150 milionów dol. dziennie zarabia w tej chwili Rosja na wojnie nieopatrznie wywołanej przez Donalda Trumpa – wyliczył „The Financial Times”. To głównie wpływy ze sprzedaży rosyjskiej ropy Indiom. Amerykański prezydent jest tak zdesperowany z powodu skokowego wzrostu cen paliw, że zgodził się na zawieszenie tej części sankcji nałożonych na Moskwę.
Czytaj więcej
Polska nie planuje udziału w wojnie na Bliskim Wschodzie – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław S...
Na razie chodzi o jeden kraj i 30 dni. Ale jest całkiem prawdopodobne, że sankcje zostaną zniesione na dłużej i Rosja będzie mogła handlować z większą liczbą krajów. Ale i bez tego Putin może też teraz liczyć na innego klienta: Chiny. Pekin nagle stracił dostęp do ropy z Bliskiego Wschodu, która miała dla niego znaczenie strategiczne. Nie wzgardzi więc rosyjską ofertą. Zacznie jej sprowadzać wielokrotnie więcej, niż do tej pory.
W lutym Rosjanie wydawali się w desperackiej sytuacji. Ich rezerwy walutowe szybko topniały, a cena ropy na rynkach międzynarodowych pikowała. W Moskwie obawiano się, że wkrótce możliwości finansowe dalszego prowadzenia wojny się skończą. Teraz Kreml może bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość. Będzie miał środki na finansowanie wojny w Ukrainie.
Trump zrobi wszystko, aby zapobiec recesji w USA
Ale przynajmniej równie ważne jest dla Moskwy to, że Stany Zjednoczone mają coraz mocniej związane ręce na Bliskim Wschodzie. Zużywają tam amunicję w takim tempie, że wkrótce nie będą w stanie jej sprzedawać Europejczykom, którzy ją przekazywali Ukraińcom. A jak wynika z niedawnych doniesień „The Washington Post”, Rosjanie aktywnie pomagają Irańczykom zwalczać amerykańską inwazję, choćby nakierowując na odpowiednie cele ich drony. Ten układ może trwać bardzo długo, bo bez operacji lądowej Ameryka najpewniej nie zdoła ani otworzyć Cieśniny Ormuz i zakończyć narastający kryzys energetyczny, ani zmienić reżimu w Teheranie.