fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Szybki i tani wyrok na własne życzenie

Rzeczpospolita
Blisko 280 tys. oskarżonych w ubiegłym roku usłyszało wyrok na pierwszej rozprawie. Postanowili poddać się karze bez prowadzenia żmudnego i kosztownego procesu. Takich wyroków z roku na rok jest coraz więcej
Można już mówić o sukcesie: prokuratorzy i sądy bardzo śmiało korzystają z instytucji dobrowolnego poddania się karze. Zapadają wyroki bez prowadzenia rozprawy. Z zapowiedzi ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego wynika, że niebawem dobrowolnie o karę wystąpić będzie można także przed ekspresowym sądem (w trybie przyspieszonym). – Rozwój takich instytucji to jedyna droga usprawnienia wszystkich procesów – mówi „Rz” sędzia Wojciech Małek. Dodaje, że długotrwałe areszty to właśnie pochodna długotrwałych procesów.
– Dobrowolne poddanie się karze rozszerzyłbym nawet na zbrodnie – mówi sędzia Marek Celej i w tej opinii nie jest odosobniony. Również w sprawach o zabójstwo zdarzają się sytuacje, w których sprawcy przyznają się do winy i najważniejszym problemem pozostaje kwestia kary. Znane są sprawy o zabójstwo, w których sądy (po wymierzeniu 15 czy nawet 25 lat pozbawienia wolności) nie sporządzają uzasadnienia wyroku, gdyż nikt nie chce się od niego odwołać.
– Namawiam do dobrowolnego poddania się karze wszystkich klientów, którzy przyznają się do winy. Jest to korzystne dla oskarżonych: negocjując karę z prokuratorem, mają wpływ na jej wysokość. W normalnym postępowaniu oskarżony nie ma nic do powiedzenia – twierdzi adwokat Robert Nowaczyk.
Prokuratorzy z kolei ruszyli z masowym stosowaniem wniosków o skazanie bez rozprawy.
Wśród niewątpliwych korzyści stosowania obu instytucji praktycy wymieniają oszczędność czasu. Nie trzeba słuchać świadków, przeprowadzać dodatkowych dowodów – wyliczają. W obu wypadkach wyrok może zapaść podczas pierwszego posiedzenia sądu.
Dobrowolne poddanie się karze i skazanie bez rozprawy (art. 387 i art. 335 kodeksu postępowania karnego) wprowadzono do kodeksu karnego w Polsce dziesięć lat temu. Jednak dopiero cztery lata temu zaczęto stosować je na większą skalę.
Wyrok na pierwszej rozprawie usłyszeli m.in. „Słowik” i „Żaba”, oskarżeni o udział w gangu. Równie szybko zapadł wyrok w procesie oskarżonego o niegospodarność Wojciecha K., byłego dyrektora i dyrygenta nieistniejącego już chóru Polskie Słowiki. Karę negocjował też biskup Andrzej Śliwiński, który spowodował wypadek w stanie nietrzeźwym. Zarówno dobrowolne poddanie się karze, jak i wydanie wyroku bez prowadzenia rozprawy chwalą sędziowie, adwokaci, prokuratorzy i teoretycy prawa. Wszyscy za ogromną oszczędność czasu i pieniędzy, co wobec obciążenia polskich sądów jest nie do przecenienia.
Twórcy polskich kodyfikacji karnych nie ukrywają, że instytucję dobrowolnego poddania się karze zapożyczyli z włoskiego systemu, który w 1998 r. wprowadził możliwość porozumiewania się stron co do wysokości kary. W Niemczech w ten sposób rozstrzyga się 45 proc. wszystkich spraw, a w Stanach Zjednoczonych – nawet ponad 70 proc.
O tym, że obie instytucje sprawdziły się w praktyce, świadczą statystyki (bez przestępstw z kodeksu karnego skarbowego). Jeszcze w 2003 r. prokuratorzy (sądy rejonowe) złożyli wnioski o skazanie bez rozprawy wobec 18 tys. oskarżonych, w 2004 r. już 111,5 tys., a w ub.r. blisko 200 tys. Dużą popularnością cieszyło się też dobrowolne poddanie się karze. Wnioski o nie złożono wobec 90 tys. oskarżonych.
Dzięki obu tym instytucjom udało się szybko zakończyć blisko 280 tys. spraw.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA