fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Czy policja zaciera ślady?

Grzegorz Byszewski
Janina Blikowska
Marek Kozubal
Przestępca z Legionowa miał w telefonie komórkowym numery do 17 miejscowych policjantów. Po co? Komenda Stołeczna Policji nie zrobiła nic, aby wyjaśnić sprawę kontaktów i ewentualnych połączeń
Od marca 2007 roku legionowska prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące m.in. kradzieży samochodów, paserstwa, oszustw i fałszowania dokumentów. Do tej pory zarzuty postawiono dziewięciu osobom. – Śledztwo trwa – mówi Aneta Ostromecka, szefowa legionowskiej prokuratury. Nie chce ujawniać szczegółów.
W maju mundurowi zatrzymali do tej sprawy 30-letniego Pawła K.
– Miał przy sobie telefon komórkowy, a w nim zapisane numery do kilkunastu policjantów – opowiada funkcjonariusz z Legionowa. – Na chybił trafił wybraliśmy jeden, odebrał kolega z pokoju obok – zdradza. W aparacie były numery do 16 innych mundurowych z patrolówki i drogówki.
Informacja o podejrzanych kontaktach funkcjonariuszy została przesłana do Komendy Stołecznej Policji. Co się dalej z nią stało? Nie wiadomo.
Pewne jest, że komendant stołeczny nie wszczął postępowania, aby wyjaśnić sprawę kontaktów mundurowych z przestępcą. Dlaczego? Zapytany o to rzecznik komendanta stołecznego policji Marcin Szyndler odpowiedział: – Ten wątek nie był badany w śledztwie.
Tymczasem zgodnie z obowiązującymi procedurami informacja o podejrzeniu współpracy policjantów ze światem przestępczym powinna natychmiast trafić do Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji (BSW to komórka badająca m.in. przypadki korupcji wśród funkcjonariuszy. Tylko pracownicy tego biura mogą zatrzymywać policjantów).
O kontaktach K. powinien się też dowiedzieć prokurator prowadzący śledztwo w sprawie kradzieży samochodów. Z naszych informacji wynika, że nie wiedział. W aktach sprawy jest wprawdzie informacja o tym, że podejrzany miał przy sobie komórkę, ale nie zaznaczono, jakie numery figurują w książce, ani jakie połączenia wykonywano z aparatu.
– Nie wiedzieliśmy, że znajdują się w nim numery do policjantów – mówi osoba znająca kulisy śledztwa. Dopiero gdy „Rzeczpospolita” zainteresowała się sprawą, wątek zaczęła badać prokuratura oraz BSW. Jak się dowiedzieliśmy, od kilku dni prześwietlane są m.in. kontakty legionowskich funkcjonariuszy.
Śledczy muszą m.in. odpowiedzieć, czy w tej sprawie ktoś próbował niszczyć dowody lub zacierać ślady. Czy policjanci roztoczyli parasol ochronny nad lokalnymi grupami przestępczymi?
– Musimy sprawdzić zupełnie nowe wątki w śledztwie – przyznaje funkcjonariusz.
Policjanci, do których numery znalazły się w telefonie K., pracują normalnie.
– Może do mnie dzwonić każdy, ja nie mam sobie nic do zarzucenia, od wyjaśnienia tego są odpowiednie służby – mówi policjant, którego numer według naszych informacji był w spisie telefonów K.
Zdaniem naszych informatorów ta sprawa jest niezwykle niewygodna dla obecnego zastępcy komendanta stołecznego Tadeusza Beredy. Dlaczego? Przez wiele lat był zastępcą komendanta legionowskiej policji. – W tej komendzie zna niemal wszystkich funkcjonariuszy – opowiada osoba znająca realia Legionowa. – Choć awansował do Pałacu Mostowskich, nadal bardzo interesuje się działaniem tej komendy i prowadzonymi tu sprawami. Świetnie zna środowisko. Ma dobre kontakty z lokalnymi politykami i niektórymi prokuratorami.
W ciągu ostatnich dwóch lat kilku legionowskich policjantów trafiło za kraty. Ponad półtora roku temu BSW zatrzymało trzech funkcjonariuszy podejrzanych o korupcję – brali łapówki od kierowców kontrolowanych samochodów.
Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga od dwóch lat bada sprawę wyłudzania odszkodowań za fikcyjne kolizje samochodowe. Za łapówki od 500 do 2 tys. zł preparowano dokumenty dla ubezpieczycieli. Zarzuty usłyszało kilkudziesięciu kierowców, właściciele warsztatów oraz policjanci drogówki, m.in. z Legionowa.
Rz: W telefonie komórkowym jednego ze złodziei samochodowych z Legionowa znaleziono numery kilkunastu mundurowych. Przez ponad pół roku śledczy nie zrobili nic, by wyjaśnić powiązania między przestępcą a policjantami. Czy to jest normalne?
Julia Pitera: Absolutnie nie. Sprawa wzajemnych powiązań powinna być wyjaśniona w pierwszej kolejności. Chociażby dlatego, że policjant – właściciel któregoś telefonu albo nawet jego kolega – mógł być zaangażowany w śledztwo dotyczące tej grupy przestępczej.
Czy w takich przypadkach jak ten, gdy widzimy styk między przestępcą a policjantami, może dochodzić do korupcji?
Z całą pewnością do takich zjawisk dochodzi, szczególnie w małych społecznościach. Możliwe jest też, że przestępca zdobył te numery telefonów inną, np. nielegalną drogą, a potem wykorzystywał je po to, by szantażować funkcjonariuszy.
Czy jest możliwe, aby złodziej zdobył w bezprawny sposób kilkanaście numerów telefonów policjantów z jednej komendy?
Myślę, że to byłoby zbyt trudne. Tam musiał działać jakiś układ korupcyjny.
Niekoniecznie jednak obejmował on wszystkich funkcjonariuszy, których numery miał przestępca. Możliwe, że dotyczy to tylko kilku z nich. Część telefonów złodziej samochodów mógł dostać od innych policjantów, których przekupił. Dlatego odpowiednie służby powinny jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA