fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Mrówki na razie czekają

Rzeczpospolita
Na Wschodniej granicy prawie bez zmian. Ciężarówki czekają w kilkunastogodzinnych kolejkach do odprawy. Z przejść zniknęli za to drobni przemytnicy
To widok niespotykany od lat: na przejściach z obwodem kaliningradzkim nie ma mrówek – obecnych tu od lat drobnych przemytników papierosów i alkoholu. – Celnicy już dawno nie obserwowali tak opustoszałych terminali odpraw – mówi Ryszard Chudy z Izby Celnej w Olsztynie. Kolejka mrówek stopniała też gwałtownie na przejściu w Medyce na granicy z Ukrainą. Tu także był zawsze tłum ludzi zdążających pieszo do kontroli celnej.
Drobni przemytnicy poczekają i przez tydzień lub dwa będą obserwować, co się na granicy zmieniło. I liczyć, czy nadal opłaca się mała kontrabanda – mówią celnicy. Na granicy z obwodem kaliningradzkim mały handel słabnie już od czerwca, kiedy Unia i rosyjskie władze w miejsce bezpłatnych wprowadziły wizy za 35 euro. Potem jeszcze Rosjanie podnieśli wysokość obowiązkowego ubezpieczenia pojazdów i dodatkowych należności granicznych. Liczba chętnych do podróżowania do rosyjskiej enklawy również spadła, bo się okazało, że są kłopoty z uzyskaniem wiz umożliwiających wielokrotne przekraczanie granicy.
Od piątku na przejściach z Ukrainą nie zmniejszała się natomiast liczba skontrolowanych samochodów osobowych – widać, że zamieszanie związane z rozszerzeniem obszaru Schengen nie wpłynęło na gorączkowy rytm przedświątecznych, rodzinnych zakupów. Na towarowym przejściu w Korczowej, gdzie jeszcze kilka dni temu kierowcy tirów stali ponad dobę przed szlabanem, teraz czekają do odprawy kilkanaście godzin. Ale w oddalonej o 30 kilometrów Medyce odprawiani są na bieżąco. Nikt nie potrafił wyjaśnić tego fenomenu. – Regularny transport towarowy nie sugeruje się propagandowymi scenariuszami towarzyszącymi schengeńskiemu otwarciu – ocenia Małgorzata Blacharska, rzecznik Izby Celnej w Przemyślu. Choć to chyba nie do końca prawda: celnicy właśnie zyskali dostęp do systemu SIS – europejskich baz danych i zastrzeżeń związanych z przestępczością. – Będziemy mogli sprawdzić, czy kontrolowany samochód nie jest kradziony albo czy przemytnik lub spedytor naruszający przepisy celne w Polsce nie ma na sumieniu innych grzechów popełnionych na wspólnym obszarze celnym UE – mówi Blacharska. W największym drogowym terminalu celnym w Koroszczynie, na granicy z Białorusią, odprawiano dziennie 900 ciężarówek. – Tak było też w ostatnich dniach – mówi Marzena Siemieniuk z Izby Celnej w Białej Podlaskiej. – Pod koniec roku przedsiębiorcy spieszą się z domykaniem kontraktów i umów, więc natężenie ruchu raczej wzrośnie – oczekuje Siemieniuk. Już od tygodni na największych przejściach wiodących na wschód: w Dorohusku, Kuźnicy, Terespolu, na wyjazd z obszaru UE i strefy Schengen kierowcy ciężarówek muszą czekać do odprawy po kilkadziesiąt godzin. Nie lepszy los czeka przybywających ze wschodu. Na granicy UE muszą przejść prawdziwie europejską, drobiazgową kontrolę. A to zwykle oznacza kilometrowe zatory.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA