mówi.
Mateusz Matyszkowicz krzykliwej przewagi lewicy na forum społecznym upatruje jeszcze w jednej przyczynie. – Lewicowość jest od konserwatyzmu zdecydowanie bardziej ideologiczna – mówi. – Daje się ją zamknąć w „Przewodnikach po...". Lewica lubi takie kodeksy, podobnie jak hasła na szturmówki. Taka już jej uroda. Natomiast postawa konserwatywna znacznie gorzej nadaje się na przewodniki i manifesty. A przynajmniej nie powinna się do tego nadawać – przekonuje.
Konserwatystom brakuje socjotechniki, którą do bólu opanowała lewica spod znaku „Krytyki Politycznej". Piotr Pałka opowiada: – Kilka lat temu jedyny raz poszedłem do lokalu „Krytyki", jeszcze na Chmielną, żeby kupić sobie numer ich pisma o prawicy. W korytarzu zobaczyłem Sławomira Sierakowskiego, który żywo dyskutował z panią w średnim wieku ubraną w elegancką garsonkę i klnącą siarczyście. Sierakowski od razu zwrócił na mnie uwagę. Podszedł, położył mi rękę na ramieniu i zagadnął: „Wyświetlamy za chwilę interesujący film, może z nami zostaniesz?". To był szkolny trik, ale takiego właśnie okazywania troski o każdego potencjalnego zwolennika brakuje prawicy – mówi Pałka.
„Krytyka Polityczna" zasłynęła wiązaniem ze swoim logo artystów z Wilhelmem Sasnalem włącznie. Łowi też jednak twórców nawet nie na swoich wodach. – Jakiś czas temu znajomej, znanej autorce bajek dla dzieci, „Krytyka Polityczna" zaproponowała patronat nad nową książką. Pisarka się zdziwiła, wyjaśniła, że jej bajki utrwalają tradycyjny dziecięcy świat. Przedstawiciel „Krytyki" przekonywał: „Nam to nie przeszkadza, popieramy dobrą literaturę!". Krytyka działa jak odkurzacz – zasysa wszystko, potem wyrzuca, co jej się nie podoba. Prawicy bardzo brakuje budowania takiego wielonurtowego frontu – analizuje Pałka.

Żywotne środowisko

Młodej prawicy nie brakuje jedynie ciekawych osobowości. Marta Kwaśnicka, historyk kultury, ukończyła Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Papieski. Naukowo zajmuje się jezuitami. Obroniła doktorat z poezji jezuickich redukcji, prowadzi blog o kulturze przy założonym przez męża portalu Kresy, oprócz tego pisze ikony i poezje. I kibicuje Barcelonie.
Tomasz Krawczyk, wychowany w niemiecko-polskiej rodzinie, już na międzywydziałowych studiach współpracował z politykami jako asystent naukowy. Dziś pracuje jako analityk w Centrum Europejskim Natolin, gdzie zajmuje się głównie niemiecką polityką europejską. Spotkanie z tekstami twórców „Teologii Politycznej" – Marka A. Cichockiego, Dariusza Gawina i Dariusza Karłowicza – nazywa swoją drogą do Syrakuz. Chce tworzyć konserwatyzm afirmatywny – taki, w którym prawica szuka własnych tematów, stawia sobie własne cele i poprzez własną narrację próbuje oddziaływać na kształt i kierunek polskiej debaty publicznej.
Prawica ma nawet swoich przedstawicieli w świecie sztuki – grupę The Krasnals, która na wystawie Thymos zdefiniowała się prowokacyjnie jako „wsioki z ciemnogrodu". Choć grupa przede wszystkim broni wolności twórczej, jej przedstawiciele mówią w „Rzeczach Wspólnych": „Nie odpowiada nam to, co proponuje lewacka ekstrema, która zdominowała całą przestrzeń publiczną".
Czasem spotykają się prywatnie, na imprezach. – Wielu młodych konserwatystów łączą przyjaźnie, które idą w poprzek poszczególnych środowisk. Te więzi często sięgają czasów studenckich i są silne. Widzę tutaj zbawienny wpływ Krakowa na Warszawę – przekonuje Marta Kwaśnicka.
Mariusz Majewski z portalu Rebelya opowiada: – Często powodem spotkania jest przyjazd znajomych z innych miast. Okazją do łączenia konwencji, czyli spotkania trochę bardziej formalnego z tzw. after party, są organizowane przez nas Rebelya Panele. Krótko rzecz ujmując: żeby było środowisko, muszą być jakieś więzi, a żeby były więzi, muszą być spotkania.
Ale nie wszystkich konserwatystów podziały martwią. – Osobiście cieszę się, że nie muszę być członkiem jednolitego frontu ideologicznego. Piwo z konserwatywnymi kolegami z różnych redakcji jest znacznie ciekawsze od lewackich masówek. Już samo nasze zróżnicowanie jest dowodem siły i atrakcyjności –  mówi Mateusz Matyszkowicz, redaktor naczelny portalu „Teologii Politycznej". Wtóruje mu Piotr Rojek z „Pressji": – Wydaje mi się, że po prawej stronie ruch intelektualny jest naprawdę większy. Spory, kłótnie, trzaskanie drzwiami – to świadczy o żywotności środowisk i o tym, że ci ludzie wierzą w to, co robią.
A jednak brak wspólnego szyldu skazuje konserwatywne poglądy na marginalizację. „To nie jest kraj dla młodych ludzi", film zrealizowany przez Fundację Republikańską, kończy się dramatycznym apelem: Potrzebujemy Was!
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA